Dlaczego Przestałem Być Ekstrawertykiem

Tytuł wpisu jest dość prowokacyjny, ale sądzę, że dobrze oddaje to, co chciałbym tutaj napisać. Od młodości w sytuacjach towarzyskich, gdzie był obecny alkohol często starałem się być duszą towarzystwa. Byłem głośny, wylewny, rozmawiałem z każdym na imprezie. Oczywiście ta otwartość była w dużej mierze spowodowana alkoholem i czasem marihuaną. Od jakiegoś czasu jednak coś się w moim życiu zmieniło.

Dziś mam trochę inne podejście do kontaktów międzyludzkich. Zauważyłem, że bycie ekstrawertycznym w moim przypadku wiązało się z dużym „wykorzystaniem” energii, pewnym niepokojem. Aby być hałaśliwym, ciągle żartować i być energicznym w towarzystwie trzeba w gruncie rzeczy włożyć w to dużo wysiłku.

Ten wydatek energetyczny spowodowany jest moim zdaniem pewnym niepokojem, który potrzebuje znaleźć ujście w życiu człowieka. Gdy ktoś jest niespokojny na co dzień to automatycznie musi zrekompensować to energicznym zachowaniem często połączonym z alkoholem. Jeśli zachowujemy spokój we własnych emocjach to automatycznie znika potrzeba tak dużej ekspresji siebie.

Ten balans sprawia, że postrzega się głośne zachowanie znajomych jako coś zupełnie nienaturalnego- naturalne dla człowieka jest raczej zachowanie harmonii emocjonalnej i fizycznej bez rozchwiania psychicznego.

Osobiście widzę jak wiele energii wkładamy w odnalezienie się w grupie, jak bardzo zmieniamy się, gdy tylko jesteśmy wśród innych. Tylko po co? Czemu ma to służyć? Czy nie lepiej jest po prostu pozostać sobą?