your self

Ostatnimi czasy dość sporo słucham nauczycielki o pseudonimie Nitya. Jej nauki nie są stricte buddyjskie, ale są bardzo do niego zbieżne. Szczególny nacisk kładzie ona na potrzebę doświadczenia świadomości.

W jednym z nagrań dostępnych na YouTube mówi ona o tym, że mądrzy ludzie od dawna zaczęli się zastanawiać zamiast nad światem i zjawiskami to nad tym, który ich doświadcza, nad świadomością. Zachęcała ona jednocześnie aby samemu przeprowadzić takie badanie- doświadczyć nas samych poza myślami, emocjami i ciałem.

Chyba nikt nie zaprzeczy temu, że jest w nas pierwiastek świadomy. Ta świadomość może zostać doświadczona, innymi słowy może dojść do samoświadomości. Jest to ważne o tyle, że właściwie wszystko naokoło ciągle się zmienia, tylko ten umysł, który wszystkiego doświadcza pozostaje taki sam.

Wydaje mi się, że czasem doświadczam samego siebie. Nie jako myśli czy emocji ale jako esencję, jako samą zdolność do przeżywania. Jest to ciekawe doświadczenie- móc spojrzeć sobie „w twarz”, zobaczyć tego kogoś, kto zazwyczaj jest w cieniu choć pełni kluczową rolę we wszystkich wydarzeniach. Doświadczenie własnej esencji jest nietypowe, ale też zupełnie naturalne. Jest w tym jakaś tajemnica ale z drugiej strony czujemy się z tym jak w domu. Nie rozumiem w prawdzie, czemu ten „przeżywający” ma mieć absolutny charakter, czyli przenikać wszystko, ale jest mi z tym doświadczeniem dobrze. Zachęcam każdego do próby zobaczenia samego siebie.

Przed-Widzenie

Mówi się, że umysł jest jak oko- widzi wszystko dookoła, ale nie jest w stanie zobaczyć sam siebie. Praktyka buddyjska prowadzi do tego, aby tego przeżywającego doświadczyć, poznać, zobaczyć.

Dlaczego jest to ważne? Nasza sytuacja jest podobna do osoby, która kupuje wszelkie możliwe abonenty i telewizje na świecie, ponieważ jej telewizor słabo odbiera i żeby mieć jakąś radość z oglądania potrzebuje coraz to nowych ciekawych obrazków. Medytacja przypomina sytuację, gdy zamiast kupować abonent w Netfix, Disney+ czy HBO aby mieć radość z oglądania po prostu zmieniamy telewizor na najnowszy model. Wtedy nawet TVP wygląda świetnie i pozwala nam czerpać przyjemność z oglądania. Jest to po prostu kwestia jakości a nie ilości.

Żyjemy w cyklicznej egzystencji w której zależy nam na tym, aby ciągle nowe obrazki się pojawiały w naszej świadomości. Kładziemy nacisk na ilość a nie na jakość.

Dostrzec umysł nie jest prosto z jednej przyczyny- od zawsze mamy tendencję do obserwowania tylko zjawisk zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych. Coś takiego jak umysł, co nie ma cech oprócz przytomności, wykracza poza nasze pojmowanie. Jednak nauczyciele buddyjscy podkreślają, że umysł jest nam bliższy niż skóra i kości. Jest to nasza natura i tak naprawdę ciągle tym umysłem jesteśmy.

Spoglądanie w umysł daje ogromną satysfakcję- wreszcie czujemy się jak w domu, bo spoglądamy sobie samemu w oczy, widzimy postrzegającego wszystkie zjawiska.

Klucz Do Serca Kluczem Do Świata

Od długiego czasu fascynuje mnie pogląd buddyjski, który mówi, że uspokojenie umysłu, prawidłowe postrzeganie własnej osoby jest jednoznaczne z prawidłowym odbiorem świata. To, czy widzimy siebie oznacza też to, czy widzimy rzeczywistość.

W istocie my i rzeczywistość to jedna i ta sama rzecz- nie ma niczego poza umysłem. Fascynującym jest odkrycie, że uspokojenie umysłu prowadzi do uspokojenia percepcji.

