Przed-Widzenie

Mówi się, że umysł jest jak oko- widzi wszystko dookoła, ale nie jest w stanie zobaczyć sam siebie. Praktyka buddyjska prowadzi do tego, aby tego przeżywającego doświadczyć, poznać, zobaczyć.

Dlaczego jest to ważne? Nasza sytuacja jest podobna do osoby, która kupuje wszelkie możliwe abonenty i telewizje na świecie, ponieważ jej telewizor słabo odbiera i żeby mieć jakąś radość z oglądania potrzebuje coraz to nowych ciekawych obrazków. Medytacja przypomina sytuację, gdy zamiast kupować abonent w Netfix, Disney+ czy HBO aby mieć radość z oglądania po prostu zmieniamy telewizor na najnowszy model. Wtedy nawet TVP wygląda świetnie i pozwala nam czerpać przyjemność z oglądania. Jest to po prostu kwestia jakości a nie ilości.

Żyjemy w cyklicznej egzystencji w której zależy nam na tym, aby ciągle nowe obrazki się pojawiały w naszej świadomości. Kładziemy nacisk na ilość a nie na jakość.

Dostrzec umysł nie jest prosto z jednej przyczyny- od zawsze mamy tendencję do obserwowania tylko zjawisk zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych. Coś takiego jak umysł, co nie ma cech oprócz przytomności, wykracza poza nasze pojmowanie. Jednak nauczyciele buddyjscy podkreślają, że umysł jest nam bliższy niż skóra i kości. Jest to nasza natura i tak naprawdę ciągle tym umysłem jesteśmy.

Spoglądanie w umysł daje ogromną satysfakcję- wreszcie czujemy się jak w domu, bo spoglądamy sobie samemu w oczy, widzimy postrzegającego wszystkie zjawiska.

Klucz Do Serca Kluczem Do Świata

Od długiego czasu fascynuje mnie pogląd buddyjski, który mówi, że uspokojenie umysłu, prawidłowe postrzeganie własnej osoby jest jednoznaczne z prawidłowym odbiorem świata. To, czy widzimy siebie oznacza też to, czy widzimy rzeczywistość.

W istocie my i rzeczywistość to jedna i ta sama rzecz- nie ma niczego poza umysłem. Fascynującym jest odkrycie, że uspokojenie umysłu prowadzi do uspokojenia percepcji.

Jesteśmy czymś więcej niż doświadczeniami- pod nimi kryje się bowiem postrzegający. Postrzegający jest tym, który wszystkiego doświadcza, w którym wszystko się rozgrywa. Dzięki praktyce medytacji można doświadczyć tego podstawowego budulca rzeczywistości- naszej przytomności umysłu.

Lifehack

Naszła mnie dzisiaj pewna refleksja podczas medytacji. Czasem zdarza mi się, że coś mnie trapi, czuję się nieswojo, błądzę w umyśle. Jest to stan, w którym po prostu coś jest nie tak, nie jest tak, jakbym chciał. Miałem dziś myśl, że właściwie ciągle utożsamiamy się ze zjawiskami, które nas otaczają. Ścigamy jedne doświadczenia i unikamy od innych.

Buddyzm naucza, że przed doświadczeniami istnieje coś jeszcze. Przed jakimkolwiek doświadczeniem czy to zmysłowym czy umysłowym istnieje przeżywający. Jesteśmy bardzo przywiązani do zjawisk przyjemnych, ale gdy przychodzą te trudne to cierpimy. Dzieje się z powodu przywiązania a nie dlatego, że przykre zjawiska są jakieś rzeczywiście złe. Jesteśmy nawykowo przywiązani do zjawisk i nie widzimy przeżywającego.

Myślę, że istnieje jedna rzecz, która może pomóc w przeżywaniu przykrych rzeczy. Można po prostu uświadomić sobie, że trudna myśl, uczucie czy czucie jest tylko zjawiskiem rozgrywającym się w świadomości. Jesteśmy czymś więcej niż zjawiskami- jesteśmy przestrzenią w której wszystko się wydarza. Takie podejście przy odrobinie zdrowego rozsądku może być niezwykle wyzwalające- problemy stają się podobne do snu, przestają być realne. Przykre uczucie, przykra myśl to tylko zjawisko, jeśli sobie to uświadomimy to możemy obserwować jak po prostu znika.

Niebieska Pigułka, Czerwona Pigułka

Zazwyczaj to, co przyjemne i to, co nas rozwija to dwie różne rzeczy. Chodzi tu również o doświadczanie rzeczywistości.

