Po Drugiej Stronie Pragnień

Pragnienia sprawiają, że widzimy tylko to, czego pragniemy. Ludzie są zazwyczaj bardzo zajęci- jest to również forma pragnienia, choć bardziej użyteczna. Pragniemy załatwić sprawy na mieście, zdążyć do pracy, zrobić zakupy, odebrać dziecko z przedszkola. Jeśli by się przyjrzeć ludziom na ulicy, to wszyscy oni są kierowani jakimiś pragnieniami.

Pragnienia mają to do siebie, że zawężają percepcję. Wydaje nam się, że postrzegamy świat rzeczywisty, ale tak naprawdę widzimy tylko swój zabiegany umysł.

Nasze pragnienia trwają od zawsze- jest ich wiele i jedne zastępują drugie. Praktycznie nie znamy życia bez nich. Co się jednak dzieje, gdy nagle uwolnimy się od nich na chwilę? Wtedy świat zmienia się diametralnie. Nie jest to przenośnia- rzeczywistość naprawdę staje się inna.

Świat obserwowany bez pośpiechu i bez ciągłej gonitwy jest miejscem zupełnie innym. Jest prawdziwszy, spokojny, dostojny, niespieszny, wielowymiarowy, wymowny, niezwykły i wreszcie na końcu – RZECZYWISTY- przestaje on być tak niewyraźny i nieznaczący jak zazwyczaj.

Post O Poście

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że wielu ludzi doświadcza potrzeby podporządkowania się jakiemuś zadaniu mimo tego, że chcieliby robić co innego- na przykład zamiast iść do pracy to chcieliby być ze swoimi dziećmi czy chcieliby wypoczywać. Większość społeczeństwa świadomie ogranicza swoje potrzeby na rzecz przymusu jakim jest na przykład praca, opieka nad rodziną i tak dalej. Tutaj chciałbym jednak mówić trochę o czymś innym.

61 procent społeczeństwa ma nadwagę lub jest otyła. Według niektórych szacunków około jedna trzecia polaków nadużywa alkoholu. Co piąty mieszkaniec Polski pali nałogowo papierosy. Są to wartości dość alarmujące, ponieważ pokazują jak łatwo uciekamy w różne uzależnienia, poddajemy się nałogowo różnym przyjemnościom.

Od dłuższego czasu stosuję metodę samoograniczania się. Polega to na tym, że kiedykolwiek mam szansę przeżyć coś przyjemnego to najpierw zastanawiam się, czy rzeczywiście tego potrzebuję, czy tylko chcę to zrobić aby uciec od rzeczywistości- okazuje się, że większość takich pokus służy jedynie ucieczce od przykrych warunków obecnych. Rzeczy takie jak myślenie źle o innych, myślenie dobrze o sobie, oglądanie filmów na youtube, które służą intelektualnej rozrywce opartej na zapotrzebowaniu na nowości, ciekawostki i potwierdzające nasze wysokie mniemanie o sobie, przeglądanie facebooka, bezcelowe rozmowy z innymi, pornografia i erotyka, filmy, muzyka, często to wszystko służy jedynie ucieczce od rzeczywistości.

Zafascynowała mnie historia Tseczu Rinpocze, tybetańskiego nauczyciela, który jako młody chłopak był zmuszony przez swojego wuja do wielotygodniowych sesji medytacyjnych w jaskini w górach. Młody chłopak nie wytrzymał tego wysiłku i uciekł swojemu wujowi, jednak po jakimś czasie powrócił do niego i kontynuował swoją surową praktykę. Później ten lama opowiadał, że każdego dnia dziękował losowi, że miał w swoim życiu taką osobę, która nauczyła go dyscypliny.

Spotykając się z ludźmi obserwuję to, że ludzie raczej unikają trudnych sytuacji- widać to w relacjach towarzyskich, gdzie liczy się rozrywka i zabawa. Ludzie z dużą chęcią ulegają również różnego rodzaju przyjemnościom- jedzeniu, alkoholowi, papierosom, komórce, muzyce i tak dalej.

W naszych czasach powściągliwość i cierpliwość nie są zbyt poważanymi cnotami. Prawie nikt się nie ogranicza jeśli chodzi o przyjemności- ludzie oczywiście ciężko pracują, ale w czasie wolnym zupełnie „popuszczają pasa”.

