Moje Wiersze, Część Czwarta

Wiersze piszę falami, czasem jest tak, że nie piszę pół roku i potem powstaje ich kilka w ciągu tygodnia. Oto moje najnowsze „pchełki”

Ja wiem że się bardzo starasz
Aby nadać barwy życiu
Niemożliwa jednak zmiana
Skończysz płacząc gdzieś w ukryciu

Karty dawno już rozdane
Wśród zwycięzców nie ma ciebie
Szanse twoje pogrzebane
Człowiek nic o sobie nie wie

Ty i ja to niewolnicy
Los nasz dawno ustalony
Czy z lewicy czy z prawicy
W końcu runą nasze domy

Życie jest tragiczną farsą
Śmiechem losu snem wariata
Na tym balu możni tańczą
Twoim światem cela krata


Nawyk

To się tak bardzo niewinnie zaczyna
To nic groźnego, niczyja w tym wina
Gdy mały Bartek przestraszony w nocy
Sięga po misia, w nim szuka pomocy

Kiedy dorasta lubi słuchać radia
Wszystko wraz z czasem ma kolejne stadia
Czasem jest gorzej, problemy z nauką
Życie niełatwą jest wyboru sztuką

Jak coś nie idzie, gdy kłopoty w domu
Zdarza się pech jak uderzenie gromu
Bartosz na rower wsiada i na uszy
Słuchawki wkłada by problem zagłuszyć

Czas mija szybko Bartek jest już duży
Ma dobrą pracę, jako strażak służy
I przez te wiele lat mężczyzna znalazł
Setki sposobów na ból,nudę,marazm

Za każdym razem, gdy w środku coś kłuje
Coś do zrobienia Bartosz wnet znajduje
To jest mechanizm w gruncie rzeczy prosty
Każde go dziecko zna, każdy dorosły

Środek zastępczy zawsze na nas czeka
Taka jest zwykła natura człowieka
Że zamiast stawić czoła własnym lękom
Sięga po misie, które są pod ręką


Chwile

Braknie nam szczęścia niczym powietrza
Gdy pod powierzchnią zdarzeń płyniemy
Fortuna gorsza fortuna lepsza
Trzymają życia naszego stery

Lecz te olśnienia niczym oddechy
Ponad zwyczajnych zdarzeń porządkiem
Gdy wybaczone są wszystkie grzechy
Są wielką ulgą świętym obrządkiem

Chwile gdy radość spotyka spokój
Błogość w ekstazie widzi swe lico
Są jak promienie światła wśród mroku
Cierpienia kresem bólu granicą

Moje Wiersze. Część IV

Gwar ulicy ze snu mnie zbudził
Snu o jedności wszystkich ludzi
Dziwne przeczucie nie znikało
O sobie wiemy ciągle mało

Jesteśmy jak motyl w kokonie
Samotność wiąże nasze dłonie
A przecież to jest takie proste
Podać rękę uleczyć troskę

Każdy człowiek twoim jest bratem
Każdy z nas wnętrze ma bogate
Nie bój się więc serca bliskości
Tak się wykluwa cud miłości


Świat to iluzja sen nieprzerwany
Nie ma w nim nic prawdziwego wcale
Buddy odkrycie to przed wiekami
Zmieniło moje i innych życie

Nie jest to bajką ani przenośnią
W świecie nic bowiem nie ma stałego
Jest tylko pustka razem z radością
Los taką nicią życie nam utkał

To co jest niczym jest jednak formą
Swobodnie tańczy w pustych przestrzeniach
Świat bowiem magii tutaj jest normą
Bawi się niebo i wszyscy diabli


Wszystko co widzę jest na wskroś czarne
Ładne oblicza i twarze marne
Czarne ulice domy latarnie
I nawet słońce to światło żadne

W środku jest ciemno na zewnątrz mroki
I wszystko co widzę swoim wzrokiem
Jest ciemne napawam się widokiem
I idę przez świat swobodnym krokiem


Czasem nad sobą brak panowania
Klarowność myśli coś mi zasłania
Wszystko jest przykre oraz nijakie
Smutek emocje są byle jakie

Wtedy przychodzi jednak ratunek
I jak to się dzieje nie rozumiem
Lecz światło wchodzi do mego wnętrza
I każda z myśli staje się pierwsza

Chmury kłębaiste to złe nastroje
Zaś czyste niebo to szczęście moje
Czuję się wtedy na szczycie świata
Bo z światem całym wtedy się bratam

moje wiersze, część trzecia

Poniżej zamieszczam 3 nowe wiersze oraz kilkanaście wierszy troszkę starszych.

