Dlaczego Się Nie Rozumiemy

Mam kilka refleksji po dzisiejszym słuchaniu nowej polskiej muzyki Reggae. Młodzi wykonawcy, nierzadko dwa razy młodsi niż ja, śpiewają o miłości, pokoju oraz o tym, że jeśli się chce to można sięgnąć gwiazd. Ich muzyka jest przesycona pozytywnym przekazem i co rzuciło mi się w oczy- bardzo skoncentrowana na przyziemnych problemach i wyzwaniach.

Muszę przyznać, że z codziennymi problemami radzę sobie średnio- prace, które wykonywałem powodowały u mnie duży stres i miałem średnie wyniki. Teraz pracuję „na swoim” ale zarabiam stosunkowo niewiele. Nie mam prawa jazdy. Nie mam dziewczyny ani żony, nie mówiąc o dzieciach.
Jednak mimo wszystko uważam się za człowieka sukcesu i sądzę, że moje życie jest udane. W jednej z poprzednich prac na „do widzenia” dostałem lekcje pokory, kiedy szef wyrzucił mi, że w życiu nic nie osiągnąłem w porównaniu do kierownika. To prawda, jednak ja widzę wartość w czymś innym niż „światowy” sukces.

Ludzie zazwyczaj mają tendencje do bardzo konkretnego, przyziemnego postrzegania rzeczywistości. Widzą problemy z mężem, żoną, stres w pracy, kredyt na dom, chorobę matki, podwyżkę w pracy, stłuczkę samochodu.
To wszystko jest ważne i nie można od tego uciec, ale mam wrażenie, że postrzeganie rzeczywistości tylko z perspektywy codzienności to ograniczone nieco spojrzenie.

Taka postawa, którą dzieli większość ludzi wiąże się w moim odczuciu z przekonania, że światowe sukcesy są czymś co przynosi szczęście. Prawie każdy człowiek uważa, że znalezienie wymarzonej pracy, pięknej żony, sukces sportowy czy zgrane grono przyjaciół to gwarant szczęścia. Ludzie nie znają alternatywy dla tego i co więcej- wcale nie chcą jej znać.

Podążanie za osobistym sukcesem i własnymi przekonaniami jest tak absorbujące, że każda inna perspektywa jest absurdalna.

Tymczasem wszystko to, za czym ludzie gonią, to co ma dać szczęście, daje zadowolenie tylko uwarunkowane, chwilowe. Tak naprawdę ludzie od zawsze gonią za niejasnymi celami, a mimo to ludzie nadal cierpią na tej planecie, może nawet bardziej niż kiedyś.

Sądzę, że jest to główną przyczyną dla której ludzie mnie nie rozumieją. Ludzie nie są w stanie po prostu pojąć, że szczęście może płynąć na przykład z medytacji, czyli przebywania sam na sam ze sobą. Jestem człowiekiem, który łatwo patrzy na całość zjawiska mniej zaś na detale, przez co w życiu może nie najlepiej sobie radzę, ale z drugiej strony widzę
chwiejność „światowego” szczęścia bez odniesienia do prawdy absolutnej.

Wolność Od Koncepcji

Gdy przylgniemy do naszej percepcji tracimy zdolność latania

Mingyur Rinpoche

Zazwyczaj posiadamy szereg idei na wszelakie tematy, choć nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Chodzi o poglądy na temat polityki, społeczeństwa, siebie samego, pracy, kraju, miejsca zamieszkania.

Jest to jednak na tyle wyraziste w naszej percepcji, że nauczyciele buddyjscy mówią, że nie postrzegamy rzeczywistości, tylko nasze własne mniemanie na jej temat.

Na pewno widzieliście pewnego typu obrazki, które w zależności od sposobu patrzenia przedstawiają dwie różne rzeczy- przykładem tego jest na przykład animacja tancerki, która w zależności od percepcji porusza się w prawo lub w lewo. Badacze stwierdzili, że u osób, które medytują od wielu lat, „przełączanie” pomiędzy dwoma wersjami obrazka odbywa się dużo szybciej. Moim zdaniem świadczy to o zdolności do nieidentyfikowania się z określoną wizją rzeczywistości.