Sądzę, że warto się ograniczać, ponieważ jako ludzie mamy tendencje do zapotrzebowania na coraz większe stymulanty- tak jak z każdym nałogiem najpierw jest mała dawka, jednak z czasem zapotrzebowanie na bodźce rośnie. Ograniczając swoje potrzeby sprawiamy, że możemy cieszyć się drobnymi przyjemnościami, mamy klarowniejszy umysł i klarowniejsze emocje, ponieważ nie potrzebujemy tak wiele. Przestajemy być typowym konsumentem manipulowanym przez wielkie korporacje i przestajemy żyć tak, jak się od nas oczekuje.

Ssanie

Pierwszą zasadą buddyzmu jest podstawowa prawda o tym, że wszystkie istoty pragną szczęścia i chcą uniknąć cierpienia. Nie ma ani jednej istoty, która byłaby wolna od tych dążeń. Jeśli przyjrzymy się działaniom zarówno ludzi jak i zwierząt to można zauważyć tę regułę w działaniu niemalże w każdym momencie- prawie wszystko jest temu podporządkowane, włącznie z naszymi planami, marzeniami i aktywnościami.

Mówi się również, że ludzie zachowują się dokładnie tak, jak się w danej chwili czują oraz robią to, co robią ponieważ w ten sposób chcą osiągnąć satysfakcję. Nawet postępując źle zazwyczaj motywuje nas potrzeba szczęścia- na przykład jeśli krzywdzimy słownie innych to wynika to na przykład z potrzeby odreagowania stresu.

Inną myślą buddyjską jest prawda o tym, że zazwyczaj działamy z potrzeby szczęścia, ale nasze działania przynoszą nam szkodę. Jest to obserwacja o naturze ludzkiej egzystencji- nie znamy sytuacji, w jakiej się znajdujemy i pragniemy zazwyczaj tego, co tylko na krótką metę przynosi nam pożytek a w dłuższej perspektywie przynosi tylko kłopoty. Widać to na przykładzie negatywnych działań wobec innych, uzależnień, egoizmu. Moim zdaniem jednak najbardziej powszechne jest to jednak w obszarze pragnień.

Istoty ludzkie mają zazwyczaj pragnienie stanu szczęśliwości większego, niż tego, w którym się obecnie znajdują- zarówno biedne dzieci w Indonezji jak i bogacz z Nowego Jorku, wszyscy podlegają temu prawu. Bardzo rzadko można spotkać kogoś, kto nie pragnie więcej, niż ma, nie pragnie czuć się lepiej, niż się czuje. Jest to podstawą ludzkich pragnień, tego specyficznego „ssania”, które sprawia, że ciągle szukamy źródeł satysfakcji. Źródła te są zazwyczaj materialne, ale bywają również mentalne, jako satysfakcjonujące myśli. Ludzie nie dostrzegają zazwyczaj jednego: ich pragnienia nie mają początku i końca- od zawsze ludzie pragną czegoś i nie zmienia się to przez całe życie, jednak nie znają oni innej drogi jak tylko ta, więc sądzą, że jest to jedyny sposób życia.

Budda twierdził, że źródłem cierpienia jest przywiązanie, poszukiwanie szczęścia tam, gdzie się go nie znajdzie. Zalecał on praktykę między innymi medytacji, dzięki której można odkryć, że sam umysł jest źródłem całego szczęścia. Umysł, czyli nasza własna natura. Dlatego też mówi się, że umysł jest ostatecznym schronieniem- stanowi on źródło oparcia, źródło prawdziwego szczęścia. Szukając szczęścia poza nim znajduje się tylko rozczarowanie.

3 Miliony Małp

Ostatnio na spotkaniu towarzyskim mój kolega opowiadał mi jego rozmowę z panią psycholog, która powiedziała mu, że w Polsce 35 procent ludzi jest uzależnionych od alkoholu. Według niej kryterium tej statystyki jest spożywanie ponad 4 piw tygodniowo.

W Polsce codziennie spożywa się 3 miliony małych, 100 ml wódek, tak zwanych małpek. Średnia ilość alkoholu spożywana przez mieszkańca Polski to 11 litrów czystego alkoholu rocznie, co daje około 8 piw tygodniowo.

Według statystyk przynajmniej raz w miesiącu upija się co trzeci polak, zaś oficjalne statystyki mówią o 4 procentach alkoholików w naszym kraju. Sądzę jednak, że jest to wartość bardzo zaniżona.

Z moich rozmów z ludźmi wynika, że istnieje cała rzesza ludzi, którzy piją alkohol w małych ilościach, ale za to regularnie, kilka razy w tygodniu. Są oni de facto uzależnieni, choć nie bierze się ich pod uwagę w statystykach alkoholizmu.

