Wielki Post- Ostatni Post

Niedługo kończy się subskrypcja mojego serwera, więc ten blog niedługo zniknie z sieci. Na zakończenie postanowiłem napisać o czymś, co stało się moją codziennością przez ostatnie lata. Chodzi mianowicie o pewne ograniczanie się.

W chrześcijaństwie istnieje długa tradycja ograniczania i umartwiania siebie. Nie znam w prawdzie powodów takiego zachowania, ale sądzę, że może to mieć związek z ograniczeniem przywiązania do przyjemności.

Oczywiście do pewnego stopnia jest to udziałem każdej osoby- chodząc do pracy musimy ograniczać nasze potrzeby i mobilizować się do wysiłku. Jednak w wolnych chwilach zazwyczaj pozwalamy sobie na szereg przyjemności.

Od paru lat stosuję metodę nieprzywiązywania się do przyjemności. Jeśli coś mi sprawia przyjemność przez dłuższy czas to staram się od tego oddzielić i sprawdzić, czy nie pochłania mnie to zbytnio. Zazwyczaj wtedy przestaje zajmować się tą rzeczą i po prostu przebywam bez myśli w przestrzeni.

Sądzę, że często jesteśmy uzależnieni od wielu rzeczy, które przynoszą nam zadowolenie, nie będę tutaj ich wymieniał, ale tych zjawisk jest naprawdę sporo. Nasza świadomość jest ciągle wypełniona wrażeniami, do tego stopnia, że prawie nigdy nasza świadomość nie jest pusta.

Pustka percepcyjna jest nam jednak bardzo potrzebna- głównie po to, aby doświadczyć samego siebie. Dopóki jesteśmy atakowani szeregiem wrażeń, do których również zaliczają się myśli, dopóty nie jesteśmy w stanie dostrzec siebie.

Medytacja, Czyli Trudna Sztuka Nicnierobienia

Człowiek, gdy ma wybór między pracą a nicnierobieniem to zazwyczaj wybiera to drugie. Jednak gdy przychodzi mu nic nie robić, to nie wie co ze sobą począć- zaczyna używać komórki, komputera, telewizora, w innym wypadku zaczyna obsesyjnie zagłębiać się we własne myśli.

Gdy przychodzi co do czego, to tak naprawdę niewielu z nas potrafi nic nie robić. Nic, czyli nawet nie myśleć, nie angażować się w żadną aktywność. Nicnierobienie jest de facto bardzo trudne i jak pokazują badania ludzie dużo bardziej wolą robienie najbardziej nawet bezsensownych rzeczy od zupełnego spoczynku umysłu i ciała.

Medytacja jest właśnie czymś takim. Nie podążamy wtedy za niczym, co powstaje w naszym umyśle bądź w świecie zewnętrznym. Jak powiedział pewien mistrz medytacji „nie podążaj za tym, co pojawia się w umyśle, ani nie uważaj tego za realne”. Jest to w gruncie rzeczy bardzo głęboka nauka o medytacji. Nawykowo lgniemy do przyjemnych myśli czy zjawisk i uciekamy od nieprzyjemności. Naprawdę trudno jest zachować bezstronność wobec tego, co się pojawia. Jest to jednak do wykonania i taki stan można nazwać medytacją właśnie.

Co ma jednak wspólnego ta obojętność wobec bodźców z nicnierobieniem? Paradoksalnie bardzo dużo. Nasza aktywność zawsze (podkreślam: zawsze) spowodowana jest przez lgnięcie do czegoś bądź odpychanie czegoś. Gdy brak tych sił to po prostu zaczynamy spoczywać w samych sobie.

Ludzie zazwyczaj działają i w działaniu widzą źródło swojego szczęścia. Najlepiej według nich wypoczywają coś robiąc- czytając książkę, słuchając muzyki czy oglądając film. Szczęście jest tożsame z aktywnością. Wydaje się nam też, że dzięki wysiłkowi stajemy się coraz bardziej szczęśliwi.
Jeden z mistrzów tybetańskich powiedział kiedyś : „W Samsarze nie ma nic do osiągnięcia”. Samsara jest zwyczajowym sposobem odbioru rzeczywistości. Nauczyciel ten miał na myśli to, że wszelkie nasze aktywności mające na celu poprawę naszego dobrostanu są zazwyczaj nietrafione, bo wysiłkiem nie da się poprawić swojego umysłu. Własny umysł można naprawić jedynie poprzez poznanie jego natury.

Stan Pomiędzy

Często nachodzi mnie ostatnio pewien szczególny nastrój, który rozwinął się u mnie dzięki medytacji. Chodzi o pewnego rodzaju zawieszenie logicznego myślenia i kojarzenia na rzecz wglądu.

Normalny sposób funkcjonowania polega na procesie percepcji, reakcji na bodziec i działaniu. W stanie o którym mówię nie ma żadnego obiektu percepcji, jest pewna pustka. Nastrój ten nie jest indukowany przez żadne wrażenie zewnętrzne ani wewnętrzne, po prostu pojawia się, gdy jestem rozluźniony i nie skupiam się na niczym.

