Siedzenie

Dzisiejsza medytacja to było 2 godziny nudy. Nic się nie działo, żadne emocje się nie pojawiały.

Medytacja w Zen określana jest czasem jako po prostu siedzenie. Nic więcej. Po prostu siedzisz, nic się nie zmienia, nie zagłębiasz się w myśli. Ta najprostsza z pozoru czynność wcale nie jest taka łatwa.

Wtedy jednak dzieje się coś z twoją percepcją- przestajesz projektować swoje wewnętrzne stany na świat zewnętrzny, ani nie postrzegasz siebie jako przedłużenia świata. Wszystko po prostu jest jakie jest.

Podstawowym problemem każdego człowieka jest zaburzona relacja do świata. Albo dajemy mu za dużo znaczenia albo za mało. Innych ludzi postrzegamy przez nasze własne projekcje.

Po medytacji rozmawiałem łącznie 3 godziny ze znajomymi przez telefon. Były to bardzo szczere i emocjonalne rozmowy. W międzyczasie znowu usiadłem do medytacji i tym razem świat stał się ciekawy.

Każdy z nas żyje we własnym śnie. Mało kto postrzega świat takim, jaki jest. Warto więc zadbać o to, aby każdego dnia trochę się obudzić. Gdy zaczynamy się budzić to widzimy, że jedyną wartość w tym świecie ma drugi człowiek.

Nic Nie Zmieniać

Według badań przeciętny człowiek ma w ciągu dnia około 6200 myśli.

Gdy siadam do medytacji to co od razu zauważam to harmonia. Harmonia tego co się wydarza we mnie i naokoło. Wszystko zaczyna się dziać swoim rytmem, bez odrzucania ani przyciągania. Jest to niezwykle satysfakcjonujące doświadczenie. Nic nie trzeba zmieniać ani dodawać do tego, co się dzieje.

Medytacja to nic innego jak przebywanie z pełną przytomnością tu i teraz. Uwalniają się wtedy różne mechanizmy, które wewnątrz nas funkcjonują. Po prostu odpuszczamy schematy myślenia i odczuwania, wszystko zaczyna się dziać dużo swobodniej.

Jest to tak przyjemne, bo przestajemy odczuwać lęk czy zagrożenie z jakiejkolwiek strony. Przestrzeń i radość są od siebie nieoddzielne.

Przystań

Postanowiłem napisać dziś bardziej hermetyczny wpis, głównie dla osób, które posiadają doświadczenie medytacji.

Przez dwa ostatnie dni wprawdzie nic negatywnego nie czułem, ale nie czułem też szczęścia. Usiadłem więc dziś do medytacji z intencją, aby to zmienić. Zazwyczaj gdy się dobrze czuję, to czuję to na poziomie serca, więc standardowo skupiłem na tym obszarze swoją uwagę.

Ku mojemu zaskoczeniu niemal natychmiast zacząłem czuć błogość. Było to tak odmienne od tego, co czułem cały dzień, a jednocześnie tak przyjemne, że siedziałem przez godzinę i rozkoszowałem się tym uczuciem.

Serce według buddyzmu to umiejscowienie czakry odpowiadającej za świadomość. W momencie śmierci cała subtelna energia ciała skupiać się ma, według Tybetańskich mistrzów, w tym właśnie obszarze.

Z perspektywy tego doświadczenia wszystko inne, codzienne czynności czy aktywności wydają się jak cierpienie (podkreślam słowo „jak”, gdyż niekoniecznie nim są).

Słuchałem dziś wykładu mojego nauczyciela i opowiadał on o szczególnym doświadczeniu w jego życiu, gdy prawie stracił na minutę świadomość z powodu bardzo intensywnej błogości. Ten, kto doświadczy tego uczucia nie będzie w życiu pragnął niczego innego, tylko tego aby on i wszyscy inni mogli tego doświadczać.

Kontrolowanie Sytuacji, Kontrolowanie Siebie

Widziałem kiedyś zabawny obrazek w internecie. Mnich buddyjski siedzący w pozycji medytacyjnej mówił „spokojnie…nic nie jest pod kontrolą”.

