Reset Systemu

Podczas dzisiejszej praktyki wpadła mi do głowy pewna analogia. Nas samych można porównać do systemu operacyjnego, zaś cała nasza aktywność to programy i wątki, które pracują w obrębie wspomnianego systemu. Każdy, kto widział raz manager zadań komputera wie, że podczas normalnej pracy istnieje tam szereg procesów, które zajmują określoną ilość pamięci oraz określony czas procesora, procent jego aktywności.
Manager zadań pokazuje ile procent mocy komputera jest wykorzystywane, oraz to, że nawet obecnie niedziałające programy są w systemie uśpione.

Myślę, że jest to doskonała analogia ludzkiego umysłu- istnieje w nim szereg „programów”, aktywności, niektóre rozpoczęte 5 minut temu, niektóre wczoraj a niektóre nawet tydzień temu. Zajmują one naszą uwagę, naszą energię i choć niektóre są w uśpieniu to nadal na nas wpływają.

Niezwykłe jest to, że bardzo wielu ludzi funkcjonuje tak na co dzień. Ich umysły są ciągle aktywne i istnieje w ich umysłach szereg różnych procesów.

Praktyka medytacji jest jedyną mi znaną metodą na oczyszczenie systemu ze starych aktywności, czyli myśli, wrażeń i emocji. Polega ona po prostu na wyłączaniu ich, jeden za drugim, aż system pozostanie w pełni wolny od różnych działań. Dlatego można to nazwać „resetem systemu”.

Ciągła Aktualność Zadziwienia

Zwieńczeniem jednej z medytacji buddyjskiej jest recytowanie słów, że Umysł jest zawsze „świeży i nowy”. I o tym chciałem dziś parę słów napisać.

Jedną z cech naszej tożsamości jest robienie „to samo” (jak wynika ze źródłosłowu), czyli powtarzanie schematów w naszym życiu, reagowaniu schematycznie oraz przeżywanie ciągle tego samego. Uświadomiła mi to niedawno audycja nauczyciela Zen Aleksandra Poraj- Żakiela.

Umysł jednak jest ciągle nowy i świeży…jak to pogodzić?

Medytacja pozwala na doświadczenie chwili. Chwili, która ciągle się zmienia i zadziwia bogactwem znaczeń, skojarzeń i wszystkich pozytywnych bodźców. Na co dzień jesteśmy zamknięci w skorupie nawyków, które nie pozwalają doświadczyć tej chwili.

Najlepszym testem na to, że żyjemy w naszej własnej głowie, a nie w świecie jest to, czy przeżywamy ekscytację chwilą.

Totalna Zmiana Perspektywy

Frazę, że mój umysł jest przestrzenią bez centrum i granic, która jest ponadczasowa i wszechobecna słyszałem setki razy, ale nie do końca to rozumiałem. Dopiero od niedawna wydaje mi się to jasne i co więcej- prawdziwe.

Podejście buddyjskie, które mówi, że umysł każdej istoty jest przejrzystym światłem, przestrzenią czy też pustką wydaje się zgoła odmienne od zwykłego sposobu myślenia. Na co dzień uważamy, że jesteśmy osobą, inni też są osobami, i że „osoba” to coś odrębnego od całej reszty o niezmiennym charakterze. Myślimy innymi słowy, że jesteśmy „sobą”.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że taki sposób myślenia jest dość naturalny- inni zwracają się do nas po imieniu, my sami mamy prywatne życie wewnętrzne z własnymi myślami i emocjami. Naturalnie więc uważamy siebie za oddzielną jednostkę.

Budda jednak mówił, że taki sposób myślenia wynika z niewiedzy- wiara w „ego” jest charakterystyką każdej istoty, jednak jest to według niego błąd logiczny.

Siakiamuni dzięki swojej medytacji i oświeceniu odkrył, że wszystko jest relatywne, również nasze pojęcie siebie czy duszy. Nie ma nic, co miałoby trwałe istnienie. Byłoby to dość pesymistyczne, gdyby nie kolejne odkrycie- każda istota ma naturę buddy.

Natura buddy to zdolność do postrzegania świata takim jaki jest, brak ograniczeń jak przestrzeń czy czas oraz wolność od cierpienia.

Budda nauczał, że każda istota posiada Umysł. Umysł zaś jest czymś transcendentnym, absolutnym. Umysł jest wszystkim co istnieje i ma naturę pustki, gdyż nie ma żadnych cech, które by go ograniczały. Zdolność do przeżywania jest naturą rzeczywistości od zawsze.

Jest to dla mnie niezwykle atrakcyjna koncepcja i wydaje mi się wielce prawdopodobna.

Księga Twarzy

Liczba umysłów we Wszechświecie równa się jeden

Erwin Schrödinger

Podobno Budda zaraz po oświeceniu miał powiedzieć „jak dobrze, wszyscy tu są”. Bardzo dał mi do myślenia ten cytat.

Buddyzm opiera się na założeniu, że nasza wrodzona natura zawsze była czysta i doskonała, wystarczy tylko to dostrzec. Z poziomu Buddy wszyscy inni są również Buddami.

Jest jeszcze inna koncepcja buddyjska, która wydaje mi się bardzo atrakcyjna. Chodzi mianowicie o pogląd, że esencja każdej istoty jest tym samym. To co w nas myśli, postrzega i czuje jest tym samym w każdej osobie.

Jest to diametralnie różne od sposobu w jaki postrzegamy świat na co dzień. Normalnie uważamy się za jednostkę i wszystkich wokół nas za inne jednostki.

