Klucz

Jeśli zrozumiesz to, co napisałem poniżej możesz zaoszczędzić sobie bardzo dużo wysiłku w przyszłych latach… zanim skrytykujesz to zastanów się, czy rzeczywiście jest to takie głupie na jakie wygląda.
Przed laty obrałem ścieżkę trochę mnisią zupełnie świadomie, ponieważ chciałem poznać mechanizm, który leży u podstaw ludzkiego szczęścia. Zawsze interesowały mnie trwałe a nie doraźne rozwiązania i przypuszczałem, że również ludzkie szczęście może mieć takie podstawy. Z tego też powodu nie wybrałem ścieżki kariery ani życia rodzinnego, po prostu chciałem sprawdzić na sobie różne teorie na temat szczęścia i dojść do własnych wniosków.
Po kilkunastu latach takich starań myślę, że doszedłem do jednej konkluzji- to nie świat generuje szczęście, ale to szczęście lub jego brak generują świat.Powyżej napisałem uwagę, że ten wpis może zaoszczędzić ci masę wysiłku. Sądzę, że tak jest. Zazwyczaj postrzegamy szczęście jako coś, co się zdobywa, na co trzeba zasłużyć bądź zapracować. Z moich doświadczeń wynika, że takie podejście do życia powoduje tylko wiele niepotrzebnych działań, które przynoszą bardzo ograniczone rezultaty.Szczęście w moim rozumieniu bierze się z bycia tu i teraz- powie to wam każdy mistrz duchowy. Poprzez świadome życie oraz praktykę można dość do stanu w którym chwila obecna jest już tak absorbująca, że znika potrzeba sięgania myślą w przeszłość i przyszłość. Jest bardzo wiele różnych metod wskazujących na ten stan i prowadzących do niego, ale sądzę, że istotą tego stanu jest to, że szczęście jest przyczyną istnienia świata a nie świat jest przyczyną szczęścia. To, co się wydarza ma znaczenie zupełnie drugorzędne w stosunku do umysłu. Buddyzm uczy, że umysł wyprzedza wszelkie zjawiska i jest od nich o wiele ważniejszy. Podobnie jest ze szczęściem, które jest nierozdzielne od umysłu- odczuwamy radość i błogość nie dlatego, że coś poza nami to w nas wzbudza, ale dlatego, że w danej chwili otwieramy się na tu i teraz, na umysł, który zawsze z nami jest.Szczęście jest więc bezprzyczynowe i jako takie jest ono sto razy ważniejsze od zjawisk zewnętrznych. XVI Karmapa, wielki mistrz medytacji powiedział kiedyś „nic się nie wydarza”. Z poziomu absolutnego umysłu nic nie przychodzi ani nie odchodzi, nic się tak naprawdę nie zmienia. Z tego poziomu można przeżywać wszystko jako pełne radości.

Promieniowanie Tła

Buddyjscy nauczyciele często porównują umysł do oceanu a zjawiska i wydarzenia do fal na tym oceanie. Zazwyczaj jest tak, że utożsamiamy się z samymi falami kupując wszystkie dołki i górki jakie serwuje nam życie, innymi słowy angażując się we wszystko, co się wydarza jako jedyną rzeczywistość. Buddyzm mówi coś zupełnie odwrotnego- świat i wszystkie wydarzenia są jak sen i iluzja, a nasz umysł jest milion razy ważniejszy od tego co się akurat wydarza.

Trudno jest temu zaufać jeśli właśnie straciliśmy pracę i mamy kredyt do spłacenia, albo ktoś z bliskich śmiertelnie zachorował, jednak nie tylko w takich skrajnych sytuacjach jest to dla ludzi niezrozumiałe, a to z tego powodu, że umysł jest jak oko- potrafi widzieć wszystko dookoła, lecz nie potrafi zobaczyć sam siebie.

Dostrzeżenie samego umysłu oznacza, że zaczynamy doświadczać szczęścia i błogości niezależnie od tego, co się akurat wydarza. Radość staje się niczym promieniowanie w okolicy reaktora jądrowego, po prostu przenika każde doświadczenie.

Z punktu widzenia buddyzmu istnieją trzy prawdziwe emocje- radość, nieustraszoność i aktywne współczucie. Doświadczanie umysłu daje pewność, że cokolwiek by się nie działo, to zawsze wewnątrz nas będzie spokój i szczęście, co czyni nas nieustraszonymi- nie boimy się po prostu tego, co może przynieść przyszłość. Piszę to trochę z własnego doświadczenia a trochę ponieważ wierzę, że tak jest. Sam doświadczam tego „promieniowania tła” dość często i w pewnym momencie człowiek uświadamia sobie, że doświadczenie umysłu jest rzeczywiście dużo ważniejsze niż najwspanialsze nawet fale na jego powierzchni.

