Poprawa Nastroju

Ostatnio często czuję się źle. Nie to, żeby mnie coś bolało, ale po prostu czuje się strasznie zmęczony i odczuwam bliżej nieokreślony fizyczny dyskomfort. Jest to na tyle dotkliwe, że uniemożliwia mi pracę- w tym stanie ledwo się ruszam i mogę tylko leżeć.

Jestem typem osoby, która nie ucieka od problemów, więc takie stany przyjmowałem jako coś naturalnego i nie walczyłem z tym. Dziś jednak pomyślałem, że w ten sposób tylko marnuję czas, więc może warto byłoby coś z tym zrobić.

Wielokrotnie w takich sytuacjach przychodziła mi z pomocą moja praktyka medytacji. Od siedmiu prawie lat codziennie medytuję i przez ten czas nauczyłem się skupiać energię fizyczną w obszarze serca. Gdy jest mi źle po prostu staram się skupić uwagę na tym obszarze.

Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu dzisiaj gdy postanowiłem pomedytować i skupić się na sercu po dwóch-trzech minutach zacząłem czuć się doskonale. To było naprawdę niezwykłe- od stanu prawie rozpaczy przeszedłem do stanu zadowolenia i rozluźnienia!

Piszę tu o tym, ponieważ niedyspozycje zdarzają się każdemu. Istnieją liczne choroby, które sprawiają, że czujemy się źle. Moja metoda, mam tego pewność, może pomóc w takich wypadkach odzyskać radość życia.

Odrealnienie

Od jakiegoś czasu stosuję się do zasady, że wszystko, co się wydarza nie jest do końca rzeczywiste. Nie odrzucam tego, co się właśnie dzieje, ale nie biorę też tego na serio. Polega to na tym, że to, co ma miejsce nie angażuje mojej uwagi. Staram się przebywać ciągle w stanie wewnętrznej równowagi i ten balans jest dla mnie dużo ważniejszy od tego, co jest na zewnątrz.

W buddyzmie mówi się o tym, że wszystko ma naturę pustki. Jest to chyba najlepszy opis mojego stanu- wszystko jest jakby z pogranicza jawy i snu- niby się wydarza, ale nie jest rzeczywiste.

Taki stan ma wiele plusów- cały czas towarzyszy nam w nim wewnętrzna równowaga, nic nie burzy wewnętrznego spokoju. Ponadto często powracającym wrażeniem jest wszechogarniająca błogość wynikająca ze świadomości totalnego bezpieczeństwa. To tak, jakbyś był stuprocentowo przekonany, że nic ci nigdy już nie będzie zagrażało. Jest w tym jeszcze coś- poza bezpieczeństwem jest również wgląd w naturę rzeczywistości.

Odzwyczajając psychikę od ciągłych wrażeń ze strony świata zewnętrznego pozwalamy sobie na relaks. Jeśli przez dłuższy czas nic nie zaburza tego spokoju, to umysł zaczyna widzieć sam siebie w każdym doświadczeniu i jednocześnie postrzegać naturę świata. Jest to trudne do opisania słowami, lecz przypomina to swoją intensywnością bardzo silny narkotyk.

Transakcja

Ludzie biorą to, co się wydarza, jako zupełnie realne i warte uwagi. Problem takiego podejścia jest taki, że płaci się za to wysoką cenę.

Początkowo, gdy traktuje się zjawiska i świat jako realne, zaczynamy odczuwać przyjemne wrażenie czegoś konkretnego, ugruntowanego. Później jednak problemy, choroby, utrata, rozczarowania również stają się realne.

Realność rzeczywistości to jak narkotyk, jak niebezpieczna gra, gra o życie. Wierząc, że wszystko wydarza się naprawdę inwestujemy swoją uwagę, emocje, pragnienia i całego siebie w ciąg zdarzeń i gdy wszystko idzie po naszej myśli, to w zamian zyskujemy krótkotrwałe szczęście. Jednak nierozłączną częścią takiego podejścia jest rozczarowanie- coś zaczyna iść wbrew naszej woli, partner nas zdradza, dziecko choruje, sąsiad kupuje lepszy samochód itd.