Życie bez koncepcji na temat innych ludzi, polityki czy innej sfery życia jest jak najbardziej możliwe. Co więcej pozwala ono na większą satysfakcje z tego co się robi i postrzega. Nie mamy już określonych poglądów na każdy temat, dzięki czemu możemy postrzegać świat bezpośrednio.

Daje to również niezwykłą wolność- jeśli rozumienie odbywa się w czasie postrzegania to tak naprawdę nie istnieją granicę, tego co jesteśmy w stanie zrozumieć. Niech za przykład posłuży nasza przyszłość- jeśli posiadamy szereg pomysłów na to, kim będziemy jutro, za miesiąc, za rok, to blokuje to wachlarz możliwości jakie co chwilę daje nam życie.

Nie jesteś swoim ciałem

Czasem czuję się słabo, bez sił, przez co nie mogę pracować. Wczoraj jednak, gdy dopadł mnie taki stan, to uświadomiłem sobie, że to moje ciało cierpi a nie ja.

W buddyzmie mówi się, że jedną z prawd, która wyzwala, jest prawda o tym, że nie jesteśmy swoim ciałem, tylko posiadamy je. Chodzi tu o to, że nawykowo utożsamiamy się ze swoim ciałem a świadomość, że ciało jest tylko narzędziem uwalnia nas od wielu problemów.

Jeśli chce się schudnąć, rzucić palenie, albo sprawić, żeby ból fizyczny tak nie doskwierał, to można spróbować sobie uświadomić tę prawdę.

Palę około 15 papierosów dziennie, jednak wczoraj postanowiłem, że będę palił 3 razy mniej. O dziwo, gdy nie przywiązuję się do wrażeń cielesnych, to idzie to całkiem łatwo.

Myślę, że taka świadomość może pomóc wielu ludziom. Często odnośnie ciała jesteśmy w strefie własnego komfortu, spełniając jego zachcianki.

Moje wiersze, część druga

Poniżej zamieszczam kilka wierszy, które powstały od części pierwszej, życzę miłego czytania.

Przechodząc między gałęziami
Idąc wzdłuż rzędu drzew wiśniowych
Myślę o tych co zawsze z nami
Co pełne kwiatów są majowych

Ruch ich na wietrze tak dostojny
Jakby zaklęciem gest ten stał się
A byt ich niespieszny spokojny
A każdy szelest szepcze znam cię

Są obok gdzieś w najlepszych chwilach
Stają się tłem życia naszego
Ich widok każdy dzień umila
Esencją są czasu wolnego


Miałem w życiu twarzy wiele
Dziecka chłopca dorosłego
Lecz to nie jest moim celem
Przywiązywać się do tego

Czasem pragnąć mi sie zdarzy
Innym razem smutne myśli
Lecz esencja tych wydarzeń
Jest wspomnieniem tylko dziś mi

Imię moje niby stałe
Ciągle zmienne jednak treści
Teraz świadomy się stałem
Gdzie ostoja ma się mieści

W środku w świadomości centrum
Nie istnieje nic już więcej
Poza spokojnością wielką
Tam spoczywa moje serce


My jesteśmy zanurzeni
Wszyscy w świadomej przestrzeni
To co jest twoją istotą
Jest poświatą moją złotą
Co zaś ja nazywam sobą
Inni w sobie odczuć mogą
Jeden umysł mamy razem
To co myśli czuje marzy
Czuję cię pełen radości
Bliżej niż skórę i kości


Jest mechanizmem człowiek tajemniczym
Z milionów drobnych złożony jest części
Myśli emocje nikt ich nie policzy
Taki algorytm szczęścia i boleści

Niczym lodowa góra nasze życie
Ponad powierzchnią niewiele wystaje
A to co w głębi to istnienie skryte
Każdy z nas ludzi choćby nie chciał ma je

Kto będzie w stanie pojąć tę strukturę
Odkryje czuły dotyk Boga w sobie
Więc wejdź na pustelniczą życia górę
I poznaj siebie w kontemplacji błogiej