Uzależnienie od alkoholu stanowi jednak tylko czubek góry lodowej problemów z uzależnieniami. Właściwie każdy człowiek jest od czegoś uzależniony, jeśli nie od kawy, to od jedzenia, telewizji, muzyki, internetu i tak dalej i choć te rzeczy wydają się niegroźne to jednak mechanizm przywiązania się do nich jest taki sam jak w przypadku papierosów czy piwa. Bardzo niewielu ludzi jest sobie w stanie radzić bez zewnętrznych bodźców, które poprawiają humor.

Przejaskrawione Myśli

Ostatnio miałem okazję przebywać kilka dni w większym gronie i mam dzięki temu kilka refleksji na temat ludzkiej komunikacji.

Przede wszystkim większość osób z którymi rozmawiałem była pod wpływem alkoholu, podczas gdy ja nie piłem, więc siłą rzeczy komunikacja była utrudniona, jednak mimo tego udało mi się spędzić kilkanaście godzin na różnych rozmowach.

To, co rzuca się w oczy podczas tego typu spotkań to silny ładunek emocjonalny komunikatów- wszystkie wypowiedzi mają wyrazisty charakter, zazwyczaj humorystyczny. Jest to werbalny odpowiednik internetowych click-baitów, czyli nagłówków artykułów zachęcających do wejścia na stronę poprzez kontrowersyjną treść. Treści wypowiadane podczas towarzyskich spotkań muszą być „jakieś”, nieść wyrazisty i prosty przekaz. Brakuje w zwyczajowej konwersacji miejsca na niedopowiedzenie, szerszy kontekst, refleksję, analizę.

Inną formą towarzyskich rozmów jest zupełnie surowa i bezrefleksyjna wymiana informacji- interlokutorzy dzielą się tym, co przeczytali bądź usłyszeli na jakiś temat. Również w tym przypadku brak jest osobistego zaangażowania własnych emocji, brakuje odsłonięcia tego, kim naprawdę jesteśmy, brak jest szczerości i otwartości.

Mam taką refleksję, że większość spotkań towarzyskich jest tylko pretekstem do wypicia alkoholu bądź pośmiania się i wygadania. Brakuje osobistego zaangażowania naszych refleksji, skrywanych emocji, tego, co dla nas ważne lub tego, co nas trapi.

Niczego Nie Zmieniać

Zasadą medytacji Zen jest przebywanie w tym, co się wydarza, niezależnie od tego, czy jest to przyjemne czy nieprzyjemne.

Każda istota pragnie przeżywać szczęście i unikać cierpienia. Widać to po zachowaniu wszystkich zwierząt ale i ludzi. Niestety te pragnienie, choć samo w sobie jest raczej czymś pozytywnym, prowadzi często do przesady- widać to po statystykach uzależnień oraz otyłości. Otyłych ludzi jest obecnie więcej na świecie niż ludzi głodujących.

Ta tendencja do podążania za przyjemnością jest de facto czymś, co powoduje, że stajemy się zależni od źródeł tych przyjemności. Ten stan ciągłego pragnienia sprawia również, że gdy przychodzi trudny okres wtedy cierpimy dużo bardziej niż wymagałaby sytuacja- po prostu przywiązanie do zadowolenia powoduje, że jesteśmy rozpieszczeni.

Postawa „lubię- nie lubię” jest podstawą naszej tożsamości- wydaje się nam, że rzeczy, których pragniemy i rzeczy, których chcemy uniknąć konstytuują nas jako niezależną jednostkę. W gruncie rzeczy to tak, jakby niewolnicy różnili się od siebie kolorem kajdan.

Zazwyczaj gdy przeżywamy miłe chwile, to pragniemy aby trwały one jak najdłużej, a gdy przychodzi czas chwil niemiłych to chcemy je tylko przeczekać z nadzieją na lepsze momenty. W ten sposób nigdy nie przebywamy tu i teraz- ten czas „teraz” jest ciągle zmienny i zawiera w sobie zarówno dobre jak i złe momenty. Nasze pragnienia przysłaniają nam rzeczywistość, tak, że nie postrzegamy rzeczywistości a jedynie własne sny o szczęściu.

Duże Dzieci

Kiedyś na moje pytanie odnośnie praktyki medytacji buddyzmu przez dzieci jeden z głównych nauczycieli mojej szkoły buddyzmu, Karol Ślęczek, odpowiedział, że ludzie są jak dzieci. Zapadło mi to w pamięć.