Naturalną sytuacją dla przeciętnego człowieka jest chęć kontrolowania sytuacji. Nasze wszystkie wysiłki dążą do maksymalizacji przyjemnych bodźców i minimalizacji nieprzyjemnych. Chcemy kontrolować sytuację, dlatego nasze życie organizujemy w konkretny sposób. Jednocześnie rzadko kiedy zwracamy uwagę na kontrolowanie samych siebie. Jak pokazują statystyki ludzie raczej nie radzą sobie z kontrolowaniem diety, nałogów, rozrywki internetowej. Istnieje oczywiście szereg wspaniałych przykładów ludzi, którzy przez samodyscyplinę rzucili narkotyki, alkohol itd.

Od równo trzech miesięcy odchudzam się i przez ten okres schudłem 25 kilogramów. Od tygodnia również ograniczyłem palenie do 8 papierosów dziennie. Choć czasem nie jest prosto, to udowodniłem sobie, że siłą woli można mieć kontrolę nad sobą. Ta kontrola sięga jednak dalej niż pożywienie i nałogi. Reżim jaki można sobie narzucić odnosi się również do pracy, rozrywki, myśli, medytacji i tak dalej.

Wszystko co cenne wymaga czasu, wysiłku i wyrzeczeń. Warto jest ograniczać samego siebie w różnych aspektach aby coś osiągnąć, wie to każdy kto własną pracą do czegoś doszedł. Podobnie jest z medytacją, która jest reżimem jaki narzucamy sobie aby się czegoś nauczyć.

Paradoksalnie medytacja jest wysiłkiem i samoograniczaniem się w celu odkrycia, że nic nie jest pod kontrolą. Trzeba włożyć naprawdę sporo pracy aby doświadczyć świata, którego nie chcemy zmieniać, poprawiać, modelować według siebie. Medytacja i praktyka buddyjska jest raczej traceniem czegoś niż zyskiwaniem. Jest pracą z naszymi głębokimi nawykami odnośnie myślenia, doświadczania i działania.

Granica Pomiędzy Nami A Światem

Jednym z założeń buddyzmu jest twierdzenie, że podmiot, przedmiot i działanie są częścią tej samej całości. Innymi słowy te trzy rzeczy warunkują się wzajemnie i są w ciągłej relacji. Jest to odwrotnie skorelowane z tak zwanym „ego”, czyli poczuciem odrębności od reszty.

Ego sprawia, że czujemy się odrębni, wyizolowani od całej reszty. Buddyzm twierdzi, że jest to jedynie uporczywa iluzja.

Medytując często doświadcza się pozytywnych wrażeń takich jak spokój czy szczęście. Sądzę, że jest to powiązane z chwilowym otwarciem się na świat. Nie czynimy wtedy rozróżnienia na nas samych i świat, więc przepływ informacji jest niezakłócony.

Mam wrażenie, że dzięki tej praktyce można doświadczyć, że granica między nami a światem jest jedynie iluzoryczna. Zauważyłem, że błogość którą się wtedy odczuwa powstaje na styku myśli i percepcji. Nasze myśli są warunkowane przez to, co się aktualnie dzieje w większy sposób niż nam się może wydawać.

Nauka twierdzi, że większość naszych procesów myślowych jest niezależna od naszej woli- innymi słowy jest indukowana przez zewnętrzny świat. Świadczyć to może o ciągłym przepływie informacji pomiędzy wnętrzem i zewnętrzem a nasze poczucie odrębności sprawia jedynie, że tego nie doświadczamy.

Na pewno każdy z nas obserwował ludzi, którzy pozostają obojętni na przykład na nowe krajobrazy, sytuacje czy zdarzenia. Można to obserwować na przykład podczas podróży autobusem- ludzie są zajęci własnymi myślami nie zwracając uwagi na to co się dzieje wokół. Ta izolacja sprawia, że może czujemy się bezpiecznie wewnątrz naszego „ja” jednak powoduje ona, że nic nie doświadczamy.

Ego jest pułapką, którą sami zastawiamy na siebie. Jest ono źródłem cierpienia, bo stwarzamy dystans, który istnieje tylko w naszych głowach. Tak naprawdę nie istnieje żadna granica między nami, innymi ludźmi i światem.

Perspektywa Mrówki, Perspektywa Orła

Mój nauczyciel Lama Ole Nydahl powiedział kiedyś, że przeżywanie świata z perspektywy ego przypomina sytuację, jakbyśmy obserwowali świat z kibelka na podwórku.