Diamentowe Okulary

Dzisiaj podczas prasowania naszedł mnie jakiś szczególny nastrój, jakbym był kimś szlachetnym. Zacząłem ze zdziwieniem przyglądać się wszystkiemu wokół i również podczas drogi do sklepu ten szczególny sposób percepcji mnie nie opuszczał. Było to jakby wszystko nabrało wielkiej szlachetności i wyjątkowości, rzeczy i ludzie błyszczeli jak złoto czy diamenty.

Wielokrotnie przekonałem się o tym, że nasz własny nastrój ma wpływ na to, jak postrzegamy świat. Dzisiejsza przygoda tylko ugruntowała mnie w tym przekonaniu, że świat skrywa przed nami swoje sekrety i czeka, aż będziemy w odpowiednim stanie umysłu aby to odkryć.

Ssanie

Pierwszą zasadą buddyzmu jest podstawowa prawda o tym, że wszystkie istoty pragną szczęścia i chcą uniknąć cierpienia. Nie ma ani jednej istoty, która byłaby wolna od tych dążeń. Jeśli przyjrzymy się działaniom zarówno ludzi jak i zwierząt to można zauważyć tę regułę w działaniu niemalże w każdym momencie- prawie wszystko jest temu podporządkowane, włącznie z naszymi planami, marzeniami i aktywnościami.

Mówi się również, że ludzie zachowują się dokładnie tak, jak się w danej chwili czują oraz robią to, co robią ponieważ w ten sposób chcą osiągnąć satysfakcję. Nawet postępując źle zazwyczaj motywuje nas potrzeba szczęścia- na przykład jeśli krzywdzimy słownie innych to wynika to na przykład z potrzeby odreagowania stresu.

Inną myślą buddyjską jest prawda o tym, że zazwyczaj działamy z potrzeby szczęścia, ale nasze działania przynoszą nam szkodę. Jest to obserwacja o naturze ludzkiej egzystencji- nie znamy sytuacji, w jakiej się znajdujemy i pragniemy zazwyczaj tego, co tylko na krótką metę przynosi nam pożytek a w dłuższej perspektywie przynosi tylko kłopoty. Widać to na przykładzie negatywnych działań wobec innych, uzależnień, egoizmu. Moim zdaniem jednak najbardziej powszechne jest to jednak w obszarze pragnień.

Istoty ludzkie mają zazwyczaj pragnienie stanu szczęśliwości większego, niż tego, w którym się obecnie znajdują- zarówno biedne dzieci w Indonezji jak i bogacz z Nowego Jorku, wszyscy podlegają temu prawu. Bardzo rzadko można spotkać kogoś, kto nie pragnie więcej, niż ma, nie pragnie czuć się lepiej, niż się czuje. Jest to podstawą ludzkich pragnień, tego specyficznego „ssania”, które sprawia, że ciągle szukamy źródeł satysfakcji. Źródła te są zazwyczaj materialne, ale bywają również mentalne, jako satysfakcjonujące myśli. Ludzie nie dostrzegają zazwyczaj jednego: ich pragnienia nie mają początku i końca- od zawsze ludzie pragną czegoś i nie zmienia się to przez całe życie, jednak nie znają oni innej drogi jak tylko ta, więc sądzą, że jest to jedyny sposób życia.

Budda twierdził, że źródłem cierpienia jest przywiązanie, poszukiwanie szczęścia tam, gdzie się go nie znajdzie. Zalecał on praktykę między innymi medytacji, dzięki której można odkryć, że sam umysł jest źródłem całego szczęścia. Umysł, czyli nasza własna natura. Dlatego też mówi się, że umysł jest ostatecznym schronieniem- stanowi on źródło oparcia, źródło prawdziwego szczęścia. Szukając szczęścia poza nim znajduje się tylko rozczarowanie.

Uzależnienia

Chciałbym kolejny raz napisać coś o mechanizmie uzależnienia. Ostatnim razem pisałem o tym, że właściwie wszystko, co sprawia nam przyjemność może być źródłem uzależnienia właśnie- telewizja, internet, książki, jedzenie i tak dalej. Dzisiaj chciałbym przyjrzeć się głębiej temu problemowi.

Tak się składa, że mamy w domu małe kotki. Jak każde małe zwierzę, także i one mają w sobie dużo energii- ciągle biegają, ciągle coś przyciąga ich uwagę. Obserwując te zwierzęta można dojść do wniosku, że potrzebują one ciągle nowych bodźców i jeśli ich brakuje to szukają ich same. Prawie nigdy nie są w stanie ograniczenia ilości wrażeń zmysłowych. Ich umysły nie są samowystarczalne i do szczęścia ciągle potrzebują czegoś z zewnątrz.