Jest to jak chwilowe olśnienie, intuicja bądź moment „acha!”. W buddyzmie mówi się o tym, że natura umysłu, czyli sam przeżywający, z biegiem praktyki zaczyna wyłaniać się spośród doświadczeń. Przeżywający staje się coraz bardziej obecny we wszystkim co robimy i co odbieramy zmysłami i rozumem.

Jest to bardzo przyjemny stan. Do tej pory wiązałem to z doświadczeniami medytacyjnymi i nie wiedziałem, skąd to się może brać. Po pewnej refleksji jednak dochodzę do wniosku, że za te szczególne doświadczenia odpowiada wgląd w naturę świadomości, w naturę samego umysłu.

Spokój

Ostatnio miewam wahania nastroju, coś czego długi czas nie doświadczałem. Czasem jest tak, że czuję smutek i beznadziejność bez wyraźnej przyczyny.

Dziś byłem po miesięcznej przerwie na spacerze w lesie. Zazwyczaj wpływa na mnie to kojąco i inspirująco, ale dziś czułem się smutny i wyobcowany.

Wróciłem do domu i po dwóch godzinach usiałem do medytacji. Powoli smutek znikał i zaczęło się wyłaniać coś, co poetycko można nazwać przestrzenią umysłu. Nic nie zaprzątało mojej głowy, czułem duży spokój.

Trwałem tak w praktyce godzinę czasu z przerwami na papierosa. Lubię ten stan, gdy nigdzie się nie muszę spieszyć i żadne demony mnie nie straszą.

Głębia Ostrości

Dziś miałem dość udany dzień. Praca mi szła nieźle, w przerwie wziąłem popołudniowy prysznic. Podczas kąpieli wszystko się jakby uspokoiło- świat nabrał ostrości i jakiejś powolności. Po wyjściu z łazienki usiadłem do medytacji.

Czasem wszystko staje się takie spokojne. Te uczucie to coś więcej niż zrelaksowanie- wszystko wtedy nabiera powagi i głębi. Lubię ten stan, kojarzy mi się on z dorosłością i dojrzałością. Nic nie muszę wymuszać i udawać. Świat jest większy ode mnie.

Leżenie

Czasem jestem zbyt zmęczony, aby medytować, wtedy aby odpocząć kładę się po prostu na łóżku. Przyznam, że czasem wtedy sięgam po telefon aby obejrzeć coś na YouTube albo sprawdzić Twittera.

Często jednak po kilku minutach rozpraszania się odkładam urządzenie i staram się skupić na własnym umyśle. Zazwyczaj na początku nie jest to proste, ponieważ umysł, nawet mimo wielu lat medytacji, nie jest naturalnie przyzwyczajony do nicnierobienia. Na początku pojawia się dyskomfort i znudzenie przez brak bodźców. Po kilku minutach jednak umysł zaczyna się przyzwyczajać do tego stanu i coś się zmienia.

Zamiast nudy bądź płytkich rozrywek pojawia się coś w rodzaju „wglądu”. W tym stanie myśli stają się źródłem przyjemnych doznań, umysł rozluźnia się razem z ciałem. Pojawia się szereg olśnień i przyjemnych stanów.

Zachęcam każdego do tego typu relaksacji- bez muzyki, bez telefonu, bez telewizora. Na początku może nie być prosto, ale myślę, że warto!

Ciągle Więcej

Czytałem ostatnio słowa pewnego mistrza buddyjskiego, w których mówił on o cierpieniu. Zaznaczał, że na co dzień pewnie myślimy o sobie, że nie cierpimy, mamy dom, pracę, jedzenie, ale powiedział też, że tak naprawdę rzadko jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani. Naszym przekleństwem jest chęć czegoś więcej- więcej pieniędzy, więcej uwagi, więcej seksu, więcej lajków itd.
Zauważam u siebie, że ciągle pragnę więcej. Bardzo często zdarza mi się myśleć, że mój aktualny stan jest niewystarczający. A to z kolei odrywa mnie od tu i teraz.

Medytacja pozwala spocząć w tym, co jest. Bez lęków, bez oczekiwań. Uczy ona doceniania chwili obecnej. W medytacji już nie pragnę. I wiecie co? Czuję się z tym wtedy bardzo dobrze.

Czasem udaje mi się wyrwać z tej pętli myślowej pragnienia. Wtedy wszystko staje się prezentem.

Biały Szum Emocji

Psychika przeciętnego człowieka zawiera w sobie szereg procesów myślowych i emocjonalnych, które rzadko bywają uświadomione. Zazwyczaj ciągle się czymś zajmujemy i nie mamy chwili wytchnienia od aktywności. Gdy tylko nic nie robimy, to zaczynamy czuć się nieswojo- nudzimy się, czujemy niepokój a nawet smutek.