Czemu się patrzysz drzewo wysokie
Oczarowując mnie swoim wzrokiem
Przestrzeń falujesz wokoło siebie
Skąd tak mnie znasz odpowiedz bo nie wiem
Mocą przedziwną tak promieniejesz
Pewnością co przekracza nadzieje
Niczym misterium są twoje słowa
Wiersz ten twój widok mi podyktował


Najpewniej mnie nie zrozumiesz
Choć ten sam język nas łączy
Niepojęte to rozumem
Wiersz ten z sercem chciej połączyć

Bo z pozoru tylko kształty
Oczywiste w swojej formie
Lecz jak różne w świecie barwy
Tak odrębne ich emocje

Coś co się nazywa cieniem
Wiatrem szumem błyskiem smakiem
Może przynieść ci nadzieje
Gdy wędrujesz własnym szlakiem

Wewnątrz rzeczy coś się błyszczy
Coś się tli coś ciągle zmienia
Zechciej więc nim czas nas zniszczy
Doznać mocy przemienienia


Sprawa jest to najwyżej wagi
Wszystkie rzeczy dookoła
Nie warte są
najmniejszej nawet uwagi

Bogacz co pieniędzy ma bez liku
Czy patrzy na zysk lub stratę
Pozłacanego medaliku

Koronawirus globalne ocieplenie
To nic nie znaczy
Czemu gdy świeci światło
Ty patrzysz na cienie


Niemyślenie

Według Słownika Języka Polskiego myślenie oznacza :
-przetwarzanie informacji za pomocą umysłu
-przypuszczanie, zakładanie
-zamierzanie, planowanie
-pamiętanie

Wszystkie te aktywności są bardzo potrzebne w codziennym życiu, ale to nie oznacza, że są konieczne zawsze.

Zauważyłem, że moja medytacja opiera się w dużej mierze na niemyśleniu. Po prostu przestaje podążać za myślami, przestaje je tworzyć, przestaję analizować. Zamiast myślenia jest doświadczanie. Oczywiście myśli w jakiejś mierze są, ale ja ich nie tworzę, po prostu pojawiają się od czasu do czasu ale z dużo mniejszą częstotliwością niż normalnie.

Odpoczynek od aktywności mózgu działa na nas zbawiennie. Udowodniono, że nadmierna aktywność umysłowa prowadzi do szybszej śmierci z powodu starzenia się komórek nerwowych.

Gdy nie myślimy to zaczynamy doświadczać swobody, przestrzeni. Zaczynamy naprawdę odpoczywać.

Totalna Zmiana Perspektywy

Frazę, że mój umysł jest przestrzenią bez centrum i granic, która jest ponadczasowa i wszechobecna słyszałem setki razy, ale nie do końca to rozumiałem. Dopiero od niedawna wydaje mi się to jasne i co więcej- prawdziwe.

Podejście buddyjskie, które mówi, że umysł każdej istoty jest przejrzystym światłem, przestrzenią czy też pustką wydaje się zgoła odmienne od zwykłego sposobu myślenia. Na co dzień uważamy, że jesteśmy osobą, inni też są osobami, i że „osoba” to coś odrębnego od całej reszty o niezmiennym charakterze. Myślimy innymi słowy, że jesteśmy „sobą”.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że taki sposób myślenia jest dość naturalny- inni zwracają się do nas po imieniu, my sami mamy prywatne życie wewnętrzne z własnymi myślami i emocjami. Naturalnie więc uważamy siebie za oddzielną jednostkę.

Budda jednak mówił, że taki sposób myślenia wynika z niewiedzy- wiara w „ego” jest charakterystyką każdej istoty, jednak jest to według niego błąd logiczny.

Siakiamuni dzięki swojej medytacji i oświeceniu odkrył, że wszystko jest relatywne, również nasze pojęcie siebie czy duszy. Nie ma nic, co miałoby trwałe istnienie. Byłoby to dość pesymistyczne, gdyby nie kolejne odkrycie- każda istota ma naturę buddy.

Natura buddy to zdolność do postrzegania świata takim jaki jest, brak ograniczeń jak przestrzeń czy czas oraz wolność od cierpienia.

Budda nauczał, że każda istota posiada Umysł. Umysł zaś jest czymś transcendentnym, absolutnym. Umysł jest wszystkim co istnieje i ma naturę pustki, gdyż nie ma żadnych cech, które by go ograniczały. Zdolność do przeżywania jest naturą rzeczywistości od zawsze.