Sądzę, że podobnie jest z ludźmi. Ludzie posiadają szereg „polepszaczy” nastroju, na przykład papierosy, alkohol, przekąski, czipsy ale i muzykę, internet a skończywszy na własnych myślach. Nawet myśli mogą być uzależniające. Schemat jest bardzo prosty- człowiek wędruje myślami i w ten sposób odcina się od rzeczywistości na rzecz fantazji. W swojej głowie jest w stanie przeżywać różne zdarzenia i emocje, kreować fikcyjne sytuacje. Wbrew pozorom takie uciekanie w myśli jest czymś powszechnym- wystarczy udać się do jakiejś poczekalni lub przejechać się zatłoczonym autobusem. Przejaskrawieniem tej tendencji do ucieczki we własne myśli są choroby psychiczne, w których pacjent żyje prawie wyłącznie w wyobraźni i ten świat wydaje mu się bardziej realny od rzeczywistości.

Amerykański zespół rockowy Weezer śpiewał kiedyś piosenkę „We Are All On Drugs”- wszyscy jesteśmy pod wpływem narkotyków. Tymi narkotykami są nasze codzienne przyzwyczajenia do sztucznego polepszania swojego samopoczucia.

Od trzech dni przeprowadzam na sobie pewien eksperyment. Staram się wyeliminować z mojego życia radość opartą na czynnikach zewnętrznych. Po prostu świadomie rezygnuję z wszystkich tych małych przyjemności, od których jestem uzależniony- muzyka, słodkie napoje, jedzenie, przyjemne myśli i tak dalej. Moim celem jest sprawdzenie co mi da uwolnienie się od tych zależności. Po pierwszych trzech dniach widzę już pierwsze efekty- jestem coraz częściej szczęśliwy bez powodu. Pierwszy dzień był trudny- towarzyszyło mi uczucie dyskomfortu, jednak od wczoraj jest już dużo lepiej.

Sądzę, że taki odwyk jest czymś dobrym. Pozwala nam uwolnić się od setek małych uzależnień, w które jesteśmy uwikłani.

Medytacja, Czyli Trudna Sztuka Nicnierobienia

Człowiek, gdy ma wybór między pracą a nicnierobieniem to zazwyczaj wybiera to drugie. Jednak gdy przychodzi mu nic nie robić, to nie wie co ze sobą począć- zaczyna używać komórki, komputera, telewizora, w innym wypadku zaczyna obsesyjnie zagłębiać się we własne myśli.

Gdy przychodzi co do czego, to tak naprawdę niewielu z nas potrafi nic nie robić. Nic, czyli nawet nie myśleć, nie angażować się w żadną aktywność. Nicnierobienie jest de facto bardzo trudne i jak pokazują badania ludzie dużo bardziej wolą robienie najbardziej nawet bezsensownych rzeczy od zupełnego spoczynku umysłu i ciała.

Medytacja jest właśnie czymś takim. Nie podążamy wtedy za niczym, co powstaje w naszym umyśle bądź w świecie zewnętrznym. Jak powiedział pewien mistrz medytacji „nie podążaj za tym, co pojawia się w umyśle, ani nie uważaj tego za realne”. Jest to w gruncie rzeczy bardzo głęboka nauka o medytacji. Nawykowo lgniemy do przyjemnych myśli czy zjawisk i uciekamy od nieprzyjemności. Naprawdę trudno jest zachować bezstronność wobec tego, co się pojawia. Jest to jednak do wykonania i taki stan można nazwać medytacją właśnie.

Co ma jednak wspólnego ta obojętność wobec bodźców z nicnierobieniem? Paradoksalnie bardzo dużo. Nasza aktywność zawsze (podkreślam: zawsze) spowodowana jest przez lgnięcie do czegoś bądź odpychanie czegoś. Gdy brak tych sił to po prostu zaczynamy spoczywać w samych sobie.

Ludzie zazwyczaj działają i w działaniu widzą źródło swojego szczęścia. Najlepiej według nich wypoczywają coś robiąc- czytając książkę, słuchając muzyki czy oglądając film. Szczęście jest tożsame z aktywnością. Wydaje się nam też, że dzięki wysiłkowi stajemy się coraz bardziej szczęśliwi.
Jeden z mistrzów tybetańskich powiedział kiedyś : „W Samsarze nie ma nic do osiągnięcia”. Samsara jest zwyczajowym sposobem odbioru rzeczywistości. Nauczyciel ten miał na myśli to, że wszelkie nasze aktywności mające na celu poprawę naszego dobrostanu są zazwyczaj nietrafione, bo wysiłkiem nie da się poprawić swojego umysłu. Własny umysł można naprawić jedynie poprzez poznanie jego natury.