Te utajone procesy tak naprawdę mają znaczący wpływ na nasze życie. Emocje podskórne wpływają na naszą percepcje, decyzje i samopoczucie.

Gdy tylko usiądziemy spokojnie i niczym się nie będziemy zajmować, to zaczyna do nas dochodzić szereg emocji, które są jak biały szum telewizyjny- jest ich tak dużo, że powodują one pomieszanie w naszych umysłach.

Spokój jest wbrew pozorom dość rzadkim zjawiskiem- nawet jak twierdzimy, że jesteśmy spokojni, to zazwyczaj wtedy ta emocja wynika ze słuchanej muzyki, oglądanego filmu lub innej aktywności. Taki spokój jest sztuczny.

Gdy ktoś zaczyna medytować to nagle uświadamia sobie ten „biały szum” w swojej głowie. Jeśli uświadamiamy sobie coś, to mamy szansę na zmianę tego.

Medytacja powoduje wyciszenie tych niechcianych procesów, a raczej na przekształcenie ich i przeniesienie z podświadomości do świadomości.

Myślenie Przyczyną Problemów?

Według przeprowadzonych niedawno badań przeciętny człowiek ma w ciągu jednego dnia około 6200 różnych wątków myślowych. Nie chodzi tu o pojedyncze myśli, ale o myślenie na dany temat.

Jest to tak naprawdę bardzo duża wartość. Myślenie towarzyszy nam prawie cały czas. Jak udowodniło inne badanie na podstawie ćwierć miliona ankiet zbieranych za pomocą specjalnej aplikacji, błądzenie myślami wiąże się z obniżonym samopoczuciem. Im więcej myślimy tym gorzej się czujemy.

Sądzę, że można nakreślić dwie przeciwstawne postawy ludzkiej aktywności – myślenie oraz obecność.

Gdy jesteśmy w pełni obecni tu i teraz naturalnie brak jest myśli. Obecność zakłada bycie otwartym na to, co się wydarza dookoła. Zamiast być zajętym swoimi myślami, koncepcjami, ideami, po prostu chłoniemy całym sobą to, co się aktualnie wydarza. Jesteśmy w centrum wydarzeń będąc w pełni świadomym.

Obecność wiąże się również z byciem przy swoim ciele. Jeśli nie myślimy to w naturalny sposób spoczywamy tam, gdzie nasze ciało.

Myślenie z kolei wiąże się nie tylko ze słowami, ale również umysłową analizą tego co do nas dociera- a więc myślimy nawet wtedy, gdy oglądamy telewizję czy przeglądamy internet.

Mówi się żartobliwie, że myślenie ma przyszłość, ja bym powiedział, że dużo większą przyszłość ma obecność.

Medytacja- Robisz To Źle

W ostatnich latach przeprowadzono szereg badań nad zaawansowanymi medytującymi, które pokazały jasno, że w długim okresie praktyka ta prowadzi do większej empatii, zneutralizowania reakcji na negatywne bodźce, współczucia i większego poczucia szczęścia. Dla przykładu ciało migdałowate, które odpowiada za gwałtowne bodźce takie jak pragnienie czy strach, u zaawansowanych medytujących fizycznie się zmniejsza oraz jego aktywność neuronalna maleje.

Chciałem tutaj jednak napisać o czymś bardziej praktycznym.
Większość moich medytujących znajomych, dosłownie wszyscy oprócz jednego przyjaciela, opisują swoją medytację jako „uspokajającą”. Praktyka ta działa relaksująco na te osoby.

Śmiem twierdzić, że jest to trochę fałszywe doświadczanie medytacji. Praktyka ta nie służy bowiem uspokojeniu nerwów tak jak czytanie książki czy słuchanie muzyki, ale otwarciem się na to co się dzieje tu i teraz. Uspokojenie zakłada, że wcześniej byliśmy niespokojni, rozkojarzeni i nieobecni. Traktowanie medytacji jako środka zaradczego na nasze codzienne doświadczenia mija się zupełnie z jej celem.

Bezpośrednie doświadczenie świata skutkuje ogromną ilością pozytywnych emocji takich jak błogość, fascynacja, zadziwienie, radość, współczucie. Aby jednak tego doświadczyć potrzeba bardzo intensywnej pracy nad własnymi emocjami, nad praktyką medytacji.

Napiszę teraz coś kontrowersyjnego, coś co ma jednak pewne przełożenie na stan faktyczny wielu praktykujących- niektórzy ludzie nie są w stanie poprawnie medytować i nigdy nie będą. Nasze mózgi różnią się od siebie i są plastyczne tylko do pewnego stopnia. W naszej psychice istnieje szereg schematów odczuwania i myślenia, niektórzy ludzie nie są i nigdy nie będą w stanie doświadczać medytacji w pełni. Spokój jest jedyną rzeczą, którą są w stanie osiągnąć.