Jesteśmy czymś więcej niż doświadczeniami- pod nimi kryje się bowiem postrzegający. Postrzegający jest tym, który wszystkiego doświadcza, w którym wszystko się rozgrywa. Dzięki praktyce medytacji można doświadczyć tego podstawowego budulca rzeczywistości- naszej przytomności umysłu.

Lifehack

Naszła mnie dzisiaj pewna refleksja podczas medytacji. Czasem zdarza mi się, że coś mnie trapi, czuję się nieswojo, błądzę w umyśle. Jest to stan, w którym po prostu coś jest nie tak, nie jest tak, jakbym chciał. Miałem dziś myśl, że właściwie ciągle utożsamiamy się ze zjawiskami, które nas otaczają. Ścigamy jedne doświadczenia i unikamy od innych.

Buddyzm naucza, że przed doświadczeniami istnieje coś jeszcze. Przed jakimkolwiek doświadczeniem czy to zmysłowym czy umysłowym istnieje przeżywający. Jesteśmy bardzo przywiązani do zjawisk przyjemnych, ale gdy przychodzą te trudne to cierpimy. Dzieje się z powodu przywiązania a nie dlatego, że przykre zjawiska są jakieś rzeczywiście złe. Jesteśmy nawykowo przywiązani do zjawisk i nie widzimy przeżywającego.

Myślę, że istnieje jedna rzecz, która może pomóc w przeżywaniu przykrych rzeczy. Można po prostu uświadomić sobie, że trudna myśl, uczucie czy czucie jest tylko zjawiskiem rozgrywającym się w świadomości. Jesteśmy czymś więcej niż zjawiskami- jesteśmy przestrzenią w której wszystko się wydarza. Takie podejście przy odrobinie zdrowego rozsądku może być niezwykle wyzwalające- problemy stają się podobne do snu, przestają być realne. Przykre uczucie, przykra myśl to tylko zjawisko, jeśli sobie to uświadomimy to możemy obserwować jak po prostu znika.

Wielki Post- Ostatni Post

Niedługo kończy się subskrypcja mojego serwera, więc ten blog niedługo zniknie z sieci. Na zakończenie postanowiłem napisać o czymś, co stało się moją codziennością przez ostatnie lata. Chodzi mianowicie o pewne ograniczanie się.

W chrześcijaństwie istnieje długa tradycja ograniczania i umartwiania siebie. Nie znam w prawdzie powodów takiego zachowania, ale sądzę, że może to mieć związek z ograniczeniem przywiązania do przyjemności.

Oczywiście do pewnego stopnia jest to udziałem każdej osoby- chodząc do pracy musimy ograniczać nasze potrzeby i mobilizować się do wysiłku. Jednak w wolnych chwilach zazwyczaj pozwalamy sobie na szereg przyjemności.

Od paru lat stosuję metodę nieprzywiązywania się do przyjemności. Jeśli coś mi sprawia przyjemność przez dłuższy czas to staram się od tego oddzielić i sprawdzić, czy nie pochłania mnie to zbytnio. Zazwyczaj wtedy przestaje zajmować się tą rzeczą i po prostu przebywam bez myśli w przestrzeni.

Sądzę, że często jesteśmy uzależnieni od wielu rzeczy, które przynoszą nam zadowolenie, nie będę tutaj ich wymieniał, ale tych zjawisk jest naprawdę sporo. Nasza świadomość jest ciągle wypełniona wrażeniami, do tego stopnia, że prawie nigdy nasza świadomość nie jest pusta.

Pustka percepcyjna jest nam jednak bardzo potrzebna- głównie po to, aby doświadczyć samego siebie. Dopóki jesteśmy atakowani szeregiem wrażeń, do których również zaliczają się myśli, dopóty nie jesteśmy w stanie dostrzec siebie.