Niebo, Piekło

Dwa stany towarzyszą nam nierozłącznie- jest to szczęście i cierpienie. Dopóki nie jesteśmy oświeceni to będziemy na zmianę doświadczali tych dwóch trybów odbioru rzeczywistości. Warto więc moim zdaniem nauczyć się poprawnie je przeżywać.

Zazwyczaj gdy cierpimy to chcemy jak najszybciej pozbyć się tego uczucia, zaś gdy jesteśmy szczęśliwi, to chcemy aby to trwało jak najdłużej. Prawda jest jednak taka, że nie od nas zależy jak długo te zjawiska będą trwały. Przywiązując się do przyjemności i uciekając od przykrości pogarszamy tylko własny stan, ponieważ angażujemy nasze emocje i całych siebie w coś, co jest niezależne od nas samych, tak więc cierpimy jeszcze bardziej.

To, co proponowałbym rozważyć, to akceptacja zarówno szczęścia jak i cierpienia. Są to naturalne zjawiska i szczególnie w przypadku przykrych doświadczeń nie ma sensu ich zmieniać. Gdy nauczymy się nie manipulować przy własnych stanach ducha, to zauważymy, że przykrości nie doskwierają tak bardzo, jak wtedy gdy chcieliśmy się ich za wszelką cenę pozbyć, zaś przyjemności nie znikają tak szybko.

Moim zdaniem warto uzmysłowić sobie fakt, że to czy przeżywamy radość czy ból jest rzeczą drugorzędną. Ważna jest przede wszystkim sama zdolność doświadczania. Gdy odczuwamy akurat cierpienie można pomyśleć- „o! jak ciekawie, właśnie znajduję się w piekle!”. Taka myśl zawiera w sobie akceptację naszego stanu. Podejście to pozwala zachować równowagę zarówno w dobrych jak i złych chwilach i jest pomocne w dostrzeżeniu samego doświadczającego dobra i zła.

To, że możemy doświadczać jest milion razy ważniejsze od tego, co akurat doświadczamy. Wdy więc coś nas cieszy to nie starajmy się przywiązywać do tego i na siłę tego wydłużać zaś gdy czujemy się źle to nie ciekajmy na siłę od tego. Może to być dla nas szansa na dostrzeżenie samego umysłu, poza przyjemnością i bólem.

Odrealnienie

Od jakiegoś czasu stosuję się do zasady, że wszystko, co się wydarza nie jest do końca rzeczywiste. Nie odrzucam tego, co się właśnie dzieje, ale nie biorę też tego na serio. Polega to na tym, że to, co ma miejsce nie angażuje mojej uwagi. Staram się przebywać ciągle w stanie wewnętrznej równowagi i ten balans jest dla mnie dużo ważniejszy od tego, co jest na zewnątrz.

W buddyzmie mówi się o tym, że wszystko ma naturę pustki. Jest to chyba najlepszy opis mojego stanu- wszystko jest jakby z pogranicza jawy i snu- niby się wydarza, ale nie jest rzeczywiste.

Taki stan ma wiele plusów- cały czas towarzyszy nam w nim wewnętrzna równowaga, nic nie burzy wewnętrznego spokoju. Ponadto często powracającym wrażeniem jest wszechogarniająca błogość wynikająca ze świadomości totalnego bezpieczeństwa. To tak, jakbyś był stuprocentowo przekonany, że nic ci nigdy już nie będzie zagrażało. Jest w tym jeszcze coś- poza bezpieczeństwem jest również wgląd w naturę rzeczywistości.

Odzwyczajając psychikę od ciągłych wrażeń ze strony świata zewnętrznego pozwalamy sobie na relaks. Jeśli przez dłuższy czas nic nie zaburza tego spokoju, to umysł zaczyna widzieć sam siebie w każdym doświadczeniu i jednocześnie postrzegać naturę świata. Jest to trudne do opisania słowami, lecz przypomina to swoją intensywnością bardzo silny narkotyk.

Stan Pomiędzy

Często nachodzi mnie ostatnio pewien szczególny nastrój, który rozwinął się u mnie dzięki medytacji. Chodzi o pewnego rodzaju zawieszenie logicznego myślenia i kojarzenia na rzecz wglądu.

