Świadomość zbiorowa

Biskup Andrzej Długosz, ten sam, który tłumaczył dzieciom jaki to dobry rząd PiSu mamy teraz, ostatnio podczas modlitwy na Jasnej Górze porównał ministra zdrowia oraz premiera do ewangelistów, którzy kontynuują przekaz Jezusa:
https://www.youtube.com/watch?v=5mN70rS-0_U
Zadziwiające, że hierarchowie Kościoła tak bratają się z władzą, jednak jeśli spojrzeć na religię w szerszej perspektywie to już to tak nie dziwi.
Jezus i Budda dokonali w swoich środowiskach rewolucji. Rewolucja w obu przypadkach wyglądała podobnie- w przypadku Buddy było to hasło o tym, że niezależnie od kasty w której ktoś się urodził, to każdy ma takie same zdolności do wyzwolenia i to od jego własnego wysiłku a nie od kasty zależy, czy się wyzwoli. Nauka zaś Jezusa mówiła o tym, że niewolnicy i ludzie biedni są tak samo kochani przez Boga, że mają szansę na zbawienie tak samo jak bogaci. Inną sprawą jest to, czy te poglądy należały rzeczywiście do tych nauczycieli, czy zostały im przypisane przez ich następców.
W każdym przekaz tych dwóch nowych religii (nie znam się na Islamie, ale podejrzewam, że było tam podobnie) tworzył nową wspólnotę między ludźmi- wspólnotę w której nie liczyło się, czy jest się biednym czy bogatym, co było atrakcyjne szczególnie dla wykluczonych.
Następnie grupy te zyskiwały na poparciu i ostatecznie zdobyły poparcie władzy.
Nastąpiło coś niebywałego- nowa grupa społeczna przejęła władze w danym kraju. Grupa oparta na wzajemnej solidarności i wsparciu współwyznawców. W ten sposób religie zmieniły się w grupę ludzi, którzy widzą zbawienie tylko we własnych szeregach i dawały konkretne wsparcie dla tych, którzy do nich przystąpią. W tym sensie religie nie różniły się wcale od współczesnych partii politycznych.
Dynamika i sens obu tych typów ruchów społecznych są bowiem takie same. Ostatecznie chodzi aby będąc częścią grupy działać na jej rzecz i dzięki temu uzyskać wymierne profity.
Jakiś czas temu na Facebooku powstała grupa „Buddyjska Kooperacja/oferty pracy, współpracy i wsparcia”, gdzie należy prawie tysiąc osób, co dobrze obrazuje wspomniany trend.
Z tej perspektywy nie dziwi zabieganie religii o względy rządzących, ambicją bowiem każdej religii wspieranie własnych członków.

Dlaczego Się Nie Rozumiemy

Mam kilka refleksji po dzisiejszym słuchaniu nowej polskiej muzyki Reggae. Młodzi wykonawcy, nierzadko dwa razy młodsi niż ja, śpiewają o miłości, pokoju oraz o tym, że jeśli się chce to można sięgnąć gwiazd. Ich muzyka jest przesycona pozytywnym przekazem i co rzuciło mi się w oczy- bardzo skoncentrowana na przyziemnych problemach i wyzwaniach.

Muszę przyznać, że z codziennymi problemami radzę sobie średnio- prace, które wykonywałem powodowały u mnie duży stres i miałem średnie wyniki. Teraz pracuję „na swoim” ale zarabiam stosunkowo niewiele. Nie mam prawa jazdy. Nie mam dziewczyny ani żony, nie mówiąc o dzieciach.
Jednak mimo wszystko uważam się za człowieka sukcesu i sądzę, że moje życie jest udane. W jednej z poprzednich prac na „do widzenia” dostałem lekcje pokory, kiedy szef wyrzucił mi, że w życiu nic nie osiągnąłem w porównaniu do kierownika. To prawda, jednak ja widzę wartość w czymś innym niż „światowy” sukces.

Ludzie zazwyczaj mają tendencje do bardzo konkretnego, przyziemnego postrzegania rzeczywistości. Widzą problemy z mężem, żoną, stres w pracy, kredyt na dom, chorobę matki, podwyżkę w pracy, stłuczkę samochodu.
To wszystko jest ważne i nie można od tego uciec, ale mam wrażenie, że postrzeganie rzeczywistości tylko z perspektywy codzienności to ograniczone nieco spojrzenie.

Taka postawa, którą dzieli większość ludzi wiąże się w moim odczuciu z przekonania, że światowe sukcesy są czymś co przynosi szczęście. Prawie każdy człowiek uważa, że znalezienie wymarzonej pracy, pięknej żony, sukces sportowy czy zgrane grono przyjaciół to gwarant szczęścia. Ludzie nie znają alternatywy dla tego i co więcej- wcale nie chcą jej znać.

Podążanie za osobistym sukcesem i własnymi przekonaniami jest tak absorbujące, że każda inna perspektywa jest absurdalna.

Tymczasem wszystko to, za czym ludzie gonią, to co ma dać szczęście, daje zadowolenie tylko uwarunkowane, chwilowe. Tak naprawdę ludzie od zawsze gonią za niejasnymi celami, a mimo to ludzie nadal cierpią na tej planecie, może nawet bardziej niż kiedyś.

Sądzę, że jest to główną przyczyną dla której ludzie mnie nie rozumieją. Ludzie nie są w stanie po prostu pojąć, że szczęście może płynąć na przykład z medytacji, czyli przebywania sam na sam ze sobą. Jestem człowiekiem, który łatwo patrzy na całość zjawiska mniej zaś na detale, przez co w życiu może nie najlepiej sobie radzę, ale z drugiej strony widzę
chwiejność „światowego” szczęścia bez odniesienia do prawdy absolutnej.