Idąc powoli po leśnej drodze
Mijając pola zbożem zasiane
Wrażenie mam że znowu tak chodzę
Jak dawno temu w wiosnę co ranek

Dziwne przeczucie że to już było
Świat tylko inny i inne drzewa
Więcej niż milion lat nam przybyło
Tak samo jednak ptak w lesie śpiewa

Ogromna otchłań czasu mnie dzieli
Od tamtej miłych doświadczeń chwili
O milion lat aż mniej żeśmy mieli
Tak samo jednak dla siebie mili


Na chodniku porzucony
Liść żółty z zeszłej jesieni
Wiatr nim miota w wszystkie strony
W koło kręci nim po ziemi

Chaos rządzi jego losem
Raz w kałuży raz pod butem
Ile zim i ile wiosen
Niszczy wygląd drzewnych sukien

Czasem jednak wiatr zawieje
Liść przeniesie w stronę rzeki
Liścia sen liścia marzenie
W morzu spełni się po wieki


niechaj żyje nasz wspaniały
system nagrody i kary
choć zabawa ryzykowna
może pomóc odbić od dna

nasze plany i marzenia
gotowe są do spełnienia
dla jednostek nie dla trzody
system kary i nagrody

życie jest w zasadzie nudne
ciągle sytuacje trudne
zasługuję na coś więcej
odpoczynku pragną ręce

zagrać w grę bądź więc gotowy
nowy dom samochód nowy
jak przegrasz będzie bolało
zagraj jeszcze dalej śmiało

gra się toczy od stuleci
grają starzy grają dzieci
jednak gra tak ustawiona
karmisz system potem konasz


Tam gdzie zaszedłeś wędrowcze
Świat ten już nie jest tym samym
Bez końca rozległe manowce
Rzeczywistości niejasne stany
Wszystko odległe jest tutaj
Niczym lustrzane odbicie
Więc realności nie szukaj
Gdzie inne toczy się życie
Ciężar straciły swój drzewa
Prawda tu z kłamstwem się miesza
Drżą tutaj purpurą nieba
Logika swe prawa zawiesza
Inaczej żyje się w raju
Gdy nic już prawdziwym się zdaje
Więc czemu wciąż stoisz na skraju
Gdy świat ci się cały oddaje


Oświecona Ona

Dlaczego trawa tak dziś się złoci
Jakby brokatem przyprószona
Czemu miłości i dobroci
Znaki tu widzę dookoła
A to dlatego że leżysz tutaj
Pośród drzew których jesteś panią
I chociaż wcale się nie poruszasz
Widzisz jak światy sobie igrają
Z ust twych cichutki pomruk błogości
Na zmianę puszczasz i splatasz dłonie
Spełnienie przyszło do ciebie w gości
Nieznane dotąd czujesz nastroje
O już wrociłaś jak było pytam
Choć sam to czułem patrząc nań z boku
Ty opowiadasz jak było ci tam
A mnie ogarnia nadludzki spokój


Kiedy patrzę w inne twarze
Lub gdy czytam słowa ludzi
Coś mi widzieć ludzkość każe
Za podmiotem który łudzi
Coś dziwnego kryje widok
Który jawi jaźń człowieczą
Niczym woda wlana w potok
Jednym staje się z wszechrzeczą
I choć myślą ciągle nową
To fragmentem jest całości
Człowiek umysłu okową
Kładzie kres podmiotowości


Nie da ci facebook
Gdzie siedzisz co dnia
Co może dać ci
Ciszy melodia



Kiedy patrzę na coś
Zamiast kształtu rzeczy
Widzę rzeczy mnogość
Znak co umysł leczy
Z przesycenia światem
Z burzy znaczeniowej
To stan odpoczynku
Ślad percepcji nowej


Kiedy myślę o czymś
Wtedy jak z bezmiaru
Świecą myśli nowe
Skojarzenia czarów
Stan niejednoznaczny
Budzi się do życia
Kiedy czasem słucham
Rytmu świata bicia
Bo za horyzontem
Tego co poznane
To coś prawdziwszego
Odkryte zostaje
Tam gdzie cisza szumi
Tam gdzie moc jest wrażeń
Świat się staje jednią
Siłą twych skojarzeń