Zapadło mi to w pamięć, bo często miałem wrażenie, że moja percepcja jest bardzo ograniczona.

Otwartość na świat jest limitowana przez nasze koncepcje, emocje, myśli i nawyki, które sprawiają, że jesteśmy skupieni często na pojedynczych zjawiskach i nasza percepcja jest bardzo zawężona.

Można to porównać do spektrum kolorów postrzeganych przez ludzkie oko. Zakres ten wyłapuje jedynie zawężone częstotliwości światła, podczas gdy liczba kolorów przekracza nasze wąskie postrzeganie.

Dziś podczas medytacji chyba odkryłem dlaczego czasami jest mi błogo- po prostu w momentach, gdy jestem otwarty na świat, to liczba bodźców jakie docierają do mnie jest tak duża, że powoduje to euforie.

Zdaję sobie sprawę, że zrozumienie tego wymaga nieco introspekcji, jednak każdy na pewno jest w stanie określić jak wiele zjawisk dociera do jego umysłu.

Cały czas świat wysyła do nas listy miłosne, że tak pozwolę sobie nieco pretensjonalnie to określić, jednak my po prostu tego nie dostrzegamy.

Otwarcie się na rzeczywistość skutkuje napływem ogromnej liczby pozytywnych wrażeń, takie mam przekonanie.

Era Bogów

Bill Gates, miliarder, który także działa na polu dobroczynności, zrobił kiedyś analizę stanu materialnego ludzkości. Na górze drabiny społecznej według niego znajduje się około miliard najbogatszych ludzi, którzy żyją we względnym dostatku. Mają samochody, pracę nie wymagającą wielkiego wysiłku, jeżdżą na wakacje i mają oszczędności.

Polacy jeszcze niedawno nie zaliczali się w większości do tej grupy, jednak przez ostatnie 30 lat standard życia poniósł się na tyle, że bieda w naszym kraju znacznie się zmniejszyła.

W buddyjskiej wizji świata istnieją istoty zwane bogami. Bogowie w poprzednich życiach nagromadzili dużo pozytywnej karmy i odrodzili się dzięki temu w niebiosach. Żyją oni w dostatku, nic im nigdy nie brakuje i zawsze są zadowoleni. Ich życie jest szczęśliwe i bardzo długie i nie wiedzą oni co to cierpienie. Ich karma jednak powoli się wyczerpuje i kiedyś muszą umrzeć. Śmierć boga, który jest przekonany o swojej nieśmiertelności i doskonałości, jest jedną z tragiczniejszych rzeczy w kosmosie. Po śmierci z powodu tego, że ich dobra karma się wyczerpała, odradzają się jako zwierzęta, głodne duchy bądź istoty piekielne.

Moim zdaniem podobny stan mentalny mają ludzie w krajach rozwiniętych. Mają oni do dyspozycji wiele sposobów na zapewnienie sobie dobrostanu. Telewizja, muzyka na żądanie, seriale, gry komputerowe, wielość różnego rodzaju jedzenia, alkohol, używki, podróże, duchowość light, ezoteryka,wszelkiego rodzaju hobby, wolny czas, to wszystko sprawia, że współczesny człowiek raczej nie cierpi i raczej się nie nudzi.

Jednocześnie spada w społeczeństwach rozwiniętych zainteresowanie religią. Ludziom jest po prostu tak dobrze, że nie muszą myśleć o tym co się stanie z nimi po śmierci.

Praktykuję medytację od 6 lat i prawie od razu zacząłem pisać o tym na portalach społecznościowych, bo było to odkrycie wspaniałe, które do dziś mnie fascynuje. Jednak jedynie dwóch kolegów poprosiło mnie o wprowadzenie do medytacji. Dwóch na pięćset osób.

Ludziom żyje się dobrze i moim zdaniem nie chcą zmieniać swojego stylu życia. Niestety jednak, podobnie jak w przypadku mitycznych bogów, dobra karma się kiedyś wyczerpuje i jeśli podczas życia nie pracowaliśmy z umysłem to w pewnym momencie zostajemy z pustymi rękami.

Ulga w Cierpieniu

Za kilka dni mija sześć lat od kiedy zacząłem regularnie codziennie medytować. Poza setkami godzin szczęścia, jakie mi medytacja dała, nauczyła mnie też kontrolować wewnętrzną energię w ciele do pewnego stopnia.