Dziś mam wrażenie, że rzeczywiście mógł on mieć sporo racji.

Jeśli by się zastanowić czego człowiek uczy się w ciągu życia, to pewnie oprócz wielu praktycznych umiejętności, kilku języków, bagażu doświadczeń, to niewiele byśmy mogli wskazać ponad to. Przede wszystkim człowiek nie zmienia swojego charakteru zbytnio w ciągu całego życia, o tym wiemy wszyscy.

Chciałbym tutaj poruszyć pewien aspekt nas samych, który również nie ulega zmianie. Jest to przywiązanie do zewnętrznych źródeł stymulacji.

Małe dzieci, podobnie jak małe zwierzęta, mają potrzebę czerpania przyjemności ze świata naokoło nich. Ciągle coś przykuwa ich uwagę, ciągle zmienia się obiekt ich zainteresowania. Jeśli przez dłuższy czas brakuje w ich otoczeniu atrakcyjnych bodźców, to dzieci zaczynają czuć się źle. Śmiem twierdzić, że jest to cecha, która nie znika wraz z dorastaniem i cecha ta pozostaje z nami aż do śmierci.

Przez całe swoje życie pozostajemy takimi małymi dziećmi, które poszukują ciągle błyskotek i zabawek, jeśli ich brakuje to szukamy nowych, a jeśli nie możemy ich znaleźć to czujemy się źle. Dotyczy to wszystkich aspektów naszego życia- pracy, rozrywki, odpoczynku, obowiązków. W rzeczy samej ciągle jesteśmy nienasyceni i ciągle poszukujemy sposobów na nasycenie tego głodu wrażeń. Jest to jednocześnie najbardziej istotna cecha która nas określa- nie to jak wyglądamy, jaką mamy pracę, ile sukcesów na koncie czy ile pieniędzy w banku. Najbardziej określa nas zdolność do bycia zależnym od zewnętrznych źródeł satysfakcji i fakt, że ta potrzeba nie zmienia się w ciągu całego życia pokazuje jak niewiele człowiek uczy się przez swoje życie.

Chłód Umysłu

Trudno dostrzec stan własnego umysłu. Jest to spowodowane tym, że ciągle ukierunkowani jesteśmy na świat zewnętrzny- to co się dzieje wokół nas uważamy za dużo ważniejsze. Na pewno każdy spotkał się z takim przypadkiem, gdy osoba zdenerwowana pytana o to, czy jest podirytowana odpowiadała, że jest spokojna. Wgląd we własny stan psychiczny nie jest prosty.

Z tego też powodu twierdzimy zazwyczaj, że czujemy się dobrze, jesteśmy szczęśliwi i tak dalej podczas gdy wewnętrznie targają nami różne siły. Mamy tendencję do braku obiektywności gdy oceniamy nasz stan. To, co nazywamy balansem wewnętrznym jest po prostu stabilną konstrukcją różnych sił, które nami poruszają. To, że coś jest stabilne w czasie nie znaczy jeszcze, że jest zbalansowane. Jest to podstawowa pomyłka przy ocenianiu własnego samopoczucia.

Każdy na pewno w swoim życiu doświadczył stanu bezwarunkowego spokoju. Mogło to być podczas spaceru w lesie, po seksie, po udanym dniu, po osiągnięciu czegoś. Zazwyczaj temu stanowi towarzyszyło uczucie przestrzenności, pewnej klarowności myśli, wolności.

W buddyzmie podkreśla się, że umysł jest jak przestrzeń. Doświadczenie bycia wolnym od przeszkadzających uczuć jest właśnie podobne do doświadczenia przestrzeni- spokój jest wtedy podobny na przykład do głębi oceanu.

Mniej Znaczy Więcej

Zazwyczaj wydaje nam się, że im więcej zdobędziemy wrażeń, im więcej zrealizujemy marzeń, im bardziej nasycimy nasze pragnienia, tym będziemy szczęśliwsi. Takie podejście niekoniecznie jednak musi do tego prowadzić.

Jeden z nauczycieli buddyjskich powiedział kiedyś, że podążanie za pragnieniami jest jak zlizywanie miodu z ostrza noża- choć na krótką metę czujemy słodycz to tak naprawdę ranimy sobie tylko język im bardziej staramy się nasycić smakiem.