Jest to dla mnie niezwykle atrakcyjna koncepcja i wydaje mi się wielce prawdopodobna.

Pustka

Czasem myśli składają się w większą całość i człowiek wtedy ma wrażenie, że nauki Buddy są oczywiste i proste.

Pojęcie pustki przemawia do mnie bardzo, bo odnajduję w sobie taką pustkę właśnie. Mam wrażenie, że moje wnętrze jest wydrążone niczym tykwa, że w środku nie ma nic. Kiedy wyobrażam się sobie to widzę, że pod cielesnością nie ma nic. Pustka, przestrzeń, chłód, sterylność, nicość, potencjalność.

Nauka Buddy o tym, że umysł jest pusty i wszystko ma naturę pustki wydaje mi się niezwykłą rzeczą. Jeśli byłbym czymś to musiałbym tego bronić, bądź utrzymywać przy życiu. Jeśli byłbym jakąś emocją, to utrata jej byłaby dla mnie tragedią.

Pustka kojarzy mi się ze spokojem. Jest coś niezwykłego w pustości zarówno w muzyce jak i kompozycji- to ona nadaje formę tym rzeczom.

Fakt, że coś jest pustką oznacza również, że nie da się tego zniszczyć, zmienić, zabić. Pustka istniała zawsze i zawsze będzie istnieć, bo z filozoficznego punktu widzenia nie ma żadnych cech, które mogłyby ulec zmianie.

Pustka kojarzy mi się również z pojęciem „bezczasu”- zawieszenia wszystkich form w czymś wybiegającym pojęciom.

Pustka jest także szlachetna, ma w moim rozumieniu jakąś dojrzałość i stabilność.

Księga Twarzy

Liczba umysłów we Wszechświecie równa się jeden

Erwin Schrödinger

Podobno Budda zaraz po oświeceniu miał powiedzieć „jak dobrze, wszyscy tu są”. Bardzo dał mi do myślenia ten cytat.

Buddyzm opiera się na założeniu, że nasza wrodzona natura zawsze była czysta i doskonała, wystarczy tylko to dostrzec. Z poziomu Buddy wszyscy inni są również Buddami.

Jest jeszcze inna koncepcja buddyjska, która wydaje mi się bardzo atrakcyjna. Chodzi mianowicie o pogląd, że esencja każdej istoty jest tym samym. To co w nas myśli, postrzega i czuje jest tym samym w każdej osobie.

Jest to diametralnie różne od sposobu w jaki postrzegamy świat na co dzień. Normalnie uważamy się za jednostkę i wszystkich wokół nas za inne jednostki.

Jest pewien aksjomat filozoficzny, który mówi, że prawda musi być taka sama we wszystkich warunkach, czasach i miejscach. Absolutna prawda jest niezmienna, przynajmniej z perspektywy buddyjskiej. Podobny charakter w tej filozofii ma umysł.

Doświadczenie tego, że nie jesteśmy osobą, lecz naszą istotą jest przejrzyste światło i przestrzeń, jakkolwiek by to pretensjonalnie nie brzmiało, ma znaczące skutki dla światopoglądu.

Jeśli postrzegamy innych jako tą samą przestrzeń, która jest w nas to pojawia się naturalnie miłość i zrozumienie. Tylko coś takiego samego może zrozumieć drugą taką samą rzecz.

Pomóc zrozumieć ten koncept może alegoria komputera- działają na nim różne programy, ale każdy z nich korzysta z tych samych procesorów, tranzystorów, oporników, wyświetlaczy, innymi słowy w swojej istocie jest tylko funkcją tej maszyny. Podobnie umysł ma charakter uniwersalny i jest taki sam w każdej żywej istocie.

Tworząc Rozróżnienie

Czasem jest tak, że w głowie schodzą się różne myśli i ma się poczucie, że nauka Buddy jest taka prosta i intuicyjna.