Wewnątrz Zewnątrz

Gdy miałem 13 lat miałem ciekawą refleksję w drodze do szkoły. Pamiętam jak dziś, że pojawiła się wtedy u mnie jakaś emocja, która trwała pewien czas i w tym czasie ciągle się zmieniała. Gdy emocja zniknęła pojawiła się we mnie myśl, że zjawiska wewnętrzne mają zupełnie taką samą dynamikę co zjawiska zewnętrzne- pojawiają się, stają się intensywne, po czym gasną i znikają.

Wiele lat później na wykładzie buddyjskiego nauczyciela Lamy Ole Nydahla podczas prowadzonej przez niego medytacji postanowiłem wyobrazić sobie, że nauczyciel nie znajduje się na zewnątrz mnie, lecz na poziomie serca wewnątrz. W tym momencie doznałem znacznej zmiany percepcji- wszystko wokół stało się częścią mnie- ludzie, hala sportowa, w której miał miejsce wykład, nauczyciel. Wiedziałem intuicyjnie co za raz się wydarzy, co powie lama. Trwało to kilka sekund, ale było to bardzo intensywne.

Nauka współczesna mówi o tym, że zjawiska w mikro skali są zależne od świadomości- fotony zachowują się w zależności od tego jak je obserwujemy, ostatnio dowiedziono nawet, że dotyczy to także atomów. Poza mechaniką kwantową klasyczna fizyka od dawna mówi o tym, że atomy złożone są w ogromnej większości z pustej przestrzeni, zaś same elektrony, neutrony i protony składają się również z pustej przestrzeni i wypełnione są mniejszymi elementami, które z kolei również składają się z części.

Buddyzm stoi na stanowisku, że to co wewnętrzne i zewnętrzne jest de facto jednym i tym samym- świadomą przestrzenią.

Swobodny Przepływ Informacji

Nasz stosunek do innych jest kluczowy jeśli chodzi o nasze funkcjonowanie. To, w jaki sposób postrzegamy innych wpływa w dużym stopniu na nasze zachowanie i samopoczucie. Jeśli widzimy innych jako zagrożenie dla nas samych to automatycznie będziemy odczuwali stres. Z drugiej strony jeśli inni są dla nas raczej pozytywnymi osobami i dobrze się czujemy w ich towarzystwie, to nasz nastrój będzie dobry.

W długofalowych badaniach na temat życiowej satysfakcji udowodniono, że pozytywne relacje z innymi stanowią podstawę szczęścia. Dużą rolę w tym odgrywają nasze koncepcje odnośnie innych ludzi.

Z pewnością nie brak argumentów za tym, że nie wszyscy zawsze zachowują się w porządku, że ludzie czasem czynią zło. Niezależnie od tego jednak, co robią inni, nasz obraz bliźnich może pozostać pozytywny. Dlaczego? Ponieważ wpływa on przede wszystkim na nas samych. Nasze idee odnośnie innych wpływają na to jak się czujemy, co myślimy, mówimy i w końcu robimy. Pozytywny pogląd wpływa na pozytywne działania.

Jednym z ciekawszych poglądów, jaki można przyjąć odnośnie innych jest pogląd o pewnym wspólnym mianowniku wszystkich myślących i czujących istot. Każda istota posiada umysł, który pozwala jej odczuwać i być w mniejszym lub większym stopniu świadomym tego, co się z nią dzieje. Co zaś się odnosi ludzi w szczególności, to każdy człowiek ma wrażliwość, zdolność do kochania, myślenia, zdrowy rozsądek i sumienie. W gruncie rzeczy więcej ludzi łączy niż dzieli.

Ponadto istnieją poglądy, które jeszcze mocniej podkreślają tożsamość wszystkich ludzi. Pogląd buddyjski kładzie nacisk na iluzoryczność ego, to, że nasze istnienie jako niezależna istota jest fałszem. W gruncie rzeczy wszystko się wzajemnie warunkuje i wpływa na siebie nawzajem. Podobnie jest z istotami- pozostają one w ciągłym kontakcie ze sobą i wzajemnie na siebie oddziałują. Dużo bardziej realną rzeczą jest wspólnota niż jednostka. Świadomość, że inni ludzie są zupełnie podobni do nas samych i że nie ma między nami większych granic potrafi być bardzo satysfakcjonujące i wnoszące sporo światła do naszego życia.