Jest pewien aksjomat filozoficzny, który mówi, że prawda musi być taka sama we wszystkich warunkach, czasach i miejscach. Absolutna prawda jest niezmienna, przynajmniej z perspektywy buddyjskiej. Podobny charakter w tej filozofii ma umysł.

Doświadczenie tego, że nie jesteśmy osobą, lecz naszą istotą jest przejrzyste światło i przestrzeń, jakkolwiek by to pretensjonalnie nie brzmiało, ma znaczące skutki dla światopoglądu.

Jeśli postrzegamy innych jako tą samą przestrzeń, która jest w nas to pojawia się naturalnie miłość i zrozumienie. Tylko coś takiego samego może zrozumieć drugą taką samą rzecz.

Pomóc zrozumieć ten koncept może alegoria komputera- działają na nim różne programy, ale każdy z nich korzysta z tych samych procesorów, tranzystorów, oporników, wyświetlaczy, innymi słowy w swojej istocie jest tylko funkcją tej maszyny. Podobnie umysł ma charakter uniwersalny i jest taki sam w każdej żywej istocie.

Rozluźniony Lama

To, co patrzy przez twoje oczy i słyszy przez twoje uszy
To przestrzeń bez centrum i granic
Która nigdy się nie urodziła i nigdy nie umrze.

Lama Ole Nydahl

Wielcy nauczyciele Tybetu od zawsze powtarzają jedno: że umysł jest jak przestrzeń i że jest pusty ze swej natury, ponadto wszystko co istnieje ma naturę tej przestrzeni, jest z nią jednym.
Naszła mnie taka refleksja, że musieli oni być bardzo rozluźnieni, gdy to opisywali.
Mam podobne doświadczenia w chwilach głębokiego relaksu- jakby nic się nie liczyło oprócz chwili obecnej, wszystko traci swoją powagę i liczy się tylko ta niczym nie zmącona chłodna przestrzeń w głowie.
Tak sobie pomyślałem, że ci nauczyciele byli jak bogacz, który ma tyle bogactwa, że nie zwraca uwagi na to, czy straci lub zyska monetę pięciozłotową. Jest to dla niego po prostu nieistotne. Podobnie gdy odkrywamy jak bogaty jest nasz umysł, to być może jesteśmy wtedy w stanie spocząć w tym bogactwie i z tej perspektywy patrzeć na wszystko dookoła.
Ostatecznie, choć to nawet zabawne, buddyzm jest chyba nauką o rozluźnieniu, rozluźnieniu umysłu.

Piękno a Spokój

W miarę dojrzałości rozwija się ostrość widzenia

Karol Ślęczek

Mój profesor na studiach historii sztuki opowiadał historię polskiej badaczki, która znalazła się w więzieniu i była narażona na głód oraz brak bodźców. Opisała ona później, że podczas pobytu tam starała się przypomnieć sobie wszystkie sale wystawowe i wszystkie obrazy jakie w życiu widziała. Opisywała również, że widziała wtedy oczami wyobraźni kolory, których wcześniej nie widziała.
Każdy kto ma choć trochę autorefleksji jest w stanie stwierdzić, że jakaś rzecz podoba nam się lub nie podoba w zależności od naszego nastawienia. Raz wszystko wydaje się nieciekawe, podczas gdy innym razem ta sama rzecz nas fascynuje.
W teorii sztuki mówi się, że dzieło sztuki realizuje się zawsze w momencie percepcji- że nie istnieje samo w sobie. Każda percepcja ożywia dzieło na nowo.
Pamiętam swój zachwyt nad dwoma obrazami Caravaggia podczas mojego pobytu w Rzymie. Doświadczyłem wtedy emocji nie znanych mi wcześniej- była to mieszanka wzruszenia, ulgi i zachwytu.
Z jednej strony więc mamy percepcje piękna a z drugiej zupełną na nią obojętność. Nie jest tajemnicą, że poziom odbioru piękna zależy od wrażliwości osoby, która na nie patrzy.
Artyści w XX wieku powoli przesuwali granicę tego, co jest sztuką a co nią nie jest. Marcel Duchamp w roku 1917 wystawił w galerii pisuar nazywając go „Fontanna”. Ostatecznie w wyniku ruchów artystycznych zdewaluowało się nie tylko pojęcie dzieła sztuki, ale również pojęcie piękna.
Na gruncie historii sztuki oraz kulturoznawstwa wyrosła nowa dziedzina nauki- studia wizualne (visual studies), zaś psychologia zaczęła się na poważnie zajmować pojęciem percepcji, które dotychczas było zarezerwowane dla historii sztuki właśnie.
Dochodzimy więc do samego clue wpisu- zależności piękna od psychologicznych stanów mentalnych.
Będę tutaj podpierał się własnym doświadczeniem, gdyż nie spotkałem się jeszcze z badaniami na ten temat. Chodzi mi mianowicie o zmianę postrzegania świata w stanach uniesień lub szczególnego uspokojenia.
O ile można zaryzykować tezę, że świat odsłania nam prawdę o sobie tylko gdy uważnie się mu przyglądamy, to postawię tezę, że świat posiada swój „czwarty wymiar” o którym mówili artyści.
Mnogość różnych perspektyw na świat ukazanych w obrazach, książkach i filmach, które nakreślają jego magiczność, nierealność oraz oniryczność każe uważać, że taka jest właśnie natura rzeczywistości.
Dużo bardziej moim zdaniem ukazuje prawdę o świecie stan wszechogarniającego spokoju niż codzienna, szara percepcja rzeczy.
Śmiem twierdzić, że gdy jesteśmy w stanie wolnym od napięć i przeszkadzających emocji to postrzegamy rzeczywistość wyraźniej taką jaka ona jest- promieniującą niezwykłością oraz nad wyraz fascynującą.