We wschodnich religiach mówi się o tak zwanym „wewnętrznym wietrze”, czyli niewidzialnej (i dotąd nie zbadanej) energii w ciele, która rozproszona jest po 84 tysiącach kanałów z jednym głównym kanałem wzdłuż kręgosłupa. Energia ta łączy świadomość z ciałem i ma wpływ zarówno na zdrowie psychiczne jak i fizyczne.

Z ideą tej energii wiąże się też pojęcie czakry. Jest ona centralnym punktem odpowiedzialnym za różne aktywności istoty żywej- mowę, ciało, energię życiową, umysł i tak dalej.

W medytacji nauczyłem się odczuwać bardzo silnie czakrę serca, która jest odpowiedzialna za umysł. Po prostu podczas tej praktyki czuje ciepło w tym obszarze czemu towarzyszą bardzo pozytywne emocje.

Dzięki praktyce nauczyłem się do pewnego stopnia stymulować ten obszar za pomocą woli także gdy nie medytuję. Po prostu skupiam tam uwagę i jakby napinam niewidzialny mięsień, który powoduje aktywację tej czakry właśnie.

Jest to o tyle pomocne, że w momencie, gdy odczuwam ból fizyczny, nie mogę zasnąć, jestem bardzo zmęczony bądź generalnie źle się czuję, to mogę w każdej chwili sprawić, że nie będą te rzeczy miały wpływu na moje emocje. Aktywacja serca powoduje, że w prawdzie ból czy zmęczenie nie mija, ale nie mają one wpływu na samopoczucie. Pobudzenie czakry serca wprawia bowiem w błogi nastrój.

Chciałbym, aby każdy mógł zastosować tę metodę dla własnego pożytku, jednak wiem, że może to być trudne bez wieloletniego treningu.

Reset Systemu

Podczas dzisiejszej praktyki wpadła mi do głowy pewna analogia. Nas samych można porównać do systemu operacyjnego, zaś cała nasza aktywność to programy i wątki, które pracują w obrębie wspomnianego systemu. Każdy, kto widział raz manager zadań komputera wie, że podczas normalnej pracy istnieje tam szereg procesów, które zajmują określoną ilość pamięci oraz określony czas procesora, procent jego aktywności.
Manager zadań pokazuje ile procent mocy komputera jest wykorzystywane, oraz to, że nawet obecnie niedziałające programy są w systemie uśpione.

Myślę, że jest to doskonała analogia ludzkiego umysłu- istnieje w nim szereg „programów”, aktywności, niektóre rozpoczęte 5 minut temu, niektóre wczoraj a niektóre nawet tydzień temu. Zajmują one naszą uwagę, naszą energię i choć niektóre są w uśpieniu to nadal na nas wpływają.

Niezwykłe jest to, że bardzo wielu ludzi funkcjonuje tak na co dzień. Ich umysły są ciągle aktywne i istnieje w ich umysłach szereg różnych procesów.

Praktyka medytacji jest jedyną mi znaną metodą na oczyszczenie systemu ze starych aktywności, czyli myśli, wrażeń i emocji. Polega ona po prostu na wyłączaniu ich, jeden za drugim, aż system pozostanie w pełni wolny od różnych działań. Dlatego można to nazwać „resetem systemu”.

Niemyślenie

Według Słownika Języka Polskiego myślenie oznacza :
-przetwarzanie informacji za pomocą umysłu
-przypuszczanie, zakładanie
-zamierzanie, planowanie
-pamiętanie

Wszystkie te aktywności są bardzo potrzebne w codziennym życiu, ale to nie oznacza, że są konieczne zawsze.

Zauważyłem, że moja medytacja opiera się w dużej mierze na niemyśleniu. Po prostu przestaje podążać za myślami, przestaje je tworzyć, przestaję analizować. Zamiast myślenia jest doświadczanie. Oczywiście myśli w jakiejś mierze są, ale ja ich nie tworzę, po prostu pojawiają się od czasu do czasu ale z dużo mniejszą częstotliwością niż normalnie.

Odpoczynek od aktywności mózgu działa na nas zbawiennie. Udowodniono, że nadmierna aktywność umysłowa prowadzi do szybszej śmierci z powodu starzenia się komórek nerwowych.

Gdy nie myślimy to zaczynamy doświadczać swobody, przestrzeni. Zaczynamy naprawdę odpoczywać.