Świato(p)ogląd

Jedną z największych zagadek świata dla mnie było zawsze istnienie „innych”. Ta z pozoru dziwna zagadka i błahy problem był dla mnie zawsze czymś istotnym. Zadawałem sobie pytanie jak to jest możliwe, że istnieje więcej niż jedna świadomość, że istnieją inne byty oprócz mnie. Czasem wręcz niepokoił mnie fakt, że nie wszystko jest zależne ode mnie. Ktoś może pomyśleć, że jest to przejaw skrajnego egoizmu, pragnienia aby wszystko kręciło się wokół mnie samego, lecz sądzę, że było w tym coś więcej oprócz samouwielbienia. Pytanie o istnienie innych może bowiem wynikać z samej natury świadomości. Zawsze wydawało mi się niemożliwe, aby świat był poszatkowany na odrębne byty, które są od siebie niezależne i w skrajnie subiektywny sposób odbierają rzeczywistość. Gdy odkryłem buddyzm znalazłem wreszcie odpowiedzi na te moje trudne pytania.

Buddyzm stoi na stanowisku, że istnieje niejako tylko jedna świadomość, jedna rzeczywistość. parafrazując nauczyciela tybetańskiego Kalu Rinpocze świat jest tylko jeden i to ty nim jesteś, chociaż o tym nie wiesz. Buddyzm głosi, że to co świadome we mnie jest tym samym, co jest świadome w tobie. Tym samym znika dylemat „innego”. Inny wcale nie istnieje- jest bowiem tym samym, co każda istota, co własne „ja”. Istnieje jedna rzeczywistość, ta, która patrzy przez nasze oczy. Ta świadomość, która jest świadoma w tobie jest czymś absolutnym, jest bogiem, jest wszędzie i we wszystkich czasach. Ten pogląd jest dla mnie niezwykle atrakcyjny. Oznacza on zjednoczenie wszystkich aspektów rzeczywistości. Jednocześnie buduje on niezwykłą jedność wszystkich istot poprzez fakt, że w swej istocie są tym samym.

Promieniowanie Tła

Buddyjscy nauczyciele często porównują umysł do oceanu a zjawiska i wydarzenia do fal na tym oceanie. Zazwyczaj jest tak, że utożsamiamy się z samymi falami kupując wszystkie dołki i górki jakie serwuje nam życie, innymi słowy angażując się we wszystko, co się wydarza jako jedyną rzeczywistość. Buddyzm mówi coś zupełnie odwrotnego- świat i wszystkie wydarzenia są jak sen i iluzja, a nasz umysł jest milion razy ważniejszy od tego co się akurat wydarza.

Trudno jest temu zaufać jeśli właśnie straciliśmy pracę i mamy kredyt do spłacenia, albo ktoś z bliskich śmiertelnie zachorował, jednak nie tylko w takich skrajnych sytuacjach jest to dla ludzi niezrozumiałe, a to z tego powodu, że umysł jest jak oko- potrafi widzieć wszystko dookoła, lecz nie potrafi zobaczyć sam siebie.

Dostrzeżenie samego umysłu oznacza, że zaczynamy doświadczać szczęścia i błogości niezależnie od tego, co się akurat wydarza. Radość staje się niczym promieniowanie w okolicy reaktora jądrowego, po prostu przenika każde doświadczenie.

Z punktu widzenia buddyzmu istnieją trzy prawdziwe emocje- radość, nieustraszoność i aktywne współczucie. Doświadczanie umysłu daje pewność, że cokolwiek by się nie działo, to zawsze wewnątrz nas będzie spokój i szczęście, co czyni nas nieustraszonymi- nie boimy się po prostu tego, co może przynieść przyszłość. Piszę to trochę z własnego doświadczenia a trochę ponieważ wierzę, że tak jest. Sam doświadczam tego „promieniowania tła” dość często i w pewnym momencie człowiek uświadamia sobie, że doświadczenie umysłu jest rzeczywiście dużo ważniejsze niż najwspanialsze nawet fale na jego powierzchni.