Antidotum na ten niekończący się kalejdoskop wrażeń jest wgląd w naturę rzeczywistości- nic, włącznie z nami samymi nie jest realne. Nie musimy już tak na poważnie brać wszystkiego co się wydarza.

Życie jest grą, w której możemy tylko przegrać. Inwestujemy swój dobrostan z nadzieją, że będziemy szczęśliwsi grając w grę, ale szczęście przychodzi tylko na krótki moment i zostawia pustkę. Najlepszym wyjściem jest w ogóle nie siadać do stołu gry.

To co proponuję, to traktowanie wszystkiego jako snu i nie próbowanie znaleźć szczęścia w tym śnie. Szczęście jest już w nas.

Stan Pomiędzy

Często nachodzi mnie ostatnio pewien szczególny nastrój, który rozwinął się u mnie dzięki medytacji. Chodzi o pewnego rodzaju zawieszenie logicznego myślenia i kojarzenia na rzecz wglądu.

Normalny sposób funkcjonowania polega na procesie percepcji, reakcji na bodziec i działaniu. W stanie o którym mówię nie ma żadnego obiektu percepcji, jest pewna pustka. Nastrój ten nie jest indukowany przez żadne wrażenie zewnętrzne ani wewnętrzne, po prostu pojawia się, gdy jestem rozluźniony i nie skupiam się na niczym.

Jest to jak chwilowe olśnienie, intuicja bądź moment „acha!”. W buddyzmie mówi się o tym, że natura umysłu, czyli sam przeżywający, z biegiem praktyki zaczyna wyłaniać się spośród doświadczeń. Przeżywający staje się coraz bardziej obecny we wszystkim co robimy i co odbieramy zmysłami i rozumem.

Jest to bardzo przyjemny stan. Do tej pory wiązałem to z doświadczeniami medytacyjnymi i nie wiedziałem, skąd to się może brać. Po pewnej refleksji jednak dochodzę do wniosku, że za te szczególne doświadczenia odpowiada wgląd w naturę świadomości, w naturę samego umysłu.

Bezcelowość

Wszystkie istoty żywe są napędzane pragnieniami. Ciągle, prawie bez przerwy kieruje ich działaniem jakiś cel. Gdyby przyjrzeć się mrówkom, pszczołom, psom i innym stworzeniom, to główną ich cechą jest aktywność.

Również u ludzi celowość działań jest bardzo widoczna. Ciągle czegoś chcemy i to motywuje nasze działania. W tym aspekcie nie różnimy się niczym od zwierząt.

To, co chciałbym poruszyć w tym wpisie to postulat tego, że czasem warto nie mieć celu. Bezcelowość wcale nie musi być czymś negatywnym- wręcz przeciwnie.

Gdy naszym działaniem nic nie kieruje, gdy nie mamy wektora, który determinuje nasze życie, to wtedy otwieramy się na chwilę obecną. Sądzę, że jest w tym duża mądrość- pozwolić rzeczom się wydarzać, pozwolić myślom i emocjom przychodzić i odchodzić, po prostu być.

Spokój

Ostatnio miewam wahania nastroju, coś czego długi czas nie doświadczałem. Czasem jest tak, że czuję smutek i beznadziejność bez wyraźnej przyczyny.

Dziś byłem po miesięcznej przerwie na spacerze w lesie. Zazwyczaj wpływa na mnie to kojąco i inspirująco, ale dziś czułem się smutny i wyobcowany.

Wróciłem do domu i po dwóch godzinach usiałem do medytacji. Powoli smutek znikał i zaczęło się wyłaniać coś, co poetycko można nazwać przestrzenią umysłu. Nic nie zaprzątało mojej głowy, czułem duży spokój.

Trwałem tak w praktyce godzinę czasu z przerwami na papierosa. Lubię ten stan, gdy nigdzie się nie muszę spieszyć i żadne demony mnie nie straszą.