Gdy wybieramy przyjemniejszą opcję w naszym życiu, a zazwyczaj robimy tak setki razy dziennie, kierujemy się fałszywym kryterium. Podstawowym kryterium wyboru powinno być bowiem to, co jest dla nas w danym momencie naturalne, co uspokaja, rozjaśnia i klaruje nasz umysł.

Nasze życie podporządkowane jest przyjemności zamiast prawdzie. Wybierając to, co przyjemne zazwyczaj pogarszamy tylko stan swojego umysłu i wprowadzamy do niego więcej zamieszania. Z tego biorą się też problemy typu uzależnienia i nadwaga.

Umysł należy ćwiczyć tak jak ćwiczy się ciało. gdy wybieramy tylko przyjemne doświadczenia w naszym życiu to uciekamy od nieprzyjemności, która zazwyczaj dużo nas uczy. Świat nie składa się tylko z różowych obrazków i ten, kto ucieka od przykrych doświadczeń nigdy nie doświadcza prawdy.

Wielki Post- Ostatni Post

Niedługo kończy się subskrypcja mojego serwera, więc ten blog niedługo zniknie z sieci. Na zakończenie postanowiłem napisać o czymś, co stało się moją codziennością przez ostatnie lata. Chodzi mianowicie o pewne ograniczanie się.

W chrześcijaństwie istnieje długa tradycja ograniczania i umartwiania siebie. Nie znam w prawdzie powodów takiego zachowania, ale sądzę, że może to mieć związek z ograniczeniem przywiązania do przyjemności.

Oczywiście do pewnego stopnia jest to udziałem każdej osoby- chodząc do pracy musimy ograniczać nasze potrzeby i mobilizować się do wysiłku. Jednak w wolnych chwilach zazwyczaj pozwalamy sobie na szereg przyjemności.

Od paru lat stosuję metodę nieprzywiązywania się do przyjemności. Jeśli coś mi sprawia przyjemność przez dłuższy czas to staram się od tego oddzielić i sprawdzić, czy nie pochłania mnie to zbytnio. Zazwyczaj wtedy przestaje zajmować się tą rzeczą i po prostu przebywam bez myśli w przestrzeni.

Sądzę, że często jesteśmy uzależnieni od wielu rzeczy, które przynoszą nam zadowolenie, nie będę tutaj ich wymieniał, ale tych zjawisk jest naprawdę sporo. Nasza świadomość jest ciągle wypełniona wrażeniami, do tego stopnia, że prawie nigdy nasza świadomość nie jest pusta.

Pustka percepcyjna jest nam jednak bardzo potrzebna- głównie po to, aby doświadczyć samego siebie. Dopóki jesteśmy atakowani szeregiem wrażeń, do których również zaliczają się myśli, dopóty nie jesteśmy w stanie dostrzec siebie.

Wewnątrz Zewnątrz

Gdy miałem 13 lat miałem ciekawą refleksję w drodze do szkoły. Pamiętam jak dziś, że pojawiła się wtedy u mnie jakaś emocja, która trwała pewien czas i w tym czasie ciągle się zmieniała. Gdy emocja zniknęła pojawiła się we mnie myśl, że zjawiska wewnętrzne mają zupełnie taką samą dynamikę co zjawiska zewnętrzne- pojawiają się, stają się intensywne, po czym gasną i znikają.

Wiele lat później na wykładzie buddyjskiego nauczyciela Lamy Ole Nydahla podczas prowadzonej przez niego medytacji postanowiłem wyobrazić sobie, że nauczyciel nie znajduje się na zewnątrz mnie, lecz na poziomie serca wewnątrz. W tym momencie doznałem znacznej zmiany percepcji- wszystko wokół stało się częścią mnie- ludzie, hala sportowa, w której miał miejsce wykład, nauczyciel. Wiedziałem intuicyjnie co za raz się wydarzy, co powie lama. Trwało to kilka sekund, ale było to bardzo intensywne.

Nauka współczesna mówi o tym, że zjawiska w mikro skali są zależne od świadomości- fotony zachowują się w zależności od tego jak je obserwujemy, ostatnio dowiedziono nawet, że dotyczy to także atomów. Poza mechaniką kwantową klasyczna fizyka od dawna mówi o tym, że atomy złożone są w ogromnej większości z pustej przestrzeni, zaś same elektrony, neutrony i protony składają się również z pustej przestrzeni i wypełnione są mniejszymi elementami, które z kolei również składają się z części.

Buddyzm stoi na stanowisku, że to co wewnętrzne i zewnętrzne jest de facto jednym i tym samym- świadomą przestrzenią.