Normalny sposób funkcjonowania polega na procesie percepcji, reakcji na bodziec i działaniu. W stanie o którym mówię nie ma żadnego obiektu percepcji, jest pewna pustka. Nastrój ten nie jest indukowany przez żadne wrażenie zewnętrzne ani wewnętrzne, po prostu pojawia się, gdy jestem rozluźniony i nie skupiam się na niczym.

Jest to jak chwilowe olśnienie, intuicja bądź moment „acha!”. W buddyzmie mówi się o tym, że natura umysłu, czyli sam przeżywający, z biegiem praktyki zaczyna wyłaniać się spośród doświadczeń. Przeżywający staje się coraz bardziej obecny we wszystkim co robimy i co odbieramy zmysłami i rozumem.

Jest to bardzo przyjemny stan. Do tej pory wiązałem to z doświadczeniami medytacyjnymi i nie wiedziałem, skąd to się może brać. Po pewnej refleksji jednak dochodzę do wniosku, że za te szczególne doświadczenia odpowiada wgląd w naturę świadomości, w naturę samego umysłu.

Na Wszystko Potrzebny Jest Czas

Dzisiaj miałem raczej ciężki dzień. Od rana źle się czułem, nastrój i lepsze samopoczucie wróciły dopiero po 17. Miałem w związku z tym sporo czasu na zastanowienie się nad istotą złego samopoczucia. Nie jest wcale tak, że nasz stan się poprawia, gdy walczymy za wszelką cenę o dobrostan- wręcz przeciwnie, gdy wkładamy duży wysiłek w poprawę samopoczucia, to męczymy się jeszcze bardziej.

W takich chwilach zazwyczaj po prostu akceptuję stan rzeczy- że czasem po prostu nie jestem w stanie przeżywać wszystkiego z poziomu szczęścia, że czasem życie jest po prostu jałowe. Jest to naturalna dynamika spraw, że czasem rzeczy nie idą po naszej myśli.

Zmieniając nieco temat- dzisiaj jest drugi dzień od kiedy nie palę papierosów. Jest to drugie duże przedsięwzięcie, na które się ostatnio zdecydowałem- pierwszym była utrata 45 kilogramów wagi. Dzięki obejrzeniu wielu filmów dokumentalnych o paleniu oraz przeczytaniu książki Allena Carra nabrałem niesamowitej motywacji do rezygnacji z tego zgubnego nałogu. Palenie w rzeczy samej jest jednym z najgorszych wyborów, jakich można dokonać- papierosy są niezwykle uzależniające a poza tym nie przynoszą nam nic dobrego, tylko rujnują nasze zdrowie i portfele. Palenie można nazwać przekleństwem, rakiem, zgubą ludzkości- robi to 1 miliard ludzi.

Co ma wspólnego jednak rzucanie palenia z nieudanym dniem? Myślę, że sporo. Gdy potrafimy patrzeć na życie z perspektywy długofalowej to wszystko staje się prostsze. Istnieje eksperyment przeprowadzany od lat 60 na amerykańskich uniwersytetach- dzieciom daje się słodką piankę i obiecuje drugą jeśli nie zjedzą pierwszej przez jakiś nieokreślony czas. Okazuje się, że dzieci, które wytrzymują próbę i nie zjadają pianki, później w życiu radzą sobie zasadniczo lepiej od tych dzieci, które uległy pokusie.

Nie koniecznie ma to związek z silną wolą ale z motywacją. Rzucanie palenia wcale nie opiera się na silnej woli a jedynie na uświadomieniu sobie bezsensowności tego nałogu. Nikotyna i palenie uzależniają głównie psychicznie dlatego też to nasza psychika jest kluczowa do zerwania z nałogiem.

Wszystko, co wartościowe potrzebuje czasu. Nie da się w jeden dzień nabrać tężyzny fizycznej, nie da się w tydzień nauczyć japońskiego, nie da się oświecić w ciągu jednego roku. Medytacja i zrozumienie nauk Buddy potrzebują czasu, tak jak wszystko. Nasz rozwój jest powolny, wielu z nas jednak w ciągu całego życia nie decyduje się na rozwój sądząc, że jest to zbyt żmudne i czasochłonne zadanie. Z tego tytułu od młodości aż do śmierci nie zmieniają się zbytnio psychicznie. Uznają to za niepotrzebne.

Fakt, że rozwój wewnętrzny potrzebuje czasu nie powinien nas jednak zniechęcać- wręcz przeciwnie. To co potrzebuje czasu zazwyczaj jest solidne i trwałe. Tak samo jest z umysłem. Zmiany zachodzące w nim są powolne ale trwałe i to jest wspaniałe, że w przeciągu czasu mogą dokonywać się tak znacząca poprawa jakości życia!