Przypomniał mi się dziś cytat mojego nauczyciela, który mówi często, że
„Podmiot, przedmiot i działanie są częścią tej samej całości”, oraz znana zasada buddyzmu mówiąca, że „najwyższym poziomem działania jest działanie bezwysiłkowe”. To co wiązało się w całość z powyższymi słowami w mojej głowie to nauki Buddy o współzależnym powstawaniu. Chodzi w nich, według popularnej wykładni, o to, że nasza świadomość jako jednostki i działanie rodzą się z przyczyn, jakimi są zjawiska. W ten sposób rodzi się nasze „ja” i jednocześnie cierpienie. Pokrótce postaram się złożyć te elementy w całość.

Mam wrażenie, że w zasadzie czujemy się odrębną jednostką wtedy, gdy coś nam w świecie nie pasuje, innymi słowy gdy cierpimy. W innym przypadku po prostu nie zwracamy uwagi na takie rzeczy jak nasza tożsamość, my sami, nasze ego i wreszcie wolna wola. W momentach spokoju lub szczęścia nie widzi się w tu i teraz kogoś kto decyduje o czymkolwiek, czyli „ego”. Ego powstaje moim zdaniem gdy cierpimy a cierpienie powstaje równocześnie z ego. Wtedy powstaje rozróżnienie, powstaje jednostka i co za tym idzie jej wolna wola. Wydaje się nam wtedy, że mamy moc sprawczą jako coś odrębnego od reszty i podejmujemy różne decyzje.

Moim zdaniem pytanie o wolną wolę jest bez sensu, bo nie istnieje nikt, kto miałby mieć wolny wybór. W rzeczywistości wszystko się wzajemnie warunkuje i wpływa na siebie a samo wydzielanie z tej całości jednostki decyzyjnej jest błędem poznawczym.

Nie chodzi tu o to, że nie mamy wolnego wyboru. Budda uczył drogi środka- wolna wola ani istnieje ani nie istnieje. Jest to po prostu część płynnego procesu nazywanego rzeczywistością. Podejrzewam, że w oświeceniu nie ma czegoś takiego jak podejmowanie decyzji, bo wszystko dzieje się spontanicznie i bezwysiłkowo. Jednak gdy tworzy się rozdzielenie na „ja” i „nie-ja” to taka decyzyjność powstaje, chociażby pozornie, i powstaje wtedy karma. Ten podział jest po prostu niewiedzą, w wyniku którego powstają istoty, które tworzą swoją, zazwyczaj negatywną, karmę. Powstaje niezrozumienie, które prowadzi do błędnych wniosków.

Wyjściem z tego jest mądrość zrozumienia, że nie ma niczego co wymagało by naszych arbitralnych decyzji, gdyż w rzeczywistości wszystko warunkuje się nawzajem i jest zupełnie swobodne. A decyzja zazwyczaj bywa „trudna”.

Utrata Kontroli, Której Nigdy Nie Było

Pamiętam wydarzenie sprzed 6 lat. Byłem na koncercie rockowym w moim rodzinnym Wyszkowie. Usiadłem na kanapie z piwem i słuchałem zespołu. Było mi dobrze. Nagle wszystko zmieniło się w film- film, którego jestem tylko obserwatorem. Rozglądałem się, popijałem, chodziłem po klubie, ale nie było w tym mojej woli. Wszystko działo się jakby na autopilocie- w ogóle nie musiałem myśleć co robić, wszystko działo się automatycznie.

Dzisiaj znowu mam ten stan. Wszystkie moje działania są bezwysiłkowe, ale jednocześnie mam poczucie, że o niczym nie decyduję. Jest to bardzo przyjemny stan- chcę się napić kawy to piję, bez udziału mojej woli. Chcę przełączyć muzykę na moim ZX Spectrum- przełączam, bez udziału mojej woli. Stan ten wolny jest od rozterek, przed którymi stoimy gdy musimy coś wybierać. Jest to stan wolny od wysiłku.

W rzeczy samej, jeśli by tylko przeanalizować nasze decyzje, to okazuje się, że większość naszych decyzji jest podejmowana automatycznie, nauka to potwierdza. To tylko my mamy iluzję, że każda decyzja jest świadoma.

Myślę, że gdy pozwolimy sobie na odrobinę swobody i pozwolimy toczyć się sprawom swoim torem to zyskujemy trochę spokoju.