Swobodny Przepływ Informacji

Nasz stosunek do innych jest kluczowy jeśli chodzi o nasze funkcjonowanie. To, w jaki sposób postrzegamy innych wpływa w dużym stopniu na nasze zachowanie i samopoczucie. Jeśli widzimy innych jako zagrożenie dla nas samych to automatycznie będziemy odczuwali stres. Z drugiej strony jeśli inni są dla nas raczej pozytywnymi osobami i dobrze się czujemy w ich towarzystwie, to nasz nastrój będzie dobry.

W długofalowych badaniach na temat życiowej satysfakcji udowodniono, że pozytywne relacje z innymi stanowią podstawę szczęścia. Dużą rolę w tym odgrywają nasze koncepcje odnośnie innych ludzi.

Z pewnością nie brak argumentów za tym, że nie wszyscy zawsze zachowują się w porządku, że ludzie czasem czynią zło. Niezależnie od tego jednak, co robią inni, nasz obraz bliźnich może pozostać pozytywny. Dlaczego? Ponieważ wpływa on przede wszystkim na nas samych. Nasze idee odnośnie innych wpływają na to jak się czujemy, co myślimy, mówimy i w końcu robimy. Pozytywny pogląd wpływa na pozytywne działania.

Jednym z ciekawszych poglądów, jaki można przyjąć odnośnie innych jest pogląd o pewnym wspólnym mianowniku wszystkich myślących i czujących istot. Każda istota posiada umysł, który pozwala jej odczuwać i być w mniejszym lub większym stopniu świadomym tego, co się z nią dzieje. Co zaś się odnosi ludzi w szczególności, to każdy człowiek ma wrażliwość, zdolność do kochania, myślenia, zdrowy rozsądek i sumienie. W gruncie rzeczy więcej ludzi łączy niż dzieli.

Ponadto istnieją poglądy, które jeszcze mocniej podkreślają tożsamość wszystkich ludzi. Pogląd buddyjski kładzie nacisk na iluzoryczność ego, to, że nasze istnienie jako niezależna istota jest fałszem. W gruncie rzeczy wszystko się wzajemnie warunkuje i wpływa na siebie nawzajem. Podobnie jest z istotami- pozostają one w ciągłym kontakcie ze sobą i wzajemnie na siebie oddziałują. Dużo bardziej realną rzeczą jest wspólnota niż jednostka. Świadomość, że inni ludzie są zupełnie podobni do nas samych i że nie ma między nami większych granic potrafi być bardzo satysfakcjonujące i wnoszące sporo światła do naszego życia.

Świato(p)ogląd

Jedną z największych zagadek świata dla mnie było zawsze istnienie „innych”. Ta z pozoru dziwna zagadka i błahy problem był dla mnie zawsze czymś istotnym. Zadawałem sobie pytanie jak to jest możliwe, że istnieje więcej niż jedna świadomość, że istnieją inne byty oprócz mnie. Czasem wręcz niepokoił mnie fakt, że nie wszystko jest zależne ode mnie. Ktoś może pomyśleć, że jest to przejaw skrajnego egoizmu, pragnienia aby wszystko kręciło się wokół mnie samego, lecz sądzę, że było w tym coś więcej oprócz samouwielbienia. Pytanie o istnienie innych może bowiem wynikać z samej natury świadomości. Zawsze wydawało mi się niemożliwe, aby świat był poszatkowany na odrębne byty, które są od siebie niezależne i w skrajnie subiektywny sposób odbierają rzeczywistość. Gdy odkryłem buddyzm znalazłem wreszcie odpowiedzi na te moje trudne pytania.

Buddyzm stoi na stanowisku, że istnieje niejako tylko jedna świadomość, jedna rzeczywistość. parafrazując nauczyciela tybetańskiego Kalu Rinpocze świat jest tylko jeden i to ty nim jesteś, chociaż o tym nie wiesz. Buddyzm głosi, że to co świadome we mnie jest tym samym, co jest świadome w tobie. Tym samym znika dylemat „innego”. Inny wcale nie istnieje- jest bowiem tym samym, co każda istota, co własne „ja”. Istnieje jedna rzeczywistość, ta, która patrzy przez nasze oczy. Ta świadomość, która jest świadoma w tobie jest czymś absolutnym, jest bogiem, jest wszędzie i we wszystkich czasach. Ten pogląd jest dla mnie niezwykle atrakcyjny. Oznacza on zjednoczenie wszystkich aspektów rzeczywistości. Jednocześnie buduje on niezwykłą jedność wszystkich istot poprzez fakt, że w swej istocie są tym samym.