Głębia Ostrości

Dziś miałem dość udany dzień. Praca mi szła nieźle, w przerwie wziąłem popołudniowy prysznic. Podczas kąpieli wszystko się jakby uspokoiło- świat nabrał ostrości i jakiejś powolności. Po wyjściu z łazienki usiadłem do medytacji.

Czasem wszystko staje się takie spokojne. Te uczucie to coś więcej niż zrelaksowanie- wszystko wtedy nabiera powagi i głębi. Lubię ten stan, kojarzy mi się on z dorosłością i dojrzałością. Nic nie muszę wymuszać i udawać. Świat jest większy ode mnie.

Potrzeba Zatrzymania Się

Od dziecka fascynowały mnie sceny w filmach, w których w sterylnych pomieszczeniach przebywali bohaterowie prawie nic nie robiąc- po prostu w nich przebywając. Wydawało mi się to bardzo dorosłe, dojrzałe zachowanie.

Dziś sam jestem dorosły i sam lubię po prostu przebywać tam, gdzie jestem. To coś wykraczającego poza zwykły spokój. Chodzi tu o coś więcej niż wyciszenie. Po prostu będąc otwierają się inne wymiary percepcji. Przestajemy gonić, przestajemy szukać stymulantów, po prostu jesteśmy tu i teraz.

Nadal wydaje mi się to dojrzałym zachowaniem. Zdolność do celebracji chwili, na przykład podczas cichego picia herbaty, bądź po prostu podczas odpoczywania w fotelu bez oglądania telewizji czy słuchania muzyki, to nadal wydaje mi się cechą ludzi mądrych.

Biały Szum Emocji

Psychika przeciętnego człowieka zawiera w sobie szereg procesów myślowych i emocjonalnych, które rzadko bywają uświadomione. Zazwyczaj ciągle się czymś zajmujemy i nie mamy chwili wytchnienia od aktywności. Gdy tylko nic nie robimy, to zaczynamy czuć się nieswojo- nudzimy się, czujemy niepokój a nawet smutek.

Te utajone procesy tak naprawdę mają znaczący wpływ na nasze życie. Emocje podskórne wpływają na naszą percepcje, decyzje i samopoczucie.

Gdy tylko usiądziemy spokojnie i niczym się nie będziemy zajmować, to zaczyna do nas dochodzić szereg emocji, które są jak biały szum telewizyjny- jest ich tak dużo, że powodują one pomieszanie w naszych umysłach.

Spokój jest wbrew pozorom dość rzadkim zjawiskiem- nawet jak twierdzimy, że jesteśmy spokojni, to zazwyczaj wtedy ta emocja wynika ze słuchanej muzyki, oglądanego filmu lub innej aktywności. Taki spokój jest sztuczny.

Gdy ktoś zaczyna medytować to nagle uświadamia sobie ten „biały szum” w swojej głowie. Jeśli uświadamiamy sobie coś, to mamy szansę na zmianę tego.

Medytacja powoduje wyciszenie tych niechcianych procesów, a raczej na przekształcenie ich i przeniesienie z podświadomości do świadomości.

Wrażliwość

Każdy człowiek ma ten sam poziom wrażliwości w sobie jako pewien potencjał. Często uciekamy przed własnymi emocjami, przed subtelnością uczuć, dlatego też większość ludzi nie ma dostępu do swojej istoty- czyli tego, kim są.

Wrażliwość jest naturalnym sposobem funkcjonowania. Jesteśmy tak zaprojektowani, że chcąc lub nie chcąc odbieramy wszystko z perspektywy delikatności. Nasze wnętrza są kruche i subtelne. Jest to trudna do uzmysłowienia sobie prawda, ale serce najbardziej nawet bezwzględnego człowieka ma ten sam poziom delikatności co przykłady najbardziej altruistycznych ludzi.

Jedyną różnicą między świętym a mordercą jest taka, że ten pierwszy uświadomił sobie jaka jest natura jego duszy, zaś ten drugi ciągle od tej prawdy ucieka.