Lifehack

Naszła mnie dzisiaj pewna refleksja podczas medytacji. Czasem zdarza mi się, że coś mnie trapi, czuję się nieswojo, błądzę w umyśle. Jest to stan, w którym po prostu coś jest nie tak, nie jest tak, jakbym chciał. Miałem dziś myśl, że właściwie ciągle utożsamiamy się ze zjawiskami, które nas otaczają. Ścigamy jedne doświadczenia i unikamy od innych.

Buddyzm naucza, że przed doświadczeniami istnieje coś jeszcze. Przed jakimkolwiek doświadczeniem czy to zmysłowym czy umysłowym istnieje przeżywający. Jesteśmy bardzo przywiązani do zjawisk przyjemnych, ale gdy przychodzą te trudne to cierpimy. Dzieje się z powodu przywiązania a nie dlatego, że przykre zjawiska są jakieś rzeczywiście złe. Jesteśmy nawykowo przywiązani do zjawisk i nie widzimy przeżywającego.

Myślę, że istnieje jedna rzecz, która może pomóc w przeżywaniu przykrych rzeczy. Można po prostu uświadomić sobie, że trudna myśl, uczucie czy czucie jest tylko zjawiskiem rozgrywającym się w świadomości. Jesteśmy czymś więcej niż zjawiskami- jesteśmy przestrzenią w której wszystko się wydarza. Takie podejście przy odrobinie zdrowego rozsądku może być niezwykle wyzwalające- problemy stają się podobne do snu, przestają być realne. Przykre uczucie, przykra myśl to tylko zjawisko, jeśli sobie to uświadomimy to możemy obserwować jak po prostu znika.