moje wiersze, część trzecia

Poniżej zamieszczam 3 nowe wiersze oraz kilkanaście wierszy troszkę starszych.

Idąc powoli po leśnej drodze
Mijając pola zbożem zasiane
Wrażenie mam że znowu tak chodzę
Jak dawno temu w wiosnę co ranek

Dziwne przeczucie że to już było
Świat tylko inny i inne drzewa
Więcej niż milion lat nam przybyło
Tak samo jednak ptak w lesie śpiewa

Ogromna otchłań czasu mnie dzieli
Od tamtej miłych doświadczeń chwili
O milion lat aż mniej żeśmy mieli
Tak samo jednak dla siebie mili


Na chodniku porzucony
Liść żółty z zeszłej jesieni
Wiatr nim miota w wszystkie strony
W koło kręci nim po ziemi

Chaos rządzi jego losem
Raz w kałuży raz pod butem
Ile zim i ile wiosen
Niszczy wygląd drzewnych sukien

Czasem jednak wiatr zawieje
Liść przeniesie w stronę rzeki
Liścia sen liścia marzenie
W morzu spełni się po wieki


niechaj żyje nasz wspaniały
system nagrody i kary
choć zabawa ryzykowna
może pomóc odbić od dna

nasze plany i marzenia
gotowe są do spełnienia
dla jednostek nie dla trzody
system kary i nagrody

życie jest w zasadzie nudne
ciągle sytuacje trudne
zasługuję na coś więcej
odpoczynku pragną ręce

zagrać w grę bądź więc gotowy
nowy dom samochód nowy
jak przegrasz będzie bolało
zagraj jeszcze dalej śmiało

gra się toczy od stuleci
grają starzy grają dzieci
jednak gra tak ustawiona
karmisz system potem konasz


Tam gdzie zaszedłeś wędrowcze
Świat ten już nie jest tym samym
Bez końca rozległe manowce
Rzeczywistości niejasne stany
Wszystko odległe jest tutaj
Niczym lustrzane odbicie
Więc realności nie szukaj
Gdzie inne toczy się życie
Ciężar straciły swój drzewa
Prawda tu z kłamstwem się miesza
Drżą tutaj purpurą nieba
Logika swe prawa zawiesza
Inaczej żyje się w raju
Gdy nic już prawdziwym się zdaje
Więc czemu wciąż stoisz na skraju
Gdy świat ci się cały oddaje


Oświecona Ona

Dlaczego trawa tak dziś się złoci
Jakby brokatem przyprószona
Czemu miłości i dobroci
Znaki tu widzę dookoła
A to dlatego że leżysz tutaj
Pośród drzew których jesteś panią
I chociaż wcale się nie poruszasz
Widzisz jak światy sobie igrają
Z ust twych cichutki pomruk błogości
Na zmianę puszczasz i splatasz dłonie
Spełnienie przyszło do ciebie w gości
Nieznane dotąd czujesz nastroje
O już wrociłaś jak było pytam
Choć sam to czułem patrząc nań z boku
Ty opowiadasz jak było ci tam
A mnie ogarnia nadludzki spokój


Kiedy patrzę w inne twarze
Lub gdy czytam słowa ludzi
Coś mi widzieć ludzkość każe
Za podmiotem który łudzi
Coś dziwnego kryje widok
Który jawi jaźń człowieczą
Niczym woda wlana w potok
Jednym staje się z wszechrzeczą
I choć myślą ciągle nową
To fragmentem jest całości
Człowiek umysłu okową
Kładzie kres podmiotowości


Nie da ci facebook
Gdzie siedzisz co dnia
Co może dać ci
Ciszy melodia



Kiedy patrzę na coś
Zamiast kształtu rzeczy
Widzę rzeczy mnogość
Znak co umysł leczy
Z przesycenia światem
Z burzy znaczeniowej
To stan odpoczynku
Ślad percepcji nowej


Kiedy myślę o czymś
Wtedy jak z bezmiaru
Świecą myśli nowe
Skojarzenia czarów
Stan niejednoznaczny
Budzi się do życia
Kiedy czasem słucham
Rytmu świata bicia
Bo za horyzontem
Tego co poznane
To coś prawdziwszego
Odkryte zostaje
Tam gdzie cisza szumi
Tam gdzie moc jest wrażeń
Świat się staje jednią
Siłą twych skojarzeń


Gdyby ktoś ludzki miał stworzyciela
To dotyk jego byłby tym samym
Co cud wchłonięcia powrót do zera
W medytacyjnym błogości stanie
Gdy twoje winy są wybaczone
Gdy w sercu ogień tli się gorący
Gdy stajesz nagi przed prawdy tronem
Wtedy poczujesz dotyk kojący
Gdyby ktoś ludzki miał stworzyciela
Gdyby z fragmentów byłby złożony
Pierwsze to dzieło jak z żebra Ewa
W rękach artysty uplastyczniony
To moment zejścia w świat ducha swego
Gdy umysł raju doświadcza świtu
Byłby jak uśmiech twych inżynierów
Co widzą tryumf ludzkiego bytu


Zastanawiałeś się kiedyś może
W życiu swym krótkim utkanym z wrażeń
Kiedy jest lepiej i kiedy gorzej
Co w tobie myśli czuje i marzy
Jakże w spokoju mocno wybrzmiewa
Każda percepcja chcąca poznania
I każda myśl co nie ma imienia
Własną się staje pierwsza nieznana
Umysł jest królem co rządzi krainą
Szeroką niczym największe lądy
Światem ulotnym gdzie rosną i giną
Myśli co co dzień czynią mnie wolnym


Językiem cichym przemawiają rzeczy
Byt swój sekretny odsłaniają wtedy
Gdy się nań patrzy wzrokiem nowym pierwszym
Gdy się nie pyta po co czemu kiedy
Jest coś szczególnie kojącego w prawdzie
Że ta ich bytność podobna stworzeniu
I choć są martwe to ktoś czujny znajdzie
Odbicie sensu bytu w ich istnieniu


Nie ma w ferworze życia
Pana w kolejce
Krzesła co stało
Zimowej kurtki
Dreszczy
Wszystko to jakoś
Przenika się z wiatrem
Ze wspomnieniami
I z tym westchnieniem
Gdy spokój nadchodzi
Tysiące osób przechodzi tu obok
Miliony szeptów gdzieś w rozmowach ludzi
A wszystko to tkane z dymu i powietrza
Jak błysk kulki szklanej na trotuarze
Z dziecka w dorosłość
Ze snu w dzień nowy
Rzeczy są przejściem raczej niż substancją
A to co żyje
gdy odwrócisz głowę
Tłem się wnet staje i echem przeszłości


Nierealne
To tylko się śni
Dekoracje
Wyobraźni twór i my
Wyraźnie
Widzę to teraz że
Baśnie
W to świat zmienił się
Miraże
Świetlisty jasny dzień
Zarazem
Prawda to i sen


Dodaj komentarz