Face Your Enemy

Wiele osób twierdzi, że naturalnym stanem człowieka jest szczęście. Nie wiem, co mówi na ten temat psychologia, ale moim zdaniem neutralnym stanem, w którym człowiek się znajduje jest napięcie. Czemu mam taką pesymistyczną wizję?

Po pierwsze z obserwacji innych ludzi- rzadko kiedy daje się zaobserwować, by ktoś po prostu nic nie robił, innymi słowy by cieszył się chwilą. Ludzie zazwyczaj czymś się zajmują, czymś zajmują swoją uwagę. Gdyby naturalnym stanem było dla człowieka szczęście to dużo częściej by delektował się po prostu tym uczuciem nic nie robiąc.

Napięcie towarzyszy każdemu człowiekowi. Z jego powodu wykonujemy szereg czynności i aktywności, aby go nie czuć. W wolnych chwilach zamiast po prostu delektować się chwilą to wolimy korzystać z komputera, komórki, telewizora, muzyki i tak dalej. Prawie nikt w wolnych chwilach nie siedzi i delektuje się mijającym czasem.

Jest to natura każdego człowieka. Fakt, że większość ludzi nie odczuwa tego napięcia spowodowany jest tym, że od zawsze tłumią te uczucie w sobie za pomocą różnych bodźców. Skąd jednak bierze się ten rys psychologiczny?

Przede wszystkim ten niepokój bierze się z życiowych doświadczeń- każdy z nas doświadcza wielu stresowych sytuacji, które pozostawiają w nas ślad. Takich trudnych sytuacji w życiu każdy miał tysiące i wszystkie one pozostawiają rys na psychice. Ludzie jednak nie są świadomi tego, że przykre doświadczenia pozostają z nimi na dłużej i nic z tym nie robią, dlatego też niepokój coraz bardziej kumuluje się w nich.

Te napięcie jest w nas ciągle obecne, nawet wtedy, gdy jesteśmy czymś zajęci. Gdy coś robimy jednak, to wtedy go nie czujemy, uczucie to powraca jednak im bardziej staramy się je zagłuszyć. Dlatego ważnym jest aby oczyszczać swoją podświadomość z takich złogów emocjonalnych.

Redukcja Wewnętrznego Napięcia

Zanim usiądę do medytacji jestem jak rozbita szklanka. Gdy tylko zacznę medytować jest ona znowu cała. Wszystkie części szklanki się schodzą razem i mogę widzieć przejrzyście, myśleć jasno, być ugruntowana w rzeczywistości i naładowana energią.

Cameron Diaz

Postanowiłem dzisiaj przybliżyć trochę ważny fragment mojego życia jakim jest medytacja. Moi znajomi na pewno słyszeli o tym ode mnie wiele razy, ale nigdy nie dzieliłem się tym w ten sposób, więc proszę nie przerywajcie czytać.
Wiele osób spośród buddystów często tłumaczyło mi, że medytacja nie służy temu, żeby poczuć się lepiej, lecz aby ujrzeć własne ego i być tu i teraz. Zrozumiałem to dopiero niedawno, kiedy słuchając nauczyciela Zen doszedłem do wniosku, że nie ważne, czy medytacja jest dobra czy zła, ważne aby przyglądać się temu, co się wtedy dzieje, podobnie do psychoterapii, która czasem jest bolesna.
Mimo wszystko jednak z mojej perspektywy medytacja jest metodą ulgi w cierpieniu. Używam określenia cierpienie świadomie, choć nie chodzi tu o jakiś szczególnie nasilony ból psychiczny, a o napięcie i niewygodę.
Napięcie i niewygoda wewnętrzna, choć z pozoru nie są uważane za zbytnio istotne, to towarzyszą mi najczęściej spośród wszystkich dolegliwości. Sądzę, że nie tylko mi i wydaje mi się, że jest to uniwersalna cecha ludzi, że przeżywają taką formę „małego stresu” dość często.
Chciałbym pokrótce scharakteryzować co mam na myśli.
Chodzi tu o wewnętrzne poczucie nie-spokoju, poruszenia, rozbiegania, które także objawia się w ciele jako napięte mięśnie. Powoduje ono, że nasze myśli są rozbiegane, nasze emocje niespokojne i czujemy wtedy zazwyczaj szereg uczuć, które trudno zdefiniować.
Nie jest to jednak silne wrażenie, raczej coś, co towarzyszy nam „w tle” naszego codziennego funkcjonowania, czego zazwyczaj nawet może i nie zauważamy.
Te wrażenie mentalno-fizyczne prowokuje nas często do szukania sposobów na poprawę naszego stanu. Jest wiele sposobów na to, łącznie z śmiechem i żartowaniem, które to są często objawem wewnętrznego napięcia (choć oczywiście nie muszą być tego zwiastunem zawsze).

Wiele osób, które po raz pierwszy siada do medytacji ma wrażenie jakby nagle w ich głowach pojawiło się stado szerszeni. Uświadamiają sobie, jak rozbiegane są ich myśli i uczucia i jak jest ich dużo. Moim zdaniem jest to objaw wewnętrznego napięcia właśnie.

Podkreśliłem wcześniej czym z zasady jest medytacja, chciałbym teraz napisać czym jest ona dla mnie.
Jest ona dla mnie sposobem na poradzenie sobie z wewnętrznym niepokojem i niezadowoleniem. Może to niezbyt kanoniczne co powiem, ale bardzo mi ona w tym pomaga. Gdy siadam na poduszce medytacyjnej i staram się wszystkiemu we mnie znaleźć swoje miejsce to naturalnie pojawia się we mnie błogość. Uświadamiam sobie wtedy jak wiele wewnętrznego niepokoju działało w „tle”, niczym uśpione programy w komputerze czy komórce, i jak bardzo angażowało to moje zasoby.

Warto zaznaczyć, że uczucia o których mówię nie muszą być dla każdego oczywiste- tak długo bowiem przeżywamy wewnętrzne napięcie, że nauczyliśmy się z nim żyć. Mamy setki sposobów na neutralizowanie tego, jednym z najbardziej czytelnych jest chociażby korzystanie z telefonu komórkowego- gdy jedzie się autobusem czy metrem to widać jak wiele osób to robi. Moja znajoma fryzjerka mówiła mi, że większość jej klientów korzysta z komórki nawet podczas strzyżenia!

Jako podsumowanie chciałbym powiedzieć, że medytacja pozwoliła mi na stawienie czoła tym trudnym emocjom o których mówię. Staram się już od nich nie uciekać, nie reagować impulsywnie na nie, nie dać im podświadomie kierować swoim życiem. Staram się stawić im czoła.