Klucz

Jeśli zrozumiesz to, co napisałem poniżej możesz zaoszczędzić sobie bardzo dużo wysiłku w przyszłych latach… zanim skrytykujesz to zastanów się, czy rzeczywiście jest to takie głupie na jakie wygląda.
Przed laty obrałem ścieżkę trochę mnisią zupełnie świadomie, ponieważ chciałem poznać mechanizm, który leży u podstaw ludzkiego szczęścia. Zawsze interesowały mnie trwałe a nie doraźne rozwiązania i przypuszczałem, że również ludzkie szczęście może mieć takie podstawy. Z tego też powodu nie wybrałem ścieżki kariery ani życia rodzinnego, po prostu chciałem sprawdzić na sobie różne teorie na temat szczęścia i dojść do własnych wniosków.
Po kilkunastu latach takich starań myślę, że doszedłem do jednej konkluzji- to nie świat generuje szczęście, ale to szczęście lub jego brak generują świat.Powyżej napisałem uwagę, że ten wpis może zaoszczędzić ci masę wysiłku. Sądzę, że tak jest. Zazwyczaj postrzegamy szczęście jako coś, co się zdobywa, na co trzeba zasłużyć bądź zapracować. Z moich doświadczeń wynika, że takie podejście do życia powoduje tylko wiele niepotrzebnych działań, które przynoszą bardzo ograniczone rezultaty.Szczęście w moim rozumieniu bierze się z bycia tu i teraz- powie to wam każdy mistrz duchowy. Poprzez świadome życie oraz praktykę można dość do stanu w którym chwila obecna jest już tak absorbująca, że znika potrzeba sięgania myślą w przeszłość i przyszłość. Jest bardzo wiele różnych metod wskazujących na ten stan i prowadzących do niego, ale sądzę, że istotą tego stanu jest to, że szczęście jest przyczyną istnienia świata a nie świat jest przyczyną szczęścia. To, co się wydarza ma znaczenie zupełnie drugorzędne w stosunku do umysłu. Buddyzm uczy, że umysł wyprzedza wszelkie zjawiska i jest od nich o wiele ważniejszy. Podobnie jest ze szczęściem, które jest nierozdzielne od umysłu- odczuwamy radość i błogość nie dlatego, że coś poza nami to w nas wzbudza, ale dlatego, że w danej chwili otwieramy się na tu i teraz, na umysł, który zawsze z nami jest.Szczęście jest więc bezprzyczynowe i jako takie jest ono sto razy ważniejsze od zjawisk zewnętrznych. XVI Karmapa, wielki mistrz medytacji powiedział kiedyś „nic się nie wydarza”. Z poziomu absolutnego umysłu nic nie przychodzi ani nie odchodzi, nic się tak naprawdę nie zmienia. Z tego poziomu można przeżywać wszystko jako pełne radości.

Promieniowanie Tła

Buddyjscy nauczyciele często porównują umysł do oceanu a zjawiska i wydarzenia do fal na tym oceanie. Zazwyczaj jest tak, że utożsamiamy się z samymi falami kupując wszystkie dołki i górki jakie serwuje nam życie, innymi słowy angażując się we wszystko, co się wydarza jako jedyną rzeczywistość. Buddyzm mówi coś zupełnie odwrotnego- świat i wszystkie wydarzenia są jak sen i iluzja, a nasz umysł jest milion razy ważniejszy od tego co się akurat wydarza.

Trudno jest temu zaufać jeśli właśnie straciliśmy pracę i mamy kredyt do spłacenia, albo ktoś z bliskich śmiertelnie zachorował, jednak nie tylko w takich skrajnych sytuacjach jest to dla ludzi niezrozumiałe, a to z tego powodu, że umysł jest jak oko- potrafi widzieć wszystko dookoła, lecz nie potrafi zobaczyć sam siebie.

Dostrzeżenie samego umysłu oznacza, że zaczynamy doświadczać szczęścia i błogości niezależnie od tego, co się akurat wydarza. Radość staje się niczym promieniowanie w okolicy reaktora jądrowego, po prostu przenika każde doświadczenie.

Z punktu widzenia buddyzmu istnieją trzy prawdziwe emocje- radość, nieustraszoność i aktywne współczucie. Doświadczanie umysłu daje pewność, że cokolwiek by się nie działo, to zawsze wewnątrz nas będzie spokój i szczęście, co czyni nas nieustraszonymi- nie boimy się po prostu tego, co może przynieść przyszłość. Piszę to trochę z własnego doświadczenia a trochę ponieważ wierzę, że tak jest. Sam doświadczam tego „promieniowania tła” dość często i w pewnym momencie człowiek uświadamia sobie, że doświadczenie umysłu jest rzeczywiście dużo ważniejsze niż najwspanialsze nawet fale na jego powierzchni.