Wpis Przeciw Ewolucji

Jednym z bardziej doniosłych stwierdzeń Buddy jest jego prawda o tym, że życie jest jak cierpienie i drogą każdego człowieka powinno być uniknięcie ponownych narodzin. Jest to prawda, którą w dzisiejszych czasach trudno jest interpretować inaczej jak nihilizm i skrajny pesymizm, jednak Budda nie miał tego na celu.

W czasach obecnych w krajach takich jak Polska większości ludzi żyje się dość komfortowo. Oczywiście wszyscy oni mają swoje problemy, ale generalnie ich życie jest przyjemne o ile nie trapią ich problemy natury psychologicznej, co jest faktycznie często spotykane. Co więc może wyżej wspomniana nauka Buddy wnieść do życia takich ludzi?

Moim zdaniem Buda 2500 lat temu doszedł do pewnego wniosku odnośnie życie w ogóle, czegoś, co później w XIX wieku zostało nazwane ewolucją. Prawie każdy organizm dąży do zmiany, do ulepszenia swojej formy i funkcji. Istnieją naprawdę nieliczne tylko przykłady istot, które przez miliony lat nie zmieniają się, reszta zwierząt ciągle ewoluuje. Zazwyczaj ewolucję taką postrzega się jako coś pozytywnego i utożsamia się ją z postępem i rozwojem.

Idea postępu zawsze była dla mnie problematyczna, ponieważ zakłada ona, że istnieje jakiś niedostatek, brak, który powinien być naprawiony przez zmianę. Dajmy na to technologię- jest ona poddana ciągłym procesom rozwoju a komputery czy telefony sprzed 20 lat dziś nie mają żadnej wartości. Jestem jednak członkiem tej grupy ludzi, którzy uważają zabytki techniki jako coś wartościowego i ciągle ich używam.

Słuchałem dziś jednego z wykładów genialnego nauczyciela duchowego Eckharta Tolle i on omawiając kwestię problemów w naszym życiu powiedział, że wyzwania ciągle przed nami stoją i są one dobre, ponieważ pozwalają nam ewoluować i rozwijać się. Wyzwania są częścią każdej istoty żywej i bez nich niemożliwy byłby rozwój, są one jego podstawą.

Inną z rzeczy, którą dziś czytałem był artykuł na temat dopaminy, czyli hormonu szczęścia, który wydziela się, gdy robimy coś co wpływa pozytywnie na naszą rolę w grupie, atrakcyjność w oczach innych oraz naszą wartość jako istoty ludzkie. Hormon ten jest motorem większości naszych działań a jego celem jest właśnie motywowanie nas do dalszego rozwoju.

Moim zdaniem Budda dobrze wiedział o wspomnianych wyżej aspektach życia ludzkiego i życia w ogóle i ocenił ten proces negatywnie. Czyżby był on wrogiem istnienia w ogóle? Skądże znowu. Według mnie zauważył on, że od pewnego stopnia rozwoju można dojść do refleksji, że rozwój tak naprawdę nie ma żadnego celu- jest wyrazem przeszkadzającego uczucia jakim jest pragnienie i pożądanie. Budda twierdził, że wszystkie dobre właściwości posiadamy już w sobie, wystarczy zatrzymać się, spojrzeć w siebie aby je urzeczywistnić w naszym życiu.

Medytacja jest jednym z takich narzędzi „hackujących” niejako nas samych, ponieważ pozwala ona na doświadczanie szczęścia nie jako wyniku naszej aktywności ale po prostu jako naszą naturę.

Myślę, że Budda był bardzo świadomy konsekwencji ciągłego starania się o szczęście za pomocą zewnętrznych czynników. Według niego jest to bezcelowe. Powiedział on „szukając szczęścia zwróć się do wewnątrz, nie znajdziesz go na zewnątrz”. Jest to moim zdaniem wyrażenie poglądu, że ostatecznym celem postępu jest zapomnienie o postępie.