Gdyby ktoś ludzki miał stworzyciela
To dotyk jego byłby tym samym
Co cud wchłonięcia powrót do zera
W medytacyjnym błogości stanie
Gdy twoje winy są wybaczone
Gdy w sercu ogień tli się gorący
Gdy stajesz nagi przed prawdy tronem
Wtedy poczujesz dotyk kojący
Gdyby ktoś ludzki miał stworzyciela
Gdyby z fragmentów byłby złożony
Pierwsze to dzieło jak z żebra Ewa
W rękach artysty uplastyczniony
To moment zejścia w świat ducha swego
Gdy umysł raju doświadcza świtu
Byłby jak uśmiech twych inżynierów
Co widzą tryumf ludzkiego bytu


Zastanawiałeś się kiedyś może
W życiu swym krótkim utkanym z wrażeń
Kiedy jest lepiej i kiedy gorzej
Co w tobie myśli czuje i marzy
Jakże w spokoju mocno wybrzmiewa
Każda percepcja chcąca poznania
I każda myśl co nie ma imienia
Własną się staje pierwsza nieznana
Umysł jest królem co rządzi krainą
Szeroką niczym największe lądy
Światem ulotnym gdzie rosną i giną
Myśli co co dzień czynią mnie wolnym


Językiem cichym przemawiają rzeczy
Byt swój sekretny odsłaniają wtedy
Gdy się nań patrzy wzrokiem nowym pierwszym
Gdy się nie pyta po co czemu kiedy
Jest coś szczególnie kojącego w prawdzie
Że ta ich bytność podobna stworzeniu
I choć są martwe to ktoś czujny znajdzie
Odbicie sensu bytu w ich istnieniu


Nie ma w ferworze życia
Pana w kolejce
Krzesła co stało
Zimowej kurtki
Dreszczy
Wszystko to jakoś
Przenika się z wiatrem
Ze wspomnieniami
I z tym westchnieniem
Gdy spokój nadchodzi
Tysiące osób przechodzi tu obok
Miliony szeptów gdzieś w rozmowach ludzi
A wszystko to tkane z dymu i powietrza
Jak błysk kulki szklanej na trotuarze
Z dziecka w dorosłość
Ze snu w dzień nowy
Rzeczy są przejściem raczej niż substancją
A to co żyje
gdy odwrócisz głowę
Tłem się wnet staje i echem przeszłości


Nierealne
To tylko się śni
Dekoracje
Wyobraźni twór i my
Wyraźnie
Widzę to teraz że
Baśnie
W to świat zmienił się
Miraże
Świetlisty jasny dzień
Zarazem
Prawda to i sen


Moje wiersze, część druga

Poniżej zamieszczam kilka wierszy, które powstały od części pierwszej, życzę miłego czytania.

Przechodząc między gałęziami
Idąc wzdłuż rzędu drzew wiśniowych
Myślę o tych co zawsze z nami
Co pełne kwiatów są majowych

Ruch ich na wietrze tak dostojny
Jakby zaklęciem gest ten stał się
A byt ich niespieszny spokojny
A każdy szelest szepcze znam cię

Są obok gdzieś w najlepszych chwilach
Stają się tłem życia naszego
Ich widok każdy dzień umila
Esencją są czasu wolnego


Miałem w życiu twarzy wiele
Dziecka chłopca dorosłego
Lecz to nie jest moim celem
Przywiązywać się do tego

Czasem pragnąć mi sie zdarzy
Innym razem smutne myśli
Lecz esencja tych wydarzeń
Jest wspomnieniem tylko dziś mi

Imię moje niby stałe
Ciągle zmienne jednak treści
Teraz świadomy się stałem
Gdzie ostoja ma się mieści

W środku w świadomości centrum
Nie istnieje nic już więcej
Poza spokojnością wielką
Tam spoczywa moje serce


My jesteśmy zanurzeni
Wszyscy w świadomej przestrzeni
To co jest twoją istotą
Jest poświatą moją złotą
Co zaś ja nazywam sobą
Inni w sobie odczuć mogą
Jeden umysł mamy razem
To co myśli czuje marzy
Czuję cię pełen radości
Bliżej niż skórę i kości


Jest mechanizmem człowiek tajemniczym
Z milionów drobnych złożony jest części
Myśli emocje nikt ich nie policzy
Taki algorytm szczęścia i boleści

Niczym lodowa góra nasze życie
Ponad powierzchnią niewiele wystaje
A to co w głębi to istnienie skryte
Każdy z nas ludzi choćby nie chciał ma je

Kto będzie w stanie pojąć tę strukturę
Odkryje czuły dotyk Boga w sobie
Więc wejdź na pustelniczą życia górę
I poznaj siebie w kontemplacji błogiej


