Moje Wiersze. Część IV

Gwar ulicy ze snu mnie zbudził
Snu o jedności wszystkich ludzi
Dziwne przeczucie nie znikało
O sobie wiemy ciągle mało

Jesteśmy jak motyl w kokonie
Samotność wiąże nasze dłonie
A przecież to jest takie proste
Podać rękę uleczyć troskę

Każdy człowiek twoim jest bratem
Każdy z nas wnętrze ma bogate
Nie bój się więc serca bliskości
Tak się wykluwa cud miłości


Świat to iluzja sen nieprzerwany
Nie ma w nim nic prawdziwego wcale
Buddy odkrycie to przed wiekami
Zmieniło moje i innych życie

Nie jest to bajką ani przenośnią
W świecie nic bowiem nie ma stałego
Jest tylko pustka razem z radością
Los taką nicią życie nam utkał

To co jest niczym jest jednak formą
Swobodnie tańczy w pustych przestrzeniach
Świat bowiem magii tutaj jest normą
Bawi się niebo i wszyscy diabli


Wszystko co widzę jest na wskroś czarne
Ładne oblicza i twarze marne
Czarne ulice domy latarnie
I nawet słońce to światło żadne

W środku jest ciemno na zewnątrz mroki
I wszystko co widzę swoim wzrokiem
Jest ciemne napawam się widokiem
I idę przez świat swobodnym krokiem


Czasem nad sobą brak panowania
Klarowność myśli coś mi zasłania
Wszystko jest przykre oraz nijakie
Smutek emocje są byle jakie

Wtedy przychodzi jednak ratunek
I jak to się dzieje nie rozumiem
Lecz światło wchodzi do mego wnętrza
I każda z myśli staje się pierwsza

Chmury kłębaiste to złe nastroje
Zaś czyste niebo to szczęście moje
Czuję się wtedy na szczycie świata
Bo z światem całym wtedy się bratam

Dodaj komentarz