Jesteśmy zależni od dziesiątek źródeł małych przyjemności, w ten sposób zawsze pod ręką mamy sposób na poprawę nastroju- muzyką, słodyczami, komórką. Nikt nas nie nauczył, że pozwalanie sobie na małe przyjemności może prowadzić do czegoś złego.

Lao Tsy powiedział, że umysł, który pragnie postrzega tylko obiekt pożądania, podczas gdy umysł, który nie pragnie postrzega wszystko inne. Jest w tym dużo prawdy. Mechanizm uzależnienia jest obecny w każdym z nas pod dziesiątkami różnych przyzwyczajeń. Uzależnienie ma taką dynamikę, że przez większość czasu jesteśmy niespokojni, myślimy jak zaspokoić potrzebę. Gdy zaspokoimy pragnienie na chwilę czujemy się szczęśliwi, jednak niedługo potem znów czujemy niepokój. Sprzedajemy spokój umysłu za bardzo krótkie chwile szczęścia. Działa to w przypadku tytoniu, jedzenia, telewizji,komórki i tak dalej.

Jedyną szansą dla człowieka, jeśli chce się rozwinąć wewnętrznie i stać się wolnym, jest samoograniczanie się. Nie ma innej drogi do szczęścia. Budda powiedział, że źródłem wszelkiego cierpienia jest pragnienie. Im mniej pragnień tym mniej cierpienia i więcej satysfakcji w naszym życiu. Istnieją w prawdzie ścieżki duchowe, które opierają się na podążaniu za pragnieniami, jednak nie rozumiem tych ścieżek, także nie będę o tym pisał.

Uzależnienia

Chciałbym kolejny raz napisać coś o mechanizmie uzależnienia. Ostatnim razem pisałem o tym, że właściwie wszystko, co sprawia nam przyjemność może być źródłem uzależnienia właśnie- telewizja, internet, książki, jedzenie i tak dalej. Dzisiaj chciałbym przyjrzeć się głębiej temu problemowi.

Tak się składa, że mamy w domu małe kotki. Jak każde małe zwierzę, także i one mają w sobie dużo energii- ciągle biegają, ciągle coś przyciąga ich uwagę. Obserwując te zwierzęta można dojść do wniosku, że potrzebują one ciągle nowych bodźców i jeśli ich brakuje to szukają ich same. Prawie nigdy nie są w stanie ograniczenia ilości wrażeń zmysłowych. Ich umysły nie są samowystarczalne i do szczęścia ciągle potrzebują czegoś z zewnątrz.

Sądzę, że podobnie jest z ludźmi. Ludzie posiadają szereg „polepszaczy” nastroju, na przykład papierosy, alkohol, przekąski, czipsy ale i muzykę, internet a skończywszy na własnych myślach. Nawet myśli mogą być uzależniające. Schemat jest bardzo prosty- człowiek wędruje myślami i w ten sposób odcina się od rzeczywistości na rzecz fantazji. W swojej głowie jest w stanie przeżywać różne zdarzenia i emocje, kreować fikcyjne sytuacje. Wbrew pozorom takie uciekanie w myśli jest czymś powszechnym- wystarczy udać się do jakiejś poczekalni lub przejechać się zatłoczonym autobusem. Przejaskrawieniem tej tendencji do ucieczki we własne myśli są choroby psychiczne, w których pacjent żyje prawie wyłącznie w wyobraźni i ten świat wydaje mu się bardziej realny od rzeczywistości.

Amerykański zespół rockowy Weezer śpiewał kiedyś piosenkę „We Are All On Drugs”- wszyscy jesteśmy pod wpływem narkotyków. Tymi narkotykami są nasze codzienne przyzwyczajenia do sztucznego polepszania swojego samopoczucia.

Od trzech dni przeprowadzam na sobie pewien eksperyment. Staram się wyeliminować z mojego życia radość opartą na czynnikach zewnętrznych. Po prostu świadomie rezygnuję z wszystkich tych małych przyjemności, od których jestem uzależniony- muzyka, słodkie napoje, jedzenie, przyjemne myśli i tak dalej. Moim celem jest sprawdzenie co mi da uwolnienie się od tych zależności. Po pierwszych trzech dniach widzę już pierwsze efekty- jestem coraz częściej szczęśliwy bez powodu. Pierwszy dzień był trudny- towarzyszyło mi uczucie dyskomfortu, jednak od wczoraj jest już dużo lepiej.

Sądzę, że taki odwyk jest czymś dobrym. Pozwala nam uwolnić się od setek małych uzależnień, w które jesteśmy uwikłani.