Czemu się patrzysz drzewo wysokie
Oczarowując mnie swoim wzrokiem
Przestrzeń falujesz wokoło siebie
Skąd tak mnie znasz odpowiedz bo nie wiem
Mocą przedziwną tak promieniejesz
Pewnością co przekracza nadzieje
Niczym misterium są twoje słowa
Wiersz ten twój widok mi podyktował


Najpewniej mnie nie zrozumiesz
Choć ten sam język nas łączy
Niepojęte to rozumem
Wiersz ten z sercem chciej połączyć

Bo z pozoru tylko kształty
Oczywiste w swojej formie
Lecz jak różne w świecie barwy
Tak odrębne ich emocje

Coś co się nazywa cieniem
Wiatrem szumem błyskiem smakiem
Może przynieść ci nadzieje
Gdy wędrujesz własnym szlakiem

Wewnątrz rzeczy coś się błyszczy
Coś się tli coś ciągle zmienia
Zechciej więc nim czas nas zniszczy
Doznać mocy przemienienia


Sprawa jest to najwyżej wagi
Wszystkie rzeczy dookoła
Nie warte są
najmniejszej nawet uwagi

Bogacz co pieniędzy ma bez liku
Czy patrzy na zysk lub stratę
Pozłacanego medaliku

Koronawirus globalne ocieplenie
To nic nie znaczy
Czemu gdy świeci światło
Ty patrzysz na cienie


Moje Wiersze. Część Pierwsza.

Czasem nachodzi mnie taki stan, który ciężko opisać słowami, więc zazwyczaj wtedy piszę wiersz. W życiu napisałem około 30 wierszy, tutaj prezentuję te stosunkowo najnowsze. Zazwyczaj piszę rymem oraz w manierze wiersza białego. Wiersze nie mają tytułów.
_________

Każdy szczery uśmiech
Wszystkie serca wzloty
Cenne są niezmiernie
Świecą światłem złotym

Bo gdy człowiek rad jest
Gdy pogodna głowa
Cały ból wszechświata
W nicość wnet się chowa

Światło ma to w sobie
Że choć ciemność straszy
Jest zaklęciem dobrym
Uzdrowieniem naszym
__________

Iść bardzo daleko
By dotrzeć do siebie
I z nurtu iść rzeką
I stąpać po niebie
To myśli strumienie
I żywa nadzieja
Rozjaśnią mi mroki
Niedopowiedzenia
Długo tam iść trzeba
By światło nastało
Gdzie jeszcze go nie ma
Zmienną zmienić w stałą
Jest we mnie część taka
Niedostępna innym
Ze sobą się bratam
W świecie mym niewinnym
__________

Tępe rozrywki
Śniących ludzi
Z bylejakości
Nic nie obudzi
Nijakie życie
Sprane emocje
W ciągłym niebycie
By więcej mocniej
_________

Nieporuszone w morzu ludzi twarze
Emocje wszystkie na granicy zera
Obojętnością wobec losu zdarzeń
I ekscytacją są i wiecznym teraz

Jak to możliwe że tylko się myli
Ten co za moment kimś innym się stanie
A oni z boku wiecznie w ciszy chwili
Jak ślad na wodzie te ich bytowanie

Pamiętasz może gdy jesień nastała
I dymów warkocze oplotły jezioro
Pamiętasz noc kiedy widziałeś z dala
Jak płomień ogniska obozowy płonął

Czasem ich nie ma choć ślad ich pozostał
Ukryte wspomnienia niejasne obrazy
Nie każdy ich dojrzy nie każdy im sprosta
Tym jasnym obliczom jak lustra bez skazy

Kłaniam się nisko szlachetnym joginom
Zwycięzcom którzy ujarzmili ducha
Ich moc i pewność nigdy nie przeminą
Serce me pięknej ich przemowy słucha
__________

Na końcu prezentuję wiersz humorystyczny, napisany ze znajomymi na Facebooku.

Zdzisław nie miał zainteresowań
I był raczej płytki
Na co dzień kładł ludziom po domach
Ceramiczne płytki

Marcin ma doktorat
Czuje, że jest wielki
Dlatego po wykładach
Wykłada jeszcze kafelki

A Władek z Wrocławia
Gdy go zjada stres
By nie puścić pawia
Układa se gres

Janek wraz ze swym zespołem
Grywa co wesele
A gdy rano kac go męczy,
Układa panele.