Po Drugiej Stronie Pragnień

Pragnienia sprawiają, że widzimy tylko to, czego pragniemy. Ludzie są zazwyczaj bardzo zajęci- jest to również forma pragnienia, choć bardziej użyteczna. Pragniemy załatwić sprawy na mieście, zdążyć do pracy, zrobić zakupy, odebrać dziecko z przedszkola. Jeśli by się przyjrzeć ludziom na ulicy, to wszyscy oni są kierowani jakimiś pragnieniami.

Pragnienia mają to do siebie, że zawężają percepcję. Wydaje nam się, że postrzegamy świat rzeczywisty, ale tak naprawdę widzimy tylko swój zabiegany umysł.

Nasze pragnienia trwają od zawsze- jest ich wiele i jedne zastępują drugie. Praktycznie nie znamy życia bez nich. Co się jednak dzieje, gdy nagle uwolnimy się od nich na chwilę? Wtedy świat zmienia się diametralnie. Nie jest to przenośnia- rzeczywistość naprawdę staje się inna.

Świat obserwowany bez pośpiechu i bez ciągłej gonitwy jest miejscem zupełnie innym. Jest prawdziwszy, spokojny, dostojny, niespieszny, wielowymiarowy, wymowny, niezwykły i wreszcie na końcu – RZECZYWISTY- przestaje on być tak niewyraźny i nieznaczący jak zazwyczaj.

Niczego Nie Zmieniać

Zasadą medytacji Zen jest przebywanie w tym, co się wydarza, niezależnie od tego, czy jest to przyjemne czy nieprzyjemne.

Każda istota pragnie przeżywać szczęście i unikać cierpienia. Widać to po zachowaniu wszystkich zwierząt ale i ludzi. Niestety te pragnienie, choć samo w sobie jest raczej czymś pozytywnym, prowadzi często do przesady- widać to po statystykach uzależnień oraz otyłości. Otyłych ludzi jest obecnie więcej na świecie niż ludzi głodujących.

Ta tendencja do podążania za przyjemnością jest de facto czymś, co powoduje, że stajemy się zależni od źródeł tych przyjemności. Ten stan ciągłego pragnienia sprawia również, że gdy przychodzi trudny okres wtedy cierpimy dużo bardziej niż wymagałaby sytuacja- po prostu przywiązanie do zadowolenia powoduje, że jesteśmy rozpieszczeni.

Postawa „lubię- nie lubię” jest podstawą naszej tożsamości- wydaje się nam, że rzeczy, których pragniemy i rzeczy, których chcemy uniknąć konstytuują nas jako niezależną jednostkę. W gruncie rzeczy to tak, jakby niewolnicy różnili się od siebie kolorem kajdan.

Zazwyczaj gdy przeżywamy miłe chwile, to pragniemy aby trwały one jak najdłużej, a gdy przychodzi czas chwil niemiłych to chcemy je tylko przeczekać z nadzieją na lepsze momenty. W ten sposób nigdy nie przebywamy tu i teraz- ten czas „teraz” jest ciągle zmienny i zawiera w sobie zarówno dobre jak i złe momenty. Nasze pragnienia przysłaniają nam rzeczywistość, tak, że nie postrzegamy rzeczywistości a jedynie własne sny o szczęściu.

Duże Dzieci

Kiedyś na moje pytanie odnośnie praktyki medytacji buddyzmu przez dzieci jeden z głównych nauczycieli mojej szkoły buddyzmu, Karol Ślęczek, odpowiedział, że ludzie są jak dzieci. Zapadło mi to w pamięć.

Dziś mam wrażenie, że rzeczywiście mógł on mieć sporo racji.

Jeśli by się zastanowić czego człowiek uczy się w ciągu życia, to pewnie oprócz wielu praktycznych umiejętności, kilku języków, bagażu doświadczeń, to niewiele byśmy mogli wskazać ponad to. Przede wszystkim człowiek nie zmienia swojego charakteru zbytnio w ciągu całego życia, o tym wiemy wszyscy.

Chciałbym tutaj poruszyć pewien aspekt nas samych, który również nie ulega zmianie. Jest to przywiązanie do zewnętrznych źródeł stymulacji.

Małe dzieci, podobnie jak małe zwierzęta, mają potrzebę czerpania przyjemności ze świata naokoło nich. Ciągle coś przykuwa ich uwagę, ciągle zmienia się obiekt ich zainteresowania. Jeśli przez dłuższy czas brakuje w ich otoczeniu atrakcyjnych bodźców, to dzieci zaczynają czuć się źle. Śmiem twierdzić, że jest to cecha, która nie znika wraz z dorastaniem i cecha ta pozostaje z nami aż do śmierci.

Przez całe swoje życie pozostajemy takimi małymi dziećmi, które poszukują ciągle błyskotek i zabawek, jeśli ich brakuje to szukamy nowych, a jeśli nie możemy ich znaleźć to czujemy się źle. Dotyczy to wszystkich aspektów naszego życia- pracy, rozrywki, odpoczynku, obowiązków. W rzeczy samej ciągle jesteśmy nienasyceni i ciągle poszukujemy sposobów na nasycenie tego głodu wrażeń. Jest to jednocześnie najbardziej istotna cecha która nas określa- nie to jak wyglądamy, jaką mamy pracę, ile sukcesów na koncie czy ile pieniędzy w banku. Najbardziej określa nas zdolność do bycia zależnym od zewnętrznych źródeł satysfakcji i fakt, że ta potrzeba nie zmienia się w ciągu całego życia pokazuje jak niewiele człowiek uczy się przez swoje życie.

Mniej Znaczy Więcej

Zazwyczaj wydaje nam się, że im więcej zdobędziemy wrażeń, im więcej zrealizujemy marzeń, im bardziej nasycimy nasze pragnienia, tym będziemy szczęśliwsi. Takie podejście niekoniecznie jednak musi do tego prowadzić.

Jeden z nauczycieli buddyjskich powiedział kiedyś, że podążanie za pragnieniami jest jak zlizywanie miodu z ostrza noża- choć na krótką metę czujemy słodycz to tak naprawdę ranimy sobie tylko język im bardziej staramy się nasycić smakiem.

Jesteśmy zależni od dziesiątek źródeł małych przyjemności, w ten sposób zawsze pod ręką mamy sposób na poprawę nastroju- muzyką, słodyczami, komórką. Nikt nas nie nauczył, że pozwalanie sobie na małe przyjemności może prowadzić do czegoś złego.

Lao Tsy powiedział, że umysł, który pragnie postrzega tylko obiekt pożądania, podczas gdy umysł, który nie pragnie postrzega wszystko inne. Jest w tym dużo prawdy. Mechanizm uzależnienia jest obecny w każdym z nas pod dziesiątkami różnych przyzwyczajeń. Uzależnienie ma taką dynamikę, że przez większość czasu jesteśmy niespokojni, myślimy jak zaspokoić potrzebę. Gdy zaspokoimy pragnienie na chwilę czujemy się szczęśliwi, jednak niedługo potem znów czujemy niepokój. Sprzedajemy spokój umysłu za bardzo krótkie chwile szczęścia. Działa to w przypadku tytoniu, jedzenia, telewizji,komórki i tak dalej.

Jedyną szansą dla człowieka, jeśli chce się rozwinąć wewnętrznie i stać się wolnym, jest samoograniczanie się. Nie ma innej drogi do szczęścia. Budda powiedział, że źródłem wszelkiego cierpienia jest pragnienie. Im mniej pragnień tym mniej cierpienia i więcej satysfakcji w naszym życiu. Istnieją w prawdzie ścieżki duchowe, które opierają się na podążaniu za pragnieniami, jednak nie rozumiem tych ścieżek, także nie będę o tym pisał.

Przywiązanie

Jakiś czas temu zrezygnowałem z udzielania się na Facebooku. Szybko jednak znalazłem inny sposób spędzania czasu- zacząłem publikować więcej filmów na moich kanałach na YouTube oraz zacząłem bardziej przykładać się do swojej strony z nowościami z branży gier.

Wydawało mi się, że uwolniłem się od gonienia za lajkami podczas gdy wpadłem w tę samą pułapkę- śledzenie popularności moich działań w internecie.

Potrafiłem kilkadziesiąt razy dziennie sprawdzać ilość wejść na moją stronę oraz na filmy na YT.

Okazuje się, że moje pragnienie bycia zauważonym, docenionym i lubianym wcale się nie zmniejszyło po wycofaniu z Fb. Dzięki zmianie środowiska byłem jednak w stanie zauważyć jak dużo mam w sobie potrzeby poklasku.

W takich momentach można dobrze zaobserwować swój umysł. Każdy z nas ma różne formy emocji w sobie, które kształtują to kim jest. W moim przypadku potrzeba bycia zauważonym determinuje wiele moich działań.

Dziś zrozumiałem bezsens tych moich starań. Wiem, że wynika to z deficytów z dzieciństwa, ale sprawia to też, że moje emocje są płytkie. Proces wychodzenia z tego przywiązania będzie pewnie długi, ale powoli zaczynam odczuwać wolność od tego.

Gdybyśmy tylko nie brali pod uwagę tego, co ludzie o nas myślą, stalibyśmy się niezwykle wolni

Dzongsar Khyentse Rinpoche

Ciągle Więcej

Czytałem ostatnio słowa pewnego mistrza buddyjskiego, w których mówił on o cierpieniu. Zaznaczał, że na co dzień pewnie myślimy o sobie, że nie cierpimy, mamy dom, pracę, jedzenie, ale powiedział też, że tak naprawdę rzadko jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani. Naszym przekleństwem jest chęć czegoś więcej- więcej pieniędzy, więcej uwagi, więcej seksu, więcej lajków itd.
Zauważam u siebie, że ciągle pragnę więcej. Bardzo często zdarza mi się myśleć, że mój aktualny stan jest niewystarczający. A to z kolei odrywa mnie od tu i teraz.

Medytacja pozwala spocząć w tym, co jest. Bez lęków, bez oczekiwań. Uczy ona doceniania chwili obecnej. W medytacji już nie pragnę. I wiecie co? Czuję się z tym wtedy bardzo dobrze.

Czasem udaje mi się wyrwać z tej pętli myślowej pragnienia. Wtedy wszystko staje się prezentem.

Plusy Ograniczania Przyjemności

Od kilku lat mam osobiste postanowienie, aby nie podążać za pragnieniami. Świadomie nie szukam fizycznych bądź psychologicznych pragnień, gdy coś mnie zaczyna cieszyć przez dłuższy czas to zazwyczaj się z tego wycofuję.

Dotyczy to rozrywek typu smaczne jedzenie,filmy, książki, muzyka czy internet. Świadomie redukuję ich konsumpcję, ponieważ postanowiłem, że nie będę cieszył się przyziemnymi rozrywkami. Świadomie wybrałem drogę ograniczania cieszenia się ze zwyczajowych rozrywek, opierania swojego szczęścia na bardzo podstawowych bodźcach.

Dotyczy to również myśli na swój temat- kiedykolwiek przychodzą myśli na temat własnej wyjątkowości, szczególności, mojej wielkości, wtedy ucinam taką myśl i nie podążam za nią.

Ktoś może się spytać: ale po co to wszystko? po co się ograniczać? Odpowiedź brzmi: ograniczenie tego, co potrzebujemy do szczęścia powoduje, że zaczynamy zauważać drobne rzeczy w naszym życiu. Jeśli nasze szczęście nie opiera się na silnych, wyraźnych bodźcach to zaczynają nas cieszyć niuanse, małe zjawiska. Życie staje się niezwykłe, bo odkrywamy, że co chwilę w naszym życiu dzieją się małe cuda, a cały świat- kolor ścian, kształty drzew, solidność chodnika, uśmiech młodzieży, to wszystko jest